Reklama

Czy ukradziony z Auli Leopoldina portret Fryderyka Wielkiego zostanie odnaleziony? Na Uniwersytecie Wrocławskim nadal w to wierzą

15/02/2026 17:22

Złodzieje do najsłynniejszej uniwersyteckiej auli weszli po piorunochronie od strony ulicy Grodzkiej. Osiem obrazów wycięli z ram i ślad po nich zaginął. Po przedziwnych negocjacjach z policją dwa oddali. Co z pozostałymi? Prawie wszystkie tropy prowadzą w kierunku Zgorzelca.

- Aula Leopoldina Uniwersytetu Wrocławskiego to nie tylko najpiękniejsza sala UWr, lecz symbol dziejów Wrocławia. Od pewnego czasu na jej ścianach nie wisi już Orzeł Biały, za to jest portret króla Prus Fryderyka II, który wcale nie wisiał tam oryginalnie - napisał kilka miesięcy temu na portalu X nauczyciel akademicki, a także radny Lublińca Piotr Wojtulek. Tym wpisem rozpalił dyskusję, która trwała przez wiele tygodni.

Wtórowało im wielu zwolenników prawicy, którzy chyba nawet nie mieli pojęcia, że portret król pruskiego Fryderyka II, zwanego też Fryderykiem Wielkim, został skradziony z auli, wraz z siedmioma innymi obrazami, tuż przed Powodzią Tysiąclecia.

Reklama

Dwa buty i łom

Do kradzieży doszło w nocy z 4 na 5 czerwca 1997 roku. Z uniwersyteckiej Auli Leopoldyńskiej skradziono osiem olejnych obrazów pochodzących z XVII i XVIII wieku. Obrazy złodzieje wycięli nożykami do tapet lub skalpelem. Jeden ze złodziei miał na nogach buty sportowe firmy Nike, a drugi "Mephisto". Znaleziono jeszcze odcisk palca. I łom.

Z pomieszczenia wydostali się przez jedno z okien od strony Odry. Jak zauważyła Kamila Jasińska, pisząc o tej kradzieży w „Przeglądzie Uniwersyteckim”, nawet gdyby ktoś przechodził wtedy ulicą Grodzką, to zapewne by ich nie dostrzegł, ponieważ w tym czasie gmach nie był jeszcze podświetlony.

Reklama

Sprawcy najprawdopodobniej wiedzieli, że aula nie była podłączona do systemu alarmowego. Wtedy nie tylko nie była chroniona, ale też i nieubezpieczona.

Ukradziono osiem olejnych obrazów o wymiarach 133 na 110 cm, oprawiony w bogate owalne ramy i umieszczonych nad zapleckami lóż profesorskich. Przedstawiały one: papieża Urbana VIII, rektora Franciszka Wenzla, cesarza Ferdynanda III Habsburga, cesarz Ferdynanda I Habsburga, księcia Franciszka Karola Lotaryńskiego, Fryderyka II Wielkiego, hrabiego Karola von Hoym i hrabiego Jana Henryka Kazimierza von Carmer.

Reklama

Ich wartość trudna była do oszacowania. Na potrzeby dochodzenia Uniwersytet Wrocławski oszacował wartość każdego z nich na 50 tys. zł.

Rozpoczęło się intensywne śledztwo. W telewizji ukazał się apel uniwersytetu, który wyznaczył nagrodę w wysokości 20 tys. zł za pomoc w odnalezieniu obrazów. 10 tys. zł nagrody dołożyła wrocławska redakcja "Gazety Wyborczej".

Pojawiły się pierwsze sygnały, ale były to tylko próby wyłudzenia pieniędzy. Sprawy nie ułatwiał fakt, że zaraz po kradzieży przyszła wielka powódź roku 1997.

Reklama

Heniek i Płomyk

Jak zauważył red. Marcin Rybak pisząc o kradzieży w „Gazecie Wrocławskiej”, przełom nastąpił 9 stycznia 1998. Wtedy funkcjonariusz Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu zameldował, że "anonimowy rozmówca" telefoniczny podał mu listę nazwisk osób, rzekomo związanych z kradzieżą obrazów. To ludzie z okolic Lwówka Śląskiego. Miejscowi mniej i bardziej drobni przestępcy.
Wśród nich wymieniony był 22-letni Heniek. Syn drobnego przedsiębiorcy z wioski koło Lwówka Śląskiego. Policjanci pojechali na przeszukanie do owej wioski. U Heńka znaleźli kartkę z opisami obrazów i przewodnik po Uniwersytecie. Przyznał się, że szukał kupców na kradzione obrazy. Opowiedział o kumplu z Bolesławca, który poprosił o znalezienie kupca na obrazy z Auli. Nazwiska kumpla nie znał.

Według red. Rybaka, kolejną osobą, która mogła mieć związek ze sprawą obrazów  był Płomyk. Zgorzelecki gangster trudniący się przemytem. W styczniu 1998 w jego domu pojawiła się ekipa policjantów. Obrazów nie miał. Miał fałszywy paszport i nielegalną broń. Trafił do aresztu. Zaoferował "układ". On pomoże odzyskać obrazy - przynajmniej dwa - oni załatwią, że nie pójdzie siedzieć. Dwa dni później policjanci z Wydziału Kryminalnego dostali informację, że na śmietniku przy ulicy Pretficza znaleźć można obrazy z Auli. Pojechali. W dwóch zawiniątkach leżały dwa skradzione portrety. Były to wizerunki księcia Lotaryńskiego i hrabiego von Hoyma
Po kilku dniach Płomyk wyszedł z aresztu. Transakcja została zawarta i doprowadzona do końca. - Negocjacje z policjantami prowadzone były w jednym z wrocławskich hoteli - opowiadał człowiek z jeleniogórskiego półświatka. - Zamknęli nam kumpla. Zaoferowaliśmy obrazy za jego wolność.

Reklama

I cały czas pojawiały się nowe tropy, ale już żaden nie doprowadził do odnalezienia kolejnych portretów.

Sprawa kradzieży przedawniła się 5 czerwca 2012 roku i śledztwo umorzono. Ale jak zauważyła Kamila Jasińska: „Przedawnienie ścigania kradzieży nie oznacza jednak przedawnienia prawa własności. Uniwersytet Wrocławski nadal jest właścicielem skradzionych obrazów, dlatego jeśli pojawią się one kiedyś np. na aukcji, uczelnia będzie mogła w sądzie domagać się ich zwrotu. Być może jakiemuś kolekcjonerowi znudzą się uniwersyteccy dostojnicy i postanowi je sprzedać. Być może ktoś skruszeje i odda malowidła właścicielowi, podrzucając je na trawnik przed głównym wejściem. A może po prostu odnajdą się przez przypadek w czyimś małym, prywatnym muzeum…”.

Reklama

Kopie i renowacja

Ale w Auli nie mogły przez lata widnieć puste ściany. Już 12 czerwca 1997 roku podczas nadzwyczajnego posiedzenia Senatu zapadła decyzja o ogłoszeniu konkursu na wykonawcę kopii, które wypełniłyby puste ramy. Rok po kradzieży, w czerwcu 1998 roku, ówczesny prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski przekazał Uniwersytetowi dotację z przeznaczeniem na renowację odzyskanych obrazów lub wykonanie kopii nieodzyskanych portretów. Środki te pozwoliły na odtworzenie portretów Urbana VIII i Franciszka Wenzla. W tym samym czasie udało się uczelni sfinansować konserwację odzyskanych obrazów. Wykonanie kolejnych dwóch kopii możliwe stało się dopiero w 2001 roku. W Auli zawisły wizerunki króla pruskiego Fryderyka II Hohenzollerna oraz pruskiego kuratora uczelni hrabiego Carmera. Konserwację ram do nowo powstałych obrazów umożliwił niemiecki darczyńca z Philipps-Universität w Marburgu. Ostatnie dwie kopie także wykonano w 2001 roku. Dzięki darowiźnie od Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/02/2026 17:24
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości