Reklama

„Nie mieliśmy galerii handlowych. W klatkach schodowych udawało się zniknąć” [WYWIAD]

23/12/2020 18:47

– Najciekawszą zabawą z czasów podstawówki było zwiedzanie klatek schodowych bloków w całym mieście. Różniły się od siebie. Pomysł umieszczania ludzi pionowo – jeden nad drugim – do dzisiaj wydaje mi się surrealistyczny – mówi nam Agnieszka Wolny-Hamkało, jedna z autorek antologii opowiadań „Spis lokatorów”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Warstwy.

– Wille Biskupina, wały nadodrzańskie, labirynty klatek schodowych Śródmieścia, ruiny pałaców, nowe kompleksy mieszkalne, blokowiska Kozanowa i wiele innych miejsc znanych mieszkańcom Wrocławia stanowi tło i jednocześnie temat antologii opowiadań – czytamy w opisie „Spisu lokatorów”. zbiorze przeczytać można teksty Maćka Bielawskiego, BeatyEugeniusza Dębskich, Tomasza Majerana, Jędrzeja Pasierskiego, Krzysztofa Rudowskiego, Nadii Szagdaj, Agnieszki Wolny-Hamkało, Filipa ZawadyAndrzeja Ziemiańskiego –autorek i  autorów związanych ze stolicą Dolnego Śląska.

Michał Hernes: Zaproszono cię do współtworzenia antologii „Spis lokatorów”, którego tematem jest domostwo. Z czym ci się ono kojarzy?
Agnieszka Wolny-Hamkało: Przychodzi mi do głowy film braci Coen „Poważny człowiek”. Zaczyna się od sceny w chacie, do której przychodzi dybuk. Przytulny dom z ogniem trzaskającym w kominku i parującą zupą – staje się scenografią zakusów demona. Dom to pojemny symbol, taki trochę „wycieruch” literatury, topos, podobnie jak „self-made man”, czy przysłowiowa róża. Symbol tak duży, że trzeba na niego zasłużyć. Albo wziąć go w cudzysłów, uciec w ironię, pastisz, jak to zrobiły niektóre współczesne powieści gotyckie.

Postanowiłaś opisać osiem scen rozgrywających się w jednej klatce. Skąd ten pomysł i dlaczego właśnie te sceny?
Mieliśmy z kolegami taką zabawę w podstawówce: kiedy jadąc tramwajem mijaliśmy bloki na Powstańców Śląskich – mrużyliśmy oczy, żeby odczytać „litery”, czy „napisy”. Każdą literę tworzyło kilka rozświetlonych okien. Oczywiście był tam chaos świateł, linii i kątów. Ale dopowiadaliśmy sobie treść. Najciekawszą zabawą było zwiedzanie klatek schodowych bloków w całym mieście. Różniły się od siebie. Pomysł umieszczania ludzi pionowo – jeden nad drugim – do dzisiaj wydaje mi się surrealistyczny.


„Andrzej nie lubił tego piętra. Na parapetach stały drapieżne kwiaty, w ciemności wyglądały jak rybie ogony”. To dość przerażający opis twojego fragmentu „Spisu lokatorów”. Też nie lubisz takich pięter?
W każdym bloku były takie piętra: śmierdzące cebulą i miętową maścią. Zastawione uschniętymi kwiatami, pustymi słoikami, śmieciami. Ale zazwyczaj przed drzwiami stały buty i sanki. Pachniało ogórkową. Najbardziej lubiłam te, które stawały się rozszerzeniem mieszkań, bo mieszkańcy wieszali na korytarzu reprodukcje albo ozdoby z wikliny.

Reklama

„Brama cuchnęła jak psi podszerstek, ale było sucho, a zamknięta przestrzeń wydawała się bezpieczna”. To kolejny opis, który przykuł moją uwagę.
My, dzieci PRL-u, nie mieliśmy swoich galerii handlowych, swoich Starbucksów. Było lodowisko na Spiskiej, wieża ciśnień, do której się włamywaliśmy, kluby bilardowe, do których nie wolno nam było chodzić – i klatki schodowe. Tam udawało się zniknąć.   


„Lubił piwnice pełne brudnych akwariów i klatek po kanarkach. W pudełkach kurzyły się stare książki do angielskiego” – napisałaś w „Spisie lokatorów”. Przyznaję, że także mam sentyment do takich piwnic. Nie wyobrażam sobie bloków bez nich, a ty?
Ja też! Były ceregiele z tymi piwnicami. „Schodziło się do piwnicy” zawsze z dorosłym, z lekkim obrzydzeniem i fascynacją. Zwykle na ziemi leżały papierowe tacki na frytki, ale zamiast frytek, wysypano tam różową truciznę na szczury. Okrutna była perfidia różowego! Trucizna musiała być słodka, wyglądała jak coś pysznego i to było podwójnie straszne. A same piwnice miały w sobie coś z teatralnej rekwizytorni, gdzie po czasach świetności wjeżdża zużyta scenografia: wanienki, narty, choinki, sanki, klatki po umarłych domowych zwierzątkach, stare podręczniki. A między tym wszystkim – pająki, pleśń pod denkami słoików, brokat z bombek, kurz.

Reklama

„Pan jest tym sąsiadem, po prostu z góry?” – pyta jeden z bohaterów twojego utworu. To dobitnie pokazuje, że często niewiele o swoich sąsiadach wiemy.
Ale niech to nie uśpi naszej czujności! Mam znajomych, którzy kupili lornetki, żeby obserwować życie w mieszkaniu naprzeciwko. To zresztą stara voyeurystyczna pokusa. Pamiętasz „Krótki film o miłości” Kieślowskiego? Młody Olaf Lubaszenko podgląda wspaniałą, dojrzałą Grażynę Szapołowską. Teraz, kiedy Polacy masowo zdjęli z okien firanki i przestali się zasłaniać – kto wie, czy ktoś z nas, nie jest bohaterem jakiejś sąsiedzkiej fantazji. Ale lornetka zazwyczaj przynosi rozczarowanie: nasze tajemnice są pospolite, a życie w mieszkaniach bardzo statyczne.


Jaki twoim zdaniem obraz lokatorów wyłania się z tego spisu?
Obraz lokatorów – czyli właściwie nasz obraz? Chyba taki, że jesteśmy jako ludzie śmieszni, wzruszający, samotni. Ale zdarzają nam się lepsze chwile. I wtedy tamto cofa się na drugi plan.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości