03/11/2023 | Autor: tuwroclaw.com | źródło: tuwroclaw.com
Odkryj tajemnice Wrocławia i poznaj jego legendy, które tkwią w zabytkach i ulicach miasta. Zobacz zdjęcia, które przeniosą Cię w świat magicznych opowieści i historycznych miejsc. Czekają na Ciebie fascynujące historie i atmosfera tego niezwykłego miejsca.
Autor: Pixabay
Pokutnice z wież kościoła św. Marii Magdaleny Legenda o Mostku Pokutnic głosi, iż niegdyś zamykano na nim młode kobiety, które zamiast założyć rodzinę i żyć w wierności wobec jednego mężczyzny, wiodły rozpustny tryb życia, zwodząc i odrzucając kolejnych adoratorów. Za karę miały zamiatać mostek i nie miały możliwości opuszczania go. Niektóre z nich popełniały samobójstwo, rzucając się z niego. Podobno do dziś w okolicy kościoła świętej Marii Magdaleny można usłyszeć jęki i zawodzenia duchów zmarłych tam pokutnic, a nawet odgłosy zamiatania. Dawniej kobiety często zabierały swoje córki na Mostek, aby przestrzec je przed konsekwencjami życia w grzechu. Inna wersja legendy mówi także o duszach pokutujących na Mostku podróżnych, którzy zmarli, przejeżdżając przez Wrocław, ale jak wtedy tłumaczyć odgłosy zamiatania… Autor: SOP the Drone
Duch szewca wampirem Legenda opisuje czasy z XVI wieku, dokładnie z 1591 roku. Zamożny wrocławski szewc popełnił nagle samobójstwo, i poderżnął sobie gardło. Rodzina szewca obawiając się wstydu ukryła ten fakt, nawet jego żona złożyła fałszywą przysięgę, że jej mąż zmarł śmiercią naturalną. Po jakimś czasie zaczęły się jednak dziać dziwne rzeczy - ludzi zaczął prześladować upiór z raną na gardle. Żona szewca udała się do Rady Miejskiej i złożyła prawdziwe wyjaśnienie co do okoliczności śmierci męża. Rada Miejska nakazała otwarcie grobu. Zwłokom odrąbano głowę, ręce i nogi, następnie spalono je, a popioły rzucono na płynącą wodę. Po tym upiór już się więcej nie pokazał. Autor: Pixabay
Dom "Pod żółwiem" Dawno temu żył kupiec holenderski, którego całe niemal życie upłynęło na dalekich podróżach lądem i morzem. Pod koniec życia zatęsknił jednak za spokojem, i postanowił dokonać żywota we własnych czterech ścianach. Przejeżdżając często przez Wrocław, upodobał sobie to miasto i tu się właśnie osiedlił. Przy ulicy Szewskiej wybudował kamienicę, w której zamieszkał. Na jej portalu widniała płaskorzeźba przedstawiająca żółwia, który, jak wiadomo, zawsze swój domek ze sobą nosi, i wymowny, holenderski napis tej mniej więcej treści: "„Na wschód pójdziesz czy na zachód najlepiej pod własnym dachem". Dom według źródeł przy ulicy Szewskiej 32 (na rogu ul. Nożowniczej). Nazwa datowana jest na rok 1660, wcześniej dom ten nazywano „Pod św. Bernardem". Autor: arch. Tuwroclaw.com
Legenda o kamiennej głowie Bohaterem opowieści jest ubogi czeladnik Henryk, który zakochał się w córce swojego mistrza, bogatego złotnika Franciszka, i zapragnął wziąć z nią ślub. Ojciec dziewczyny, który nie chciał dopuścić do zaręczyn, postawił młodemu adoratorowi warunek: Henryk otrzyma zgodę na małżeństwo, jeśli zdobędzie pokaźny majątek. Wkrótce niecierpliwy czeladnik znalazł sposób, by się szybko wzbogacić: wyjechał za miasto i dołączywszy do grupy rozbójników, ukradł wiele kosztowności. Przywiezione do Wrocławia skarby zrobiły na ojcu wybranki duże wrażenie; nie wiedział on jednak nic o pochodzeniu majątku Henryka. Gdy prawda wyszła na jaw, Franciszek wstrzymał przygotowania do ślubu i wygnał młodzieńca. Urażony Henryk poprzysiągł zemstę – w odwecie podpalił zakład złotniczy niedoszłego teścia, a widokiem dokonującego się aktu zniszczenia napawał się z małego okienka u szczytu wieży niedalekiej katedry. Za ten straszny występek spotkała go jednak szybko kara: mury kościoła zaczęły zaciskać się na ciele Henryka, a jego głowa, wystająca z okna, skamieniała w niemym krzyku – i po dziś dzień stanowi element fasady katedry we Wrocławiu. Autor: Google Maps