W sobotę, o godzinie 10 czasu polskiego, najlepsi żużlowcy świata pojadą w ostatnim turnieju cyklu Grand Prix - w australijskim Melbourne. Dwóch zawodników Betard Sparty Wrocław, Maciej Janowski i Tai Woffinden stoczy bezpośrednią walkę o brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Świata. - Nikt tam niczego nie będzie rozdawał, dlatego nie chcę deklarować, że jadę po medal - mówi Maciej Janowski.
O złoto walczyć będą Jason Doyle z Australii (142 punkty) i Patryk Dudek (128). Chociaż walczyć, to może za duże słowo, bo przecież Kangur ma czternaście punktów przewagi nad Polakiem i do świętowania największego sukcesu w karierze wystarczy mu zdobycie ośmiu punktów. Z drugiej strony Dudek musi uważać, bo walczy o złoto, ale jeśli pojedzie bardzo słabo, może wypaść nawet poza podium. Trzecie miejsce zajmuje obecnie Tai Woffinden (115), a w walce o brąz pozostają jeszcze Maciej Janowski (113), Emil Sajfutdinow (109) i Bartosz Zmarzlik (108). W kontakcie z grupą pościgową jest jeszcze Szwed Fredrik Lindgren (107), ale on w Australii nie wystartuje ze względu na kontuzję.
Trzeba podkreślić, że zawody w Australii to nie tylko uroczyste zakończenie sezonu z dekoracją najlepszej trójki, ale także ogromne przedsięwzięcie logistyczne dla wszystkich żużlowców. - Dla nas nie jest to jakieś szczególnie skomplikowane zadanie, ale na pewno trzeba było to dobrze zaplanować, bo na ten jeden turniej niczego nie możemy dowieźć busem w ostatniej chwili (śmiech). Każdy z nas dostał skrzynię, w której musiał ulokować cały potrzebny sprzęt. Do tego trzeba było się zmieścić w ściśle określonym limicie wagowym - tłumaczy w wywiadzie dla redbull.com Maciej Janowski. - W mojej skrzyni lecą dwa pełne motocykle - ramy, silniki, kaski, kevlary, skrzynka narzędziowa i najważniejsze materiały eksploatacyjne. Kiedyś nie mogliśmy spakować np. oleju, ale teraz te obostrzenia trochę się zmieniły - dodaje.
Maciej Janowski podróżował do Australii nieco inaczej niż wszyscy europejscy zawodnicy - nie przez Londyn, a Warszawę. Żużlowcy na miejscu byli w środę po południu miejscowego czasu, w czwartek ekipy odebrały skrzynie ze sprzętem, złożyły motocykle i przygotowały je do piątkowego treningu.
- Nasi mechanicy będą mieli sporo pracy, a my niezbyt wiele godzin na adaptację do strefy czasowej. Każdy indywidualnie do tego podchodzi, są różne sposoby, żeby szybciej się przestawić. Ja po wylądowaniu planuję jogging, albo inny wysiłek fizyczny, żeby spróbować się zmęczyć i pójść spać już na miejscowych warunkach. Ale i tak nie jest to proste. W ubiegłym roku nikt nie mógł zasnąć i o 3 rano poszliśmy na spacer i kolację. A może to było już śniadanie, albo obiad - żartuje Janowski.
Wychowanka Sparty czeka ciężka batalia, ale on nie chce niczego obiecywać. - Nie chcę deklarować, że jadę po medal, bo tam nikt nie będzie niczego rozdawał czy sprzedawał. O każdy punkcik trzeba będzie stoczyć szaloną walkę i tylko tyle, albo aż tyle mogę zagwarantować. Na pewno dam z siebie wszystko, bo medal byłby fantastycznym zakończeniem sezonu. Ale z takimi samymi celami leci tam kilku świetnych zawodników, dlatego trzeba pojechać jak najlepiej - wyjaśnia "Magic".
Grand Prix Autralii w Melbourne - sobota, 28 października, godzina 10 czasu polskiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze