Białorusko-ukraińska ekipa w jednej z prywatnych pracowni diagnostycznych we Wrocławiu nie potrafiła się dogadać z pacjentem, bo nie znała za dobrze polskiego. Nie dowiedziała się, że miał kiedyś wstrząs anafilaktyczny. Dostał kontrast. Doznał wstrząsu. Załoga pracowni nie wiedziała, co z nim robić. Nie wiedzieli, jak zadzwonić na pogotowie. Pacjent zmarł. - Nikt nie mówi o tym, że to dotyczy lekarzy z zagranicy, bo to jest niepoprawne politycznie. Ale tak jest - mówi nam dr n. med. Paweł Wróblewski, prezes Dolnośląskiej Rady Lekarskiej.
Paweł Wróblewski to wrocławski lekarz i polityk. Jest dyrektorem Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej we Wrocławiu i prezesem Dolnośląskiej Rady Lekarskiej. Przed laty kierował Szpitalem Kolejowym we Wrocławiu. Był też marszałkiem Dolnego Śląska i przewodniczącym Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. W cyklu "Prosto z mostu" jest dziś gościem Arkadiusza Franasa, redaktora naczelnego portalu TuWroclaw.com.
Z naszym gościem rozmawiamy m.in. o pandemii Covid-19. Jako szef sanepidu wie o niej przecież naprawdę dużo. - Historie spiskowe można włożyć między bajki. Natomiast oczywiście trzeba spokojnej, rzetelnej dyskusji, czy nasze postępowanie było optymalne. Z perspektywy czasu wydaje się, że było trochę nadmiarowe - przyznaje Paweł Wróblewski. - Ale pamiętajmy o tym, jaki to był strach - zaznacza. A jaki covid jest dziś? - Porównałbym go z grypą, a czasem nawet i lżejszym przeziębieniem - mówi szef sanepidu. Apeluje jednak, by zwłaszcza osoby starsze czy medycy wciąż pamiętali o szczepieniach.
Paweł Wróblewski opowiada też o toczącym się przed sądem lekarskim we Wrocławiu postępowaniem dotyczącym grupy kilkudziesięciu lekarzy, oskarżonych o szerzenie niezgodnych z najnowszą wiedzą medyczną informacji dotyczących pandemii. - Nie tylko negowali szczepienia i stosowali złe leczenie - podkreśla Paweł Wróblewski. - Byłem na ich czarnej liście. Kolportowali takie "listy nienawiści" ludzi, którzy "zabijają wszystkich, twierdząc, że jest pandemia" - opowiada nasz gość.
Szef Dolnośląskiej Rady Lekarskiej przyznaje nam też, że są kłopoty z pracującymi w Polsce lekarzami z Ukrainy. - Cały system wpuszczania lekarzy ukraińskich był i niestety dalej jest patologiczny - nie owija w bawełnę nasz gość. Mówi wprost: to problem dla pacjentów.
- I nie chodzi o to, że my ich nie chcemy. Naprawdę, jeśli chodzi o młode pokolenie, to są bardzo wartościowi młodzi ludzie - zaznacza. Tłumaczy jednak, że problemem jest zupełnie inny system kształcenia w Polsce i za wschodnią granicą. - W Ukrainie specjalizację robi się czasami w kilka miesięcy - mówi Wróblewski.
- Najgorsza jest jednak bariera językowa. Oni nie muszą mówić po polsku - przyznaje nasz gość. Dopiero niedawno rząd zmienił przepisy - teraz lekarz musi posługiwać się językiem polskim co najmniej na poziomie B1. W ocenie naszego rozmówcy to jednak zdecydowanie za mało, by rozmawiać z pacjentem o zdrowiu.
Skutki? Białorusko-ukraińska ekipa w jednej z prywatnych pracowni diagnostycznych we Wrocławiu nie potrafiła dogadać się z pacjentem, bo nie znała za dobrze polskiego. Nie dowiedziała się, że miał kiedyś wstrząs anafilaktyczny. Dostał kontrast. Doznał wstrząsu. Załoga pracowni nie wiedziała, co z nim robić. Nie wiedzieli, jak zadzwonić na pogotowie. Pacjent zmarł. Nikt nie mówi o tym, że to dotyczy akurat lekarzy z zagranicy, bo to jest niepoprawne politycznie. Ale tak jest - mówi Paweł Wróblewski.
Czy Paweł Wróblewski - dawniej jeden z czołowych dolnośląskich polityków, m.in. marszałek województwa i szef sejmiku - nie tęskni za polityką? Chyba trochę tak. - Jestem sierotą po PO-PIS-ie. Wchodziłem w politykę w okresie, gdy rządziła lewica. Właściwie wydawało się, że nigdy tej władzy nie odda. No i w tych pierwszych wyborach startowaliśmy razem: Platforma i Prawo i Sprawiedliwość. Ja te oba środowiska znam. Mówię, co mi się nie podoba, zarówno kolegom z jednej strony jak i z drugiej - wyznaje.
Może więc zgodziłby się na start w następnych wyborach prezydenta Wrocławia. - Pewnie bym się zastanowił. Wszystko zależy od tego, kto by za tym stał - tłumaczy. - W ogóle mnie nie interesuje stanie na czele jakiejś formacji, która będzie walczyć z jakąś inną formacją. To jest zupełnie bez sensu. A gdyby taka inicjatywa powstała i byłbym w stanie dogadać parę środowisk, no to pewnie bym się zdecydował - mówi nam.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze