Podczas czwartkowego marszu z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego spalono zdjęcia przedstawiające oskarżonego o zbrodnie stalinowskiego kapitana Ludowego Wojska Polskiego, Stefana Michnika i byłego premiera, Tadeusza Mazowieckiego, którego Jacek Międlar nazwał "komunistycznym parchem". W trakcie demonstracji skandowano takie hasła jak "śmierć wrogom ojczyzny!" czy "a na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści!".
Marsz rozpoczął się przemówieniami przy Pomniku Ofiar Zbrodni Katyńskiej w rejonie ul. Purkyniego, następnie przeszedł Podwalem, Oławską, Kazimierza Wielkiego i Świdnicką, a potem dotarł do Pomnika Ofiar Stalinizmu przy Operze Wrocławskiej. Demonstranci skandowali m.in.: „a na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści!”, „precz z komuną!, „śmierć wrogom ojczyzny!” i „lepiej być martwym niż czerwonym!”.
- Będzie to demonstracja upamiętniająca ofiary stanu wojennego, jaki 13 grudnia 1981 roku wypowiedziała Narodowi Polskiemu junta Jaruzelskiego, sowieckiego namiestnika w polskim mundurze - zapowiadał Jacek Międlar, były ksiądz z Wielkiej Polski Niepodległej, który podczas marszu nazwał Tadeusza Mazowskieckiego "komunistycznym parchem", a Lecha Wałęsę "komunistycznym zdrajcą".
Rok temu w trakcie demonstracji narodowcy spalili na wrocławskim Rynku zdjęcie europosła Michała Boniego, a w tym roku - Tadeusza Mazowieckiego i oskarżonego o zbrodnie stalinowskiego kapitana Ludowego Wojska Polskiego, Stefana Michnika. W tegorocznym marszu wzięło udział ok. 200 osób.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze