Reklama

Żal było opuszczać festiwal Teatrów Offowych [KOMENTARZ]

16/09/2019 20:34

Magia teatru offowego polega na tym, że każdy spektakl jest inny i zaskakuje, a to co można w nich znaleźć nie ma kresu. Te spektakle przybierają nowe formy, nawet jeśli bazują na sprawdzonych schematach. Utwierdziłem się w tym przekonaniu podczas 3. Festiwalu Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT.

Na scenach Instytut Grotowskiego i Impart przez trzy dni zostało zaprezentowanych jedenaście spektakli artystów teatralnego podziemia zrzeszonych w ramach Wrocławskiej Offensywy Teatralnej. To wydarzenie jest dowodem, że teatr potrafi jednoczyć ludzi wokół artystycznych poszukiwań, idei, mitów i marzeń o zrealizowaniu spektaklu.


Organizatorzy festiwalu zapowiadali, że głos offu „czasem uwiedzie subtelnością, innym razem zbulwersuje dobitnym przekazem, będzie prowokować do dyskusji i zachęcać do odkrywania zakamarków lokalnej sceny niezależnej w nadchodzącym sezonie teatralnym”.

Reklama

Twórcy prezentowanych spektakli nie mieli co prawda wielkich budżetów, ale – przywołując słowa Tadeusza Różewicza – „od czego jest nadrealizm, metafizyka, poetyka snów” widoczne chociażby w spektaklach „Studnia. Pieśń” i „Ruskiej Śmierci”. Są one dowodami, że znakomite przedstawienia mogą narodzić się w najskromniejszych warunkach i być mądre mądrością, jakiej czasem brakuje bardziej doświadczonym twórcom.


Zwrot to dla mnie przykład, że teatr ma charakter wspólnotowy. Z podziwem patrzyłem na to, jak cudowne rezultaty przyniosła praca zespołowo nad spektaklami takimi jak przepiękne lalkowe „W stronę Słońca” Układu Formalnego czy przezabawne „Gąski” Teatru Sztampa.

Reklama

O tym, że teatr żyje i staje się na bieżąco przypomniał mi gniewny i poruszający „Kobietostan. Chór na jedną aktorkę” – publicystyczny spektakl dowodzący, że czasem wartościowa sztuka powstaje w kontrze.  Bardzo poruszył mnie także skromny „Pamiętnik” dowodzący, że czasem niewiele trzeba, by powstało wartościowe i przejmujące przedstawienie.


Zupełnie inne podejście do historii niż w „Pamiętniku” zaprezentował Sebastian Ryś w świetnej „Zupie rybnej w Odessie” – historii o Janie Karskim, najsłynniejszym polskim emisariuszu, z którym splotły się dzieje rodziny aktora. Ryś wierzy, że przedstawiony w monodramie jego punkt widzenia stanie się głosem młodego pokolenia, chcącego zmierzyć się z faktami.

Reklama

Prawdopodobnie nie zobaczyłbym tego i innych spektakli, gdyby nie Zwrot. Magia teatru polega, że łączy ze sobą ludzi i nieustannie zaskakuje. Poza tym otrzymałem od tych artystów dary płynące prosto z ich serc – nawet jeśli nie zawsze i nie do końca udane, to nie mogą mnie urazić.


W teatrze offowym uwielbiam to, że jest w nim miejsce zarówno na spektakle ambitne, odważne i poszukujące, ale też na dowcipne i bezpretensjonalne.


W trakcie ich oglądania zdarzało się, że śmiałem się lub nawet płakałem i to nie tylko nad dolą ich bohaterów, nie ze względu na to, że to bardzo dobre spektakle i nawet nie z powodu tego, że tak szybko się skończyły.

Reklama

Festiwal Zwrot znaczy dla mnie bardzo wiele, bo daje mi możliwość obcowania z niesamowitą twórczą energią. Aż żal było mi opuszczać to wydarzenie, które jest po prostu fajne (a zarazem wartościowe i godne uwagi).

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości