Reklama

Betard Sparta znów przegrywa wygrany mecz. "Wyciągniemy z tego wnioski"

06/06/2017 10:31

Żużlowcy Betard Sparty Wrocław mogli być samodzielnym liderem PGE Ekstrakligi, ale już dwukrotnie przegrali wygrane spotkanie. Na początku maja prowadzili z Cash Broker Stalą Gorzów Wlkp. już dwunastoma "oczkami", ale ostatecznie polegli 44:45, natomiast w ostatnim pojedynku wygrywali na wyjeździe z Falubazem 29:19, lecz w końcowym rozrachunku przegrali 42:48.

- Mecz mógł się podobać, a przegrać w Zielonej Górze to nie wstyd - komentował manager Betard Sparty Rafał Dobrucki. - Szkoda, że straciliśmy całą masę punktów, druga część zawodów nie szła po naszej myśli. Nie potrafiliśmy odnaleźć ustawień, a Falubaz się dopasował - dodał. Wrocławianie tracili punkty od samego początku, m.in. dwukrotnie wyprzedzić się dał Szymon Woźniak. - Wyciągniemy z tej porażki wnioski - zapowiada Dobrucki.

- Zaczęliśmy świetnie, ale później po jednym z równań całkowicie się pogubiliśmy. Nie wiedzieliśmy, jak sobie z tym poradzić - mówił najlepszy zawodnik Sparty w Grodzie Bachusa Tai Woffinden. - Nie udało się, taki jest sport. Nie możemy tego rozpamiętywać, ale już myślimy o kolejnym pojedynku z Unią Leszno - dodał Maciej Janowski.

Przeczytaj relację z meczu w Zielonej Górze - Połówka wspaniała, połówka katastrofalna.

Plusem piątkowego spotkania w Zielonej Górze jest fakt, że wrocławianie - choć poobijani - wystąpili w końcu pełnym składzie. Do drużyny powrócił już Vaclav Milik, który na treningach czuł się bardzo dobrze, ale w trakcie spotkania kontuzjowana noga jeszcze mu doskwierała, co miało przełożenie na zdobycz punktową (3 "oczka" w czterech biegach). Do pełni zdrowia wrócili już Tai WoffindenMaciej Janowski. - Nie ma już śladu po wypadku w Daugavpils. Nic, tylko się ścigać - przyznaje wychowanek Sparty. W Zielonej Górze również nie brakowało wypadków, m.in. na torze dwukrotnie leżał Szymon Woźniak, a raz uślizg odnotował Maksym Drabik, ale na szczęście nie miały one poważniejszych konsekwencji.

Betard Sparta zaczyna być traktowana jako bardzo trudny przeciwnik. - Bardzo obawiałem się tego spotkania i nie pomyliłem się - oceniał po spotkaniu szkoleniowiec Falubazu, doskonale znany we Wrocławiu, Marek Cieślak. - Ubyło mi ze dwa lata życia podczas tego meczu, bo rywale okładali nas niemiłosiernie i nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić. Cieszę się, że wygraliśmy, jestem dumny z moich zawodników - dodał. Słów uznania nie szczędził również kapitan zielonogórzan Piotr Protasiewicz. - Wiedziałem, że ten mecz nie będzie spacerkiem. Z taką drużyną, jaka przyjechała do nas, te spotkania są piekielnie ciężkie - podkreślał jeden z najbardziej doświadczonych polskich żużlowców. - To miejsce, które zajmują w tabeli nie jest za darmo. Jadą od początku roku świetny sezon, nie mają te słabych punktów - mówił.

Kolejnym pozytywem może być postawa Andrzeja Lebiediewa. Zawodnik potrzebował kilku spotkań, by odnaleźć się w ekstraligowych realiach, a teraz notuje już drugi mecz z całkiem poprawnym wynikiem. Siedem punktów (2,2,0,3,0) może nie rzuca na kolana, ale z pewnością dobrze rokuje na przyszłość, choć dodajmy, że w decydującym biegu Łotysz nie udźwignął presji i przyjechał do mety ostatni. Lebiediew w weekend startował w dwóch niemieckich turniejach towarzyskich. w sobotę w niemieckim Teterow w Auerhahnpokal był trzeci - zdobył 9 punktów w rundzie zasadniczej (2,2,0,2,3), a w półfinale i finale przyjeżdżał na metę trzeci. Ciekawostką jest fakt, że półfinały rozgrywano w obsadzie pięcioosobowej, natomiast w ostatnim biegu dnia startowało aż sześciu zawodników! W niedzielę natomiast Lebiediew jeździł w Gustrow w zawodach Pfingstpokal - tam zajął siódme miejsce, gromadząc na swoim koncie dziewięć "oczek" (3,3,1,2,0).

Niezłe występy Łotysza zostały docenione przez organizatorów cyklu zawodów o Indywidualne Mistrzostwo Europy. Lebiediew otrzymał bowiem jedną z trzech "dzikich kart", uprawniających do udziału w finałach. Pierwszy turniej odbędzie się 30 czerwca w Toruniu, a kolejne 15 lipca w Gustrow (Niemcy), 5 sierpnia w Hallstavik (Szwecja) oraz 16 września w Lublinie. Oprócz Lebiediewa o Indywidualne Mistrzostwo Europy walczyć będzie jeszcze Vaclav Milik, który w zeszłym sezonie wywalczył srebrny medal tych zawodów.


Paweł Prochowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości