Reklama

Wrocławski Taksówkarz: mam swoją teorię o źródle wrocławskich korków

22/03/2018 15:40

W zależności od części miasta korki można podzielić na koszmarne (Buforowa), zwykłe (Borowska) hard core’owe (Strachocińska) oraz inne (Obornicka). Posiadanie prawa jazdy dziś jest już prawie standardem. W połączeniu z mieszkaniem poza miastem, czy brakiem dogodnego dojazdu do pracy komunikacją miejską, jest szansa, że codziennie rano z większością z was spotykamy się w tym samym korku.

Korków nie lubi chyba nikt, ale są też ich pozytywne aspekty. Po pierwsze nie można rozwinąć prędkości, wiec korek to bezpieczne środowisko. Fakt czasami komuś puszczają nerwy i próbuje wykonać jakiś karkołomny objazd, ale wtedy zawsze tłumaczę sobie, że pewnie miał jakiś ważny powód. Większość kierowców jednak ze spokojem przyjmuje swój los i siedząc w swoich samochodach, zastanawia się, że jak teraz jest już tak źle, to co będzie za parę lat?


Korki idą w parze z dobrobytem


Skutkiem ubocznym demokracji i dobrobytu, jaki osiąga nasz kraj, jest niestety ciasnota na drogach. Liczba samochodów przypadająca na tysiąc mieszkańców jest w Polsce większa niż w wielu innych dużych miastach Europy. We Wrocławiu wskaźnik ten wynosi aż 877! To dane z raportu „Parkingi a transport zbiorowy w miastach” na podstawie danych urzędów poszczególnych miast i Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców.

Reklama

Lubię w swojej taksówce rozmawiać z pasażerami na temat wrocławskich korków i słuchać ich pomysłów na rozwiązanie tego problemu. Mieszkańcy południa pomstują na tych, którzy blokują budowę dalszego ciągu Wschodniej Obwodnicy Wrocławia. Inni winią władze miasta za brak kontroli nad powstającymi osiedlami, których główne drogi zostały wybudowane „za Niemca”, a ich szerokość ni jak się ma do zwielokrotnionego ruchu w stosunku do tego, jaki tu panował przed wojną.


Winne tramwaje, a w zasadzie ich brak


Ja też mam swoją teorię. Wszystkiemu winny jest brak wizji rozbudowy transportu zbiorowego. Systematyczne i skuteczne rozbudowywanie linii tramwajowych od lat 60-tych pewnie poskutkowałoby spadkiem liczby samochodów na ulicach.

Reklama

Na osłodę tej obecnej sytuacji przypomnijmy sobie, jak było od 1945 roku. Miasto zniszczone, ograbione, rozszabrowane ze zniszczoną infrastrukturą powstawało z ruin. Nie było kasy z planu Marshalla. Cegła szła wiadomo gdzie… Rząd „w Warszawce” traktował nas jak prowincję. Wystawa Ziem Odzyskanych w 1948 miała udowodnić, że wróciliśmy na swoje dawne historyczne ziemie i dajemy sobie radę z ich administracją. Nie było wizjonera z mocą sprawczą jak przygotować polskie miasta do obecnej sytuacji. Po drodze była jeszcze fascynacja transportem autobusowym, bo przecież w Jelczu produkowano autobusy i gdzieś musiały być upłynniane. No i mamy co mamy.


Korkowi awanturnicy i twardziele


Moje obserwacje socjologiczne wykazują, że mieszkańcy jednego osiedla chętnie się wpuszczają do rannej kolejki. Ci z zamiejscowymi tablicami częściej udają twardzieli i jadą auto w auto na styk. Biedacy nie wiedzą, że aby być wpuszczonym, wpierw trzeba wpuścić kogoś innego.

Reklama

Inny rodzaj twardziela uważa, że będąc rano w korku na głównej wpuszczanie, z podporządkowanej nie jest konieczne i jadą cięgiem. Ale przecież, to są ci sami, którzy później się denerwują, że ich nikt nie chce wpuścić – karma wraca wiedzą to nawet małe dzieci.


Szczytem głupoty jest sytuacja, jaka widziałem na własne oczy, na ulicy Pułaskiego. Ktoś komuś zajechał drogę, bo był spory ruch i ten drugi, pewnie miejscowy szeryf postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość. Zatrzymał auto z otwartymi drzwiami, aby uniemożliwić objechanie go. Z podwiniętymi rękawami zmierzał wymierzyć sprawiedliwość i już prawie wkłada głowę do otwartego wnętrza. To, co stało się później, spowodowało, że wszyscy, którzy w sporym napięciu oczekiwali rozwiązania tego konfliktu, ryknęli śmiechem.

Reklama

Ten, co miał być „upomniany”, wyciągnął gaz pieprzowy i trafił strumieniem napastnika prosto w twarz. Po tym zdarzeniu „szeryf” stał na środku ulicy jak ślepiec, nie będąc nawet w stanie dojść do swojego samochodu. Oj mówię wam, pycha jego została ukarana sromotnie. Nie był już Chuckiem Norissem, a raczej napawającym litością biedakiem. Nikt mu nie pomógł. Wszyscy omijali go obojętnie. Tak tłum karze tych, co nie chcą z nim pokojowo współżyć.


Minimum uprzejmości, cierpliwości ułatwia życie. Fura za duże pieniądze to nie przyzwolenia na to, by być osłem. Żyj i daj żyć innym! Każdy kierowca musi pamiętać, że pewnego dnia może potrzebować pomocy na drodze.

Reklama

Mimo wszystko korki to świetna sprawa. W korku nie będziesz miał wypadku, możesz tylko niechcący wjechać sąsiadowi z przodu w „kufer”. W korku możesz pisać esmesy – bo nie grozi to utratą życia. W korku nie musisz mieć takiej skupionej uwagi, więc możesz się trochę zrelaksować. Ano i możesz zadzwonić do „swojej starej” i powiedzieć jej, że jutro zabierasz ją na kolację – za to na pewno złapiesz dużego plusa. W korku możesz zastanowić się nad swoim życiem, bo normalnie pędzisz i działasz instynktownie.


Kiciek, czyli wrocławska złotówa lub jak kto woli 100 groszy ;)


red.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości