– Spodziewaliśmy się chaosu, a tymczasem jest spokojniej – tak dyrekcja jednej z wrocławskich szkół ocenia wprowadzony od nowego roku szkolnego zakaz korzystania z telefonów. Uczniowie patrzą na tę zmianę bardziej sceptycznie - uważają ją za mało praktyczną i nie do końca potrzebną, choć przynajmniej nauczyli się grać w... karty.
Do Sejmu wraca temat ograniczenia korzystania ze smartfonów w szkołach. Klub Polska 2050 zapowiada ponowne zajęcie się projektem ustawy, który wcześniej utknął w sejmowej zamrażarce. Zakłada on m.in. możliwość wprowadzenia przez szkoły bardziej jednoznacznych zasad dotyczących używania telefonów przez uczniów.
O potrzebie regulacji mówi również ministra edukacji Barbara Nowacka. W jej ocenie szkoły powinny mieć narzędzia do ograniczania korzystania ze smartfonów podczas zajęć i przerw, tak aby wspierać koncentrację uczniów i ich relacje społeczne.
Choć ogólnopolskie przepisy dopiero są dyskutowane, w wielu placówkach takie rozwiązania funkcjonują już od dawna. - We Wrocławiu nie ma jednego sztywnego modelu ograniczania korzystania z telefonów – każda szkoła dobiera rozwiązania odpowiednie dla swojej społeczności - informuje Monika Dubec z wrocławskiego magistratu. W praktyce oznacza to, że część szkół wprowadziła własne zasady ograniczające korzystanie z telefonów przez uczniów.
Uczniowie kombinują, nauczyciele pilnują
Jedną z nich jest Szkoła Podstawowa nr 50 przy ul. Czeskiej. Od października 2025 roku uczniowie klas IV - VIII odkładają telefony do specjalnych skrytek na czas pobytu w szkole.
Urządzenia trafiają do zamykanych etui z magnetycznym zapięciem – działającym podobnie jak zabezpieczenia przy ubraniach w sklepach. Po zamknięciu takiego etui nie można go samodzielnie otworzyć. Rozmagnesowanie i otwarcie jest możliwe tylko przy użyciu specjalnego urządzenia, które mają pracownicy szkoły. Dzięki temu telefony pozostają przy uczniach, ale nie mogą być używane w czasie lekcji ani przerw, dopóki etui nie zostanie odblokowane przez nauczyciela lub pracownika szkoły.

Jak mówią sami uczniowie, zmiana była zauważalna przede wszystkim podczas przerw. – Na początku było trochę dziwnie. Na długiej przerwie jest teraz głośniej niż wcześniej, bo każdy coś robił na telefonie, więc było spokojniej – mówi Marcel, uczeń VII klasy.
Jak dodaje, przerwy zaczęły wyglądać inaczej. – Zamiast siedzieć w telefonach zaczęliśmy grać w karty z ósmą klasą, nawet nauczyliśmy się pokera. Przerwy są bardziej aktywne – można pograć w ping-ponga, piłkarzyki albo wyjść na dwór. Jest też więcej czasu, żeby po prostu pobyć ze sobą i porozmawiać. Na angielskim czasem robimy quizy i wtedy nauczycielki odblokowują nam telefony na czas lekcji, więc w nauce to ma swoje uzasadnienie – opowiada.
Nowe zasady nie są jednak dla uczniów wygodne. – Na początku dużo osób próbowało kombinować z tymi skrytkami na telefony. Niektórzy chcieli je jakoś obejść – mówi Wojtek z tej samej klasy. – Nauczyciele mogą poprosić, żeby pokazać etui, a jeśli ktoś go zapomni, telefon trzeba zostawić w sekretariacie.
Chłopak przyznaje, że sam często zostawia telefon w domu. – Rodzice zgłosili w szkole, że tak robimy. Zimą to trochę trudniejsze, bo czasem nie ma co robić na przerwach. Jest też mniej kontaktu z rodzicami. Jeśli ktoś chce zadzwonić, musi iść do sekretariatu, a przy krótkiej przerwie nie zawsze jest na to czas – dodaje. – Moim zdaniem ta zmiana nie jest do końca praktyczna, bo i tak nie spędzaliśmy aż tyle czasu w telefonach. Czasem używaliśmy ich też do nauki – na przykład żeby coś szybko przeczytać przed sprawdzianem, bo nie wszystko ma się zapisane w notatkach.
Zakazu nie ma dla dzieci z klas I-III, ale te smartfonów często jeszcze nie mają. – Na razie odwlekam moment kupienia córce telefonu. Ma siedem lat i uważam, że im później, tym lepiej, bo te urządzenia bardzo wciągają. Najpierw powinna nauczyć się zasad korzystania z technologii – mówi mama jednej z uczennic.
Jak dodaje, rówieśnicy jej córki często zamiast telefonu zwykle mają smartwatch lub lokalizator.
– Na wycieczki dajemy córce mały lokalizator w formie breloczka, żeby wiedzieć, gdzie jest i żeby było bezpiecznie. Oczywiście córka chciałaby już mieć telefon, ale na razie korzysta z naszego, jeśli chce zrobić zdjęcia. Myślimy, że najpierw dostanie aparat, a dopiero później telefon – opowiada.
"Nie chodzi o zakaz, a higienę cyfrową"
Dyrekcja szkoły podkreśla, że celem zmian nie było całkowite wyeliminowanie technologii, ale ograniczenie jej nadmiernego używania. – Kiedy w szkole nie ma telefonów, dzieci spędzają ze sobą więcej czasu. Rozmawiają, grają w gry planszowe, skaczą w gumę – mówi Karolina Cis-Wawrzyniak, dyrektorka szkoły.
Jak wyjaśnia, w placówce wprowadzono również dodatkowe rozwiązania organizacyjne.
– Na każdym korytarzu zamontowaliśmy zegary, a na piętrach wywiesiliśmy plany lekcji i informacje o ewentualnych zmianach sal, co w czasie remontów się sprawdziło. Podczas 20-minutowej przerwy funkcjonuje u nas strefa aktywności z różnymi sprzętami i elementami do gier. Mamy też osobną salę przeznaczoną na strefę relaksu. Zauważyliśmy, że dyżurujący nauczyciele mają teraz mniej interwencji, jest też mniej konfliktów między uczniami. Szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się większego chaosu, a okazało się, że dzieci szybko się do tego przyzwyczaiły – ocenia.
Dyrektorka przyznaje, że nauczyciele w większości popierają nowe zasady.
– Przeprowadziliśmy ankietę wśród nauczycieli i większość jest za utrzymaniem takiego rozwiązania, choć oczywiście uczniowie mają swoje obiekcje. Jeśli telefon jest potrzebny do lekcji, uczeń może poprosić nauczyciela o jego odblokowanie – wyjaśnia.
Kobieta podkreśla, że szkoła stara się też dawać uczniom przykład. Nauczyciele korzystają z dziennika elektronicznego na komputerach, a nauczyciele wychowania fizycznego dostali do tego celu szkolne tablety. – Chcemy pokazać, że telefon nie jest jedynym narzędziem do pracy czy komunikacji. Zresztą nauczycielki żartują czasem, że takie etui na telefony chętnie podarowałyby także swoim mężom – dodaje Karolina Cis-Wawrzyniak.
Szkole chodzi przede wszystkim o kształtowanie dobrych nawyków.
– Nie chodzi nam o całkowite zakazywanie technologii, tylko o nauczenie młodych ludzi odpowiedzialnego korzystania z niej i dbania o higienę cyfrową. Starszym uczniom trudniej było przyzwyczaić się do nowych zasad, bo wcześniej częściej korzystali z telefonów, natomiast dla najmłodszych klas to po prostu element profilaktyki i uczenia dobrych nawyków – podsumowuje dyrekcja.
Na podobne rozwiązanie może wkrótce zdecydować się także Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 26 przy ul. Cynamonowej na Lipie Piotrowskiej. Dyrekcja największej szkoły w mieście zapowiada wprowadzenie zasad podobnych do tych stosowanych w SP nr 50 – czyli zabezpieczenie telefonów na czas pobytu w placówce w etui.
– Wszystko jednak idzie stopniowo i być może wystartuje od przyszłego roku, ale musimy przede wszystkim uzgodnić to z radą rodziców – zapowiada Paweł Minorowicz, dyrektor szkoły.
Podobne rozwiązania funkcjonują już w kilku innych wrocławskich placówkach. M.in. w Szkole Podstawowej nr 83 przy al. Boya-Żeleńskieg uczniowie zostawiają telefony w specjalnych szafkach, a w Szkole Podstawowej nr 113 przy ul. Zemskiej obowiązuje całkowity zakaz korzystania z nich w czasie zajęć i przerw.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Czy nauczycieli również obowiązują zakazy używania telefonów w szkołach? Szczególnie w czasie lekcji. Czy może zamiast prowadzić lekcje sami się bawią bo ktoś zapomniał o nich w zarządzeniu? Nie rozumiem w czym to przeszkadza, że w czasie przerwy uczniowie wolą smartfona niż patrzeć i słuchać jakiegoś muła z którym muszą siedzieć 45 na lekcji w 1 pomieszczeniu. Z firm które odwiedziłem to tylko jedna firma na Bielanach (naprawiająca kompy) zabrania używać pracownikom serwisowym telefonów.
Tutaj to już bardziej działa "co wolno wojewodzie, to nie robie s..." Poza tym to nauczyciel wie co może a co nie wzdlędem ustawy o szkolnictwie i oświacie. Zawsze można powiedzieć o tym rodzicom, a ci mogą na wywiadówce wyperswadować naczycielowi co o tym myślą, choć i nie chcąc uwzięcia się na jego podopiecznym może lepiej by zgłosić sprawę w Urzędzie Wojewódzkim, gdzie pracuje kurator oświaty danego województwa. Tylko, czy warto ?
Czy nauczycieli również obowiązują zakazy używania telefonów w szkołach? Szczególnie w czasie lekcji. Czy może zamiast prowadzić lekcje sami się bawią bo ktoś zapomniał o nich w zarządzeniu? Nie rozumiem w czym to przeszkadza, że w czasie przerwy uczniowie wolą smartfona niż patrzeć i słuchać jakiegoś muła z którym muszą siedzieć 45 na lekcji w 1 pomieszczeniu. Z firm które odwiedziłem to tylko jedna firma na Bielanach (naprawiająca kompy) zabrania używać pracownikom serwisowym telefonów.
Tutaj to już bardziej działa "co wolno wojewodzie, to nie robie s..." Poza tym to nauczyciel wie co może a co nie wzdlędem ustawy o szkolnictwie i oświacie. Zawsze można powiedzieć o tym rodzicom, a ci mogą na wywiadówce wyperswadować naczycielowi co o tym myślą, choć i nie chcąc uwzięcia się na jego podopiecznym może lepiej by zgłosić sprawę w Urzędzie Wojewódzkim, gdzie pracuje kurator oświaty danego województwa. Tylko, czy warto ?