Zaczyna się o 6 rano, bo wtedy otwiera się pobliskie Dino i można wypić pierwsze piwo. Potem przy placu zabaw między Ciepłą, Glinianą, Borowską i Wesołą rozsiadają się starsi panowie i piją. I tak przez kilka godzin. Potem ekipa się zmienia. Podobnych miejsc jest we Wrocławiu mnóstwo.
- O 6 rano przychodzą żule, sikają przy piaskownicy. Często jest tak, że dziecko jest na placu, a obok pan sika pod drzewem. Jak pada deszcz, to żule chowają się przy aptece i tam piją, sikają, wymiotują - mówi pani Karolina, mieszkanka ulicy Ciepłej.
Pierwsza nasiadówka kończy się o 7.30 - 8.00, ale tylko dla niektórych - tych, którzy po kilku piwach idą do pracy. Ci bezrobotni jeszcze kilka godzin posiedzą. Około południa jest względny spokój, ale już kilka godzin później zmienia się ekipa. Przychodzą młodzi ludzie, którzy piją, palą, puszczają muzykę - już nawet nie z przenośnego głośnika, a z kolumny. I tak do północy, a w lecie nawet dłużej.
Zdarza się jeszcze trzecia zmiana - to kibole. Oni przychodzą najpóźniej. I na przykłąd biją się na oczach dzieci, tuż obok konika, na którym dziecko może się pobujać.
- Od policjantów słyszymy, że mandatów nie wystawiają, bo ci ludzie są niewyplacalni albo pracują na czarno i to im zepsuje statystyki. Inny policjant mówił, że nie będzie nadstawiać karku, bo też ma rodzinę, a to kibole i tam wszyscy się znają - opowiadają mieszkanki z Ciepłej. Sprawę zgłaszały również wrocławskim urzędnikom, ale w odpowiedzi usłyszały tylko, że policja zwiększy liczbę patroli. Mieszkańcy są bezradni.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze