Ciche tykanie zabytkowych zegarów, zapach starego drewna i precyzyjne narzędzia zegarmistrzowskie – w zakładzie Janusza Laudańskiego w samym sercu Wrocławia czas zdaje się płynąć inaczej. Od 46 lat naprawiane są tu bezcenne rodzinne pamiątki, a każdy uratowany mechanizm przywraca nie tylko sprawność zegara, ale i wspomnienia sprzed pokoleń.
Po przekroczeniu progu zakładu Janusza Laudańskiego, który mieści się w Przejściu Żelaźniczym we Wrocławiu mamy wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie do innej epoki. Na ścianach wisi mnóstwo zabytkowych zegarów, z których wydobywają się ciche uderzenia, a na stołach rozłożone są specjalne przyrządy i mechanizmy służące do ich naprawy. Zakład prowadzony przez pana Janusza, a także przez jego syna Michała istnieje we Wrocławiu już 46 lat.
Janusz Laudański opowiedział nam o początkach swojej pasji, która później przerodziła się w sposób na życie. - Jestem samoukiem. Pracowałem w Polskiej Akademii Nauk jako specjalista od szkła laboratoryjnego. W międzyczasie zacząłem zbierać zegary, zdobyłem literaturę, podpytywałem zegarmistrzów - opowiada nam o swoich początkach Janusz Laudański. Później do hobbysty zaczęli zgłaszać się inni kolekcjonerzy, widząc, że potrafi naprawić zabytkowe zegary. - Wtedy pomyślał: "Spróbuję pójść na swoje, nie będę miał nad sobą kierownika ani dyrektora. Jak wyżyję, to dobrze, jak nie, wrócę do dawnego zawodu" - opowiada.
Właściciel zakładu, Janusz Laudański mówi nam, że zegary, które naprawia pochodzą głównie z czasów przedwojennych, a także z Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Może poszczycić się też wyjątkowym portfolio. W swoim zakładzie naprawiał m.in. zegar Franza Kranza. To mistrz pochodzący z Wiednia, który tworzył na zamówienie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. - Najstarsze zegary pochodzą nawet z XVI wieku - mówi nam rozmówca i dodaje, że zegary, które ludzie przynoszą do naprawy to w większości rodzinne pamiątki przekazywane z pokolenia na pokolenie. - Często naprawa jest mało opłacalna, ale ludzie chcą je naprawiać bo mają dla nich ogromną wartość sentymentalną, bo na przykład wisiały na ścianie u dziadków - mówi. I dodaje, że dzięki naprawom "ludzie znów mogą usłyszeć dźwięki dzieciństwa".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze