"Stosunek dyrekcji do rodziców fatalny - brak chęci rozmowy, dialogu, uwzględniania próśb i sugestii, zastanie kogoś z kierownictwa na miejscu graniczy z cudem, wiadomości e-mail są zbywane i bagatelizowane" - napisała w internecie o przedszkolu swojego dziecka mama czteroletniego chłopca z Wrocławia. Zaraz potem maluch został wyrzucony z placówki. Prawniczka przedszkola twierdzi, że tak walczy ono z "hejtem".
- Nie podobały mi się niektóre działania, które prowadziła placówka - mówi portalowi TuWroclaw.com mama czteroletniego chłopca, który uczęszczał do prywatnego Najprzedszkola przy ul. Wołowskiej we Wrocławiu. - Dążymy do tego, by nasze placówki były miejscem, gdzie dzieci nie tylko zdobywają wiedzę, ale również uczą się bycia dobrymi ludźmi - czytamy na stronie placówki. - Stworzyliśmy miejsce, gdzie każde dziecko jest traktowane indywidualnie i z pełnym zrozumieniem - zapewniają w Najprzedszkolu.
- Była taka sytuacja, którą zgłaszaliśmy dyrekcji, a została zbagatelizowana. Chodziło o to, że dzieci wychodziły same z sali, szukając rodziców, których nie było za drzwiami. Ze względu na rotację pracowników, nauczycielki nie znały imion dzieci i nie wiedziały, kto i czy w ogóle po nie przyszedł - twierdzi kobieta. - Wspólnie z innymi rodzicami skierowaliśmy do dyrekcji list otwarty. Nic to jednak nie dało - opowiada.
W swoim wpisie w internecie nikogo nie obrażała. - Poczucie misji placówki edukacyjnej jest na samym końcu. Kwestie dbania o sprzątanie sal spychane
są na margines, nawet na zajęciach otwartych dla rodzin nie były one odkurzone. Kwestie bezpieczeństwa dzieci również nie są traktowane priorytetowo - oceniła za to.
- Nie mam uwag, a wręcz szanuję pracę nauczycielek. Moje uwagi dotyczyły głównie sposobu zarządzania placówką. Za moim przykładem negatywne opinie wystawiło wielu innych rodziców - opowiada kobieta. - Nasze krytyczne komentarze wywołały reakcję dyrekcji, ale zupełnie inną niż oczekiwaliśmy. Zamiast propozycji dialogu i dyskusji, otrzymałam przedsądowe wezwanie do zaprzestania szkalowania przedszkola - mówi nam mama chłopca. - Był to typowy pokaz siły, dyrekcja chciała pokazać innym, że może kogoś ukarać.
Placówka rozwiązała z nią umowę z czterodniowym okresem wypowiedzenia.

Dyrekcja przedszkola nie chciała z nami rozmawiać na temat tej sytuacji. Odesłała nas do swojej prawniczki. - Przyczyną rozwiązania umowy były obiektywnie bezprawne i szkodliwe działania polegające na podżeganiu znajomych do atakowania placówki oraz oczywisty brak zaufania i woli współpracy niezbędnych do kontynuowania umowy, której przedmiotem jest opieka nad dzieckiem - czytamy w oświadczeniu adwokat Magdaleny Gawińskiej. - Sytuacja przestała być rzeczową i konstruktywną krytyką lecz stała się zorganizowaną nagonką na przedszkole czyli tzw. hejtem - uważa pani mecenas. - Inni rodzice wyrazili swoje zdanie i na tym poprzestali. Nie siali dalszej dezinformacji i hejtu w przestrzeni publicznej, w szczególności nie angażowali innych osób do sztucznego generowania negatywnych komentarzy na temat przedszkola - przekonuje adwokat.
Mama chłopca zapowiada, że sprawa znajdzie finał w sądzie. A przedstawicielka przedszkola zapowiada kroki "adekwatne do stwierdzonych naruszeń i konieczne z uwagi na brak zgody przedszkola na metody działania".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.W tym przedszkolu juz jest cała masa niezadowolonych rodzicow. Cześć wystawiła opinie, część czeka na zakończenie współpracy, żeby nie zostać usuniętym i nie musieć tłumaczyć tego dziecku. Dyrekcja sama doprowadziła do takiej sytuacji. Zamiast załagodzić sprawy i zmienić cokolwiek, postanowili najpierw milczeć a potem straszyć.
Jestem głęboko rozczarowana postawą pracowników tego przedszkola. Osoby pracujące z dziećmi powinny dbać o ich dobro i bezpieczeństwo, a nie wykorzystywać swoją pozycję do zastraszania rodziców. Zamiast podjąć rozmowę z niezadowolonymi opiekunami, zdecydowano się na wyrzucenie dziecka z placówki — to zachowanie budzi mój ogromny sprzeciw. Wstyd! Mam nadzieję, że sytuacja tej pani zostanie nagłośniona i nie zostanie przemilczana!
Dzieci to przeżytek i same problemy. Ja ze swoim chłopakiem Jackiem jesteśmy nowoczesnymi Europejczykami i nie mamy dzieci. Jesteśmy leniwi więc adoptowaliśmy kota. Tak jest wygodniej.
Ogromnym problemem tego przedszkola jest właścicielka, nie pedagog a biznesmenka, która placówki - żłobki, szkołę - kupuje, sprzedaje, na utworzenie i utrzymanie miejsc bierze grube dotacje unijne. O to tu chodzi. Dyrektorami placówek mianuje młodych braci bez doświadczenia - piłkarz nie będzie pedagogiem, a jedynie jeżdżącym leasingowanym SUWem kimś, kto może się starac prowadzić placówkę oświatową. I popełniać swoją masę błędów, od angielskiego - czeski film, logopedy którego na grupach nie ma, bali przebierancow którego zakazano w przedszkolu - bo zorganizowano jeden na wszystkich placówek sieci w pon o 15:30 w hotelu 25km od przedszkola... Dzieciaki kilkukrotnie lądują na profilach, stronie przedszkola mimo braku zgód rodziców, dziecko z orzeczeniem urasta do wyzwania przerzucanego z grupy do grupy, a czesne rośnie horrendalnie. Nauczyciele i prowadzący zajęcia publikują w internecie laurki pochwalne rodem z Al, na pewno dobrowolnie... Więc nie jest to hejt grupy znajomych jak pisze mecenas. Ostatni list do dyrekcji podpisało 79 rodziców...
Jestem głęboko oburzony tą sytuacją – choć niestety nie zaskoczony. Moje dziecko również uczęszczało do przedszkola na Maślickiej, gdzie kierownictwo sprawuje ta sama dyrektorka. Historie, które wtedy miały miejsce, były niemal identyczne: brak szacunku dla głosu rodziców, zastraszanie nauczycieli, brak dialogu i ogromna buta. Zamiast skupiać się na potrzebach dzieci i budować atmosferę wzajemnego zaufania, obserwowałem pychę i egoizm w czystej postaci. Pani dyrektor – „gwiazda internetu” z kilkoma polubieniami – zamiast realnie wspierać dzieci i ich rodziny, skupia się na budowaniu własnego wizerunku, ignorując przy tym ludzi, których powinna traktować z empatią i szacunkiem. Zdecydowanie odradzam to miejsce każdemu, kto szuka przyjaznego i bezpiecznego przedszkola dla swojego dziecka.
W tym przedszkolu juz jest cała masa niezadowolonych rodzicow. Cześć wystawiła opinie, część czeka na zakończenie współpracy, żeby nie zostać usuniętym i nie musieć tłumaczyć tego dziecku. Dyrekcja sama doprowadziła do takiej sytuacji. Zamiast załagodzić sprawy i zmienić cokolwiek, postanowili najpierw milczeć a potem straszyć.
Jestem głęboko rozczarowana postawą pracowników tego przedszkola. Osoby pracujące z dziećmi powinny dbać o ich dobro i bezpieczeństwo, a nie wykorzystywać swoją pozycję do zastraszania rodziców. Zamiast podjąć rozmowę z niezadowolonymi opiekunami, zdecydowano się na wyrzucenie dziecka z placówki — to zachowanie budzi mój ogromny sprzeciw. Wstyd! Mam nadzieję, że sytuacja tej pani zostanie nagłośniona i nie zostanie przemilczana!
Dzieci to przeżytek i same problemy. Ja ze swoim chłopakiem Jackiem jesteśmy nowoczesnymi Europejczykami i nie mamy dzieci. Jesteśmy leniwi więc adoptowaliśmy kota. Tak jest wygodniej.