Kupcy w Pasażu Zielińskiego liczą straty po czwartkowym wypadku, kiedy do środka wjechało BMW. 42-letniej kobiecie zaklinował się obcas pod pedałem gazu, kiedy pobierała bilet parkingowy. Niewiele brakowało, a doszłoby do tragedii. - Tu zawsze stoi koleżanka. Tyle, że 5 minut wcześniej zawołałam ją na kawę - opowiada jedna ze sprzedających.
Do dramatycznego zdarzenia doszło w czwartek, 16 kwietnia, koło południa. - Ja na szczęście zawołałam koleżankę na kawę, ona na rogu tu zawsze stoi i gdyby nie ta kawa, to ta dziewczyna by ją zabiła. Zaraz potem był taki straszliwy huk. Wybiegłyśmy i uściskałam tego młodego chłopaka z warzywniaka na rogu. Na szczęście nie był na linii wjazdu tego bmw, tylko tu z tej strony. Cud, że nikt nie zginął. O tej porze chodzą tu i starsi ludzie, i rodzice z dziećmi - mówi pani Anna ze sklepu ze zdrową żywnością. - W takich buciskach, mi się niedobrze zrobiło. Też jestem kierowcą, ale w życiu nie wsiadłabym do auta w takich butach. Najwyższe buty jakie można założyć, jeszcze na koturnie. 15 cm to na pewno. Jak można być tak nieodpowiedzialnym.
Jarosław Masternak to młody mężczyzna, który cudem się uratował. Akurat poszedł ułożyć ogórki, które leżały od strony innej alejki. Gdyby stał przy ziemniakach, już by nie żył.
- Spokojnie sobie układałem ogóreczki. Myślałem, że ktoś na parkingu przygazował, jak to zwykle było. Nagle ten hałas zaczął narastać. Wraz ze śmietnikiem wszystko wlecialo do środka, wybiło szybę, było pełno szkła. Musiałem wyrzucić mnóstwo produktów, bo podziurawiło mi warzywa i było pełno szkła. Dziś przywiozłem rano dużo więcej owoców i warzyw niż zazwyczaj. Jak huknęło, to nogi mi zmiękły. Pamiętam tylko jeden kadr, jak to auto wjeżdża do środka - opowiada sprzedawca z warzywniaka na rogu przy wejściu do Pasażu Zielińskiego. - Uratował nas trochę śmietnik i betonowa doniczka, bo przez to koło poszło. Gdyby tak się nie stało, to to bmw przejechałoby przez cały Pasaż. Znów trzeba w niedzielę do kościoła pójść, bo gdyby nie te ogórki.
- Przyspieszyło jak na autostradzie. I to nie tylko kwestia tych butów, ale też tego, że to właśnie automatyczna skrzynia biegów. Na manualnej to to auto już by się zdusiło - dodaje inny pracownik Pasażu Zielińskiego. - Ale prawda jest taka, że takiej reklamy jeszcze nie mieliśmy. Dobrze, że to nie reklama kosztem życia.
Najbardziej ucierpiało stoisko z męską odzieżą - Men Island, które znajduje się w Pasażu Zielińskiego od samego początku jego istnienia. Dziś było zamknięte. Pani Beata, która tu sprzedaje, z początku nie chciała z nami rozmawiać, mówiąc, że nie chce tego pamiętać. - Dzięki Bogu żyjemy, ktoś nad nami czuwa. Nawet szkiełko się nikomu nie wbiło, ktoś musi czuwać - podsumowuje kobieta. - Myślę, że ta pani już do końca życia będzie jeździła w adidasach.
Pasaż Zielińskiego do dziś liczy straty. Na pewno trzeba będzie wymienić drzwi i odremontować dwa stoiska. Dyrekcja czeka na opinię nadzoru budowlanego, bo dopiero wtedy będzie wiadomo, czy nie ucierpiała cała konstrukcja budynku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Zgodnie z tradycją marki tym razem popis dała blonda na szpilkach. Kobieta i BMW to mieszanka wybuchowa. To nie miało prawa się dobrze skończyć.
Zgodnie z tradycją marki tym razem popis dała blonda na szpilkach. Kobieta i BMW to mieszanka wybuchowa. To nie miało prawa się dobrze skończyć.