Piłkarze Śląska Wrocław wracali z Poznania w kiepskich nastrojach. W meczu z Lechem nie sprostali rywalowi, przegrali 0:2 i spadli na piąte miejsce w tabeli Ekstraklasy.
To nie tak miało być - pomyśleli pewnie piłkarze Śląska po meczu z Lechem. W poprzedniej kolejce u siebie pewnie pokonali Lechię Gdańsk 3:0. I spodziewano się, że wrocławianie w ten sposób przełamią się po kiepskiej passie na wiosnę, gdy od lutego aż do połowy kwietnia nie wygrali ani razu. Ale w kolejnym spotkaniu znów musieli przełknąć gorycz porażki. Lech okazał się bowiem za silny i dzięki zwycięstwu ze Śląskiem poznaniacy pozostali w walce o mistrzostwo Polski, a Śląskowi pozostało nadal borykać się ze swoim wiosennym marazmem.Żartem można dodać, że wrocławianie po tym meczu mieli spory ból głowy przed nadmiar szkockiej... Oczywiście, żartujemy, a mamy na myśli fakt, że przy obu golach dla “Kolejorza” asystował bowiem lewy obrońca, Szkot Barry Douglas. W 56. minucie pomógł otworzyć wynik meczu, dobrze dogrywając do Kaspra Hämäläinena i Finowi w tej akcji pozostało tylko dopełnić formalności. A w 83. minucie Douglas posłał z rzutu wolnego dobrą piłkę w pole karne Śląska, gdzie najlepiej poradził sobie drugi Fin w barwach Lecha, Paulus Arajuuri. I było 2:0 dla gospodarzy, co przesądziło o losach meczu. Co tu dużo pisać - o tym, że Barry Douglas lewą nogą mógłby wiązać krawaty, mówi się w polskiej lidze od dawna. Grając przeciwko Śląskowi Szkot udowodnił, że komplementy pod adresem jego lewej stopy i precyzji, z jaką potrafi podawać nią piłkę, są w pełni zasłużone.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze