Reklama

W wyborach prezydenta Wrocławia dostał 9,99 proc. głosów. Teraz chce zostać prezydentem RP. Aby być prezesem Śląska?

07/02/2025 07:01

To na razie najbardziej tajemniczy kandydat na prezydenta RP. No może oprócz Krzysztofa Stanowskiego. Ale ten drugi chociaż dobrze się bawi. Natomiast o co chodzi Dawidowi Jackiewiczowi, wie chyba on sam lub ci, którzy go wystawili. Tylko kim są „oni”? Bo chyba nie dawni koledzy od rzeźbienia w lodzie… Ale może tacy kandydaci są potrzebni, abyśmy nie zwariowali od festiwali obietnic dwóch głównych faworytów, którzy robią z siebie i z nas pośmiewisko zapominając, że walczą jedynie o „prestiż, zaszczyt, żyrandol, pałac i weto".

Po pierwsze chciałem zaprotestować, ponieważ w niedawnym czasie byłem zagadnięty o podpis pod poparciem przez komitety dwóch kandydatów na prezydenta i jedną drużynę, która chce odwołać prezydenta. Na jednego człowieka to naprawdę za dużo, zwłaszcza, że przez to zapomniałem, co miałem kupić i chcąc nie chcąc musiałem zadzwonić do żony. A żony nie lubią „jak dwóch rzeczy na krzyż nie potrafisz zapamiętać”.    

Tych może nie, natomiast pamiętam kim był przez ostatnie lata Dawid Jackiewicz. Młody polityk, który w 2002 roku był nawet za młody, aby zostać zastępcą Rafała Dutkiewicza. Jednak w końcu prawnicy jakoś tak zakręcili, że udało się uzyskać tę nominację dla człowieka, o którym w mieście nie za dużo wiedziano oprócz tego, że podobno zajmował się rzeźbami w lodzie. Ale jak miał 29 lat, to czym miał się zajmować? Zwłaszcza, że to był start do nieźle zapowiadającej się kariery. Posłowanie, Europarlament, posada ministra, którą zakończył w atmosferze skandalu. Ale już wcześniej nie zawsze szło mu gładko. W 2010 roku postanowił zostać prezydentem Wrocławia startując przeciwko swojemu niedawnemu szefowi. Z miernym skutkiem, ponieważ uplasował się na trzeciej pozycji, za Rafałem Dutkiewiczem i Sławomirem Piechotą. Jednej setnej zabrakło Jackiewiczowi do dwucyfrowego wyniku, ponieważ uzyskał poparcie 9, 99 procenta wyborców. 19 500 głosów wrocławian to nie jest kapitał, by wybierać się na wyścig o prezydenta Polski. Wiem, to było dawno temu, tylko dawno temu to Dawid Jackiewicz był nawet postacią popularną, teraz pamiętają o nim tylko nieco bardziej wytrawni obserwatorzy sceny politycznej… Więc o co kaman? To trochę podobnie jak niedawno z Szymonem Hołownią, który nie mając żadnego zaplecza, też postanowił odważnie wkroczyć do polityki. Z programu rozrywkowego to jednak łatwiej. A do dziś krążą pogłoski jaki kapitał za tym pomysłem stał, od mocno biznesowego po mocno śmieciowo-biznesowy.

Reklama

Dawid Jackiewicz też oczywiście ma majętnych znajomych, z którym przez lata współpracował z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, którzy, podobnie jak i on, z tą partią się pożegnali. Że tylko wspomnę Adama Hofmana czy Roberta Pietryszyna, a są i mocniejsze nazwiska. Tylko to wydaje się zbyt proste wytłumaczenie. Ma jakoś wspomóc prawicę w tym wyścigu, powodując rozdrobnienie (czytaj: odsunięcie od Rafała Trzaskowskiego) niezdecydowanych? To ewentualnie miałoby sens przy Stanowskim, choć i tam chyba jednak o coś innego idzie, ale przy Jackiewiczu?

To nadal wygląda na jakiś szaleńczy pomysł zagubionego polityka. Proszę, oto dowód. Kilka dni po tym jak ogłosił chęć startu, zamieścił taki wpis o swojej działalności:

Reklama

„Wejdź na stronę, pobierz kartę, zbierz podpisy w rodzinie i wśród najbliższych. Wyślij je na wskazany adres lub napisz w wiadomości prywatnej, odbiorę je osobiście”.

Osobiście? Zaczyna pachnieć akwizycją jakiegoś odkurzacza nowej generacji…

Oczywiście pojawiają się spekulacje, że w ten sposób chce wrócić tylko do lokalnej polityki, ponieważ na jego start do rady miejskiej w ostatnich wyborach samorządowych z list PiS-u nie zgodził się prezes Jarosław Kaczyński.

Wśród wielu pogłosek słyszałem, że jest lub był nawet przymierzany do różnych stanowisk w mieście, włącznie z prezesurą Śląska Wrocław. Wokół tego klubu jest tyle spekulacji, że były minister skarbu na pewno bardziej by się nie skompromitował niż inni. A jeszcze ma kilku majętnych kolegów…

Reklama

No i chyba bardziej by się nie skompromitował podczas ewentualnej kampanii wyborczej, a nie wierzę, że w niej na poważnie wystartuje, niż obecni liderzy rankingów.

Tu jak wiadomo z jednej strony mamy Rafała Trzaskowskiego, któremu koledzy z partii pomagają za wszelką cenę, starając się do maja postawić jakiekolwiek zarzuty wszystkim członkom Prawa i Sprawiedliwości. Zgotowali sobie tylko taki problem, że teraz nie wiadomo już, który sędzia może wydawać wyroki, a który nie, bo to zależy kto którego mianował. Pewnie i to samo będzie z prokuratorami. A sprytni adwokaci to wykorzystują i podobno coraz więcej przestępców już liczy dni do odzyskania wolności…

Reklama

A z drugiej strony „niezależny” Karol Nawrockim, którego koledzy z Prawa i Sprawiedliwości postanowili ogłosić, że w kraju mamy właściwie zamach stanu czy jakąś inną tego typu anomalię. Ale zrobili to w taki sposób, że nawet najbardziej żelazny elektorat nie do końca wie, kto na kogo się zamachnął.

Sami kandydaci natomiast starają się wmówić swoim wyborcom, że ubiegają się o urząd wszechmocnego władcy, którego kompetencje są nawet o wiele większe niż te jakie miał prezydent według konstytucji kwietniowej z 1935 roku. Na jej mocy wprowadzono wtedy w Polsce system prezydencki o charakterze autorytarnym.

Reklama

I na przykład taki Karol Nawrocki ogłasza, że skróci kolejki do lekarza czy pootwiera pozamykane kopalnie, bo węglem to on się prawie żywi... No oczywiście… Zwłaszcza, że ten węgiel to ma i lekarskie zastosowanie na pewne dolegliwości.

A goszczący ostatnio w Legnicy Rafał Trzaskowski obiecał, że jak tylko pójdzie do pracy jako prezydent to pierwsze co zrobi to Zamek Piastowski wpisze na listę pomników historii. No i oczywiście obniży podatek miedziowy, choć podobno później koledzy mu podpowiedzieli, że to co chce obniżyć to podatek od kopalin. No będzie to pierwszy prezydent od czasów Bolesława Bieruta, który zdecyduje o podatkach.

Reklama

Szkoda tylko, że obaj panowie, a zwłaszcza Rafał Trzaskowski, bo bliżej mu politycznie, zapominają co w 2010 roku o urzędzie prezydenta powiedział niejaki Donald Tusk:

 „Po tym jak nowy prezydent mówi słowa przysięgi, jest tylko prestiż, zaszczyt, żyrandol, pałac i weto".

Gdy tak sobie patrzę na to, co się od pewnego czasu dzieje w naszym kraju, to stan naszego państwa wygląda nieco jak sytuacja w mieszkaniu porucznika Lukasza, o które dbał szeregowy Szwejk:

„Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że wszystko jest w porządku, tylko kot jest gałgan i zeżarł kanarka”. A kilka dni później: „Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że kota już pan nie ma. Zeżarł pastę do butów i pozwolił sobie zdechnąć. Wrzuciłem go do piwnicy, ale do sąsiedniej”.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/02/2025 07:59
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    pt 2025-02-12 11:33:30


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości