Reklama

Sezon z niezwykłym happy-endem. Podsumowanie sezonu piłkarskiego Śląska

21/05/2021 21:29

Piłkarze Śląska Wrocław zakończyli zmagania w sezonie 2020/21. Zakończyli je na czwartym miejscu w lidze i grze w europejskich pucharach, osiągając coś, co jeszcze 2-3 tygodnie temu zdawało się uciec na dobre. Jak wyglądał ten sezon Śląska? Kto spełnił oczekiwania, a kto zawiódł? Czy czwarte miejsce dobrze oddaje postawę drużyny na przestrzeni całej kampanii? Czas na podsumowanie!

Przyznam się szczerze, tego się nie spodziewałem. Nie spodziewałem się, że Śląsk Wrocław zakończy sezon w strefie europejskich pucharów. Bym na to pięciu złotych nie postawił po derbach Dolnego Śląska, na dwie kolejki przed końcem, gdy WKS wraz z Zagłębiem dali taki pokaz antyfutbolu i piłkarskiego niczego, że sam diabeł gdyby zechciał potorturować tych co to oglądali, stwierdziłby że on w sumie nic nie musi robić. Ale nasza liga potrafi zaskakiwać jak mało która, a okoliczności w jakich Śląsk się do tych pucharów dostał to idealna puenta. To a także fakt, że wrocławianom wystarczyły 4 wygrane w 14 meczach rundy wiosennej by to osiągnąć i w gruncie rzeczy wiosną punktowali gorzej niż jesienią (23:20). Ale fakty są takie że sposób w jaki to zrobili, ostatecznie nie ma znaczenia. Za styl punktów nie przyznają.


Dla Śląska na pewno był to trudny sezon. Nie tylko ze względu na brak kibiców w większości spotkań. To akurat dokuczało wszystkim. Ale było w nim sporo zawirowań ze zmianą trenera na czele. Zakończył się bowiem projekt „Vitezslav Lavicka”. Czy ta zmiana była dobra? No cóż, to jest klasyczny przykład wypalenia się pewnych schematów i braku pomysłu na zastąpienie ich innymi. Śląsk jesienią jeszcze przypominał ten z sezonu 2019/20. Niezbyt porywający, często zanudzający, ale punktujący dość skutecznie. Szczególnie na własnym boisku. Z drugiej jednak strony, gra na wyjazdach pozostawała fatalna, a Śląsk popełniał te same błędy. Był zbyt bierny, zbyt wycofany. Zespół niby cały czas się rozwijał, ale coraz wolniej i wolniej.

Reklama

Aż zimą stanął. Jedno zwycięstwo w ośmiu pierwszych meczach rundy wiosennej poskutkowały zwolnieniem trenera Lavicki. Czechowi zabrakło elastyczności, by odejść nieco od swojego typowego stylu. Nie dał piłkarzom tej odrobiny wolności, przez co zaczęli się dusić piłkarsko. Vitezslav Lavicka to bez wątpienia dobry trener, wyniósł Śląsk na wyższy poziom przez 2 lata. Ale po prostu formuła się wyczerpała i zabrakło nowej.


Przybył Jacek Magiera i od razu zaordynował widoczne zmiany. Od nowego ustawienia z trzema obrońcami, przez odważniejsze stawianie na młodych, czego Lavicka nie robił jeśli nie musiał. Śląsk faktycznie zaczął grać nieco inaczej, odważniej, choć oczywiście nie wszystko dobrze działało. Trafił się taki mecz jak ten wspomniany derbowy, że nawet za Lavicki rzadko zdarzały się aż tak nudne, ale ogólnie lepiej się na ten Śląsk patrzyło. Mecz z Podbeskidziem Bielski-Biała (4:3) był absolutnie wspaniały. Niekoniecznie jeśli chodzi o grę w obronie, bo tam obie drużyny się skompromitowały. Ale wojna była niezwykła.

Reklama

Magiera dołożył też jednego środkowego pomocnika, których w nowym ustawieniu było aż czterech, dwóch ofensywnych i dwóch defensywnych. W praktyce było to bardziej płynne, wiadomo jak jest. Czy to ożywiło często senny środek pola wrocławian? Tak, jak najbardziej. Jeszcze nie w takim stopniu jak może, bo na to trzeba więcej czasu i okresu przygotowawczego, ale widać że dobrze czuł się w nim zwłaszcza Krzysztof Mączyński.


Ostatecznie wystarczyło to wszystko na czwarte miejsce. Czwarte miejsce które WKS „klepnął” remisem ze Stalą Mielec w ostatniej kolejce, a to dzięki porażkom Zagłębia Lubin, Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice. Brzmi absurdalnie? Trochę takie było, ale ponoć szczęście sprzyja lepszym. Prawda jest bowiem taka, że żadna z tych drużyn nie zasługiwała na te puchary bardziej niż druga. Piast miał koszmarny początek sezonu, Lechia kryzys w środku, Śląsk na początku rundy wiosennej, Warta Poznań słabą jesień, a Zagłębie Lubin było niemrawe cały sezon. Zadecydowały ostatnie dwa mecze tak naprawdę. A te najlepsze miał WKS i został nagrodzony.

Reklama

To było naprawdę dobre


a)     Bramkarze


Zdecydowanie najstabilniejsze i najlepsze co WKS ma w swej kadrze. Przed sezonem do klubu przybył Michał Szromnik, ale nikt raczej nie miał wątpliwości, że to następca Daniela Kajzera, który przesiedział niemal cały poprzedni sezon na ławce, przybity wręcz do niej świetną grą Matusa Putnockiego. Szromnik miał pełnić tą samą rolę, choć oczywiście wciąż naciskać Słowaka. Rzeczywistość okazała się inna. Choć jesienią 28-letni Polak głównie siedział, to gdy dostał szansę w trzech ostatnich meczach, z uwagi na COVID-19 Matusa, pokazał że może być kimś więcej niż doświadczonym zmiennikiem. Kapitalnymi występami z Rakowem, Zagłębiem i Wartą zdestabilizował nieco pozycję Matusa. Wiosną wciąż bronił Słowak, ale gdy doznał kontuzji Szromnik wrócił do bramki, a u trenera Jacka Magiery już nie oddał tego miejsca do końca sezonu.

Reklama

Ogólnie mówiąc, chyba każdy klub w naszej lidze chciałby mieć taki duet bramkarzy i akurat to nie jest przesada w najmniejszym stopniu. Zasadniczo to każdy klub chciałby mieć tak jak Śląsk. Dwóch golkiperów przy których możesz mieć w sumie głęboko gdzieś kto broni, bowiem obaj gwarantują bardzo wysoki poziom. Błędy prowadzące do utraty bramki obu panów łącznie, można policzyć na palcach jednej ręki. Za to interwencje które WKS przed utratą gola ratowały, to już inna historia. Tych było o wiele, wiele więcej. WKS ma pod kątem straconych goli ex aequo czwartą najlepszą defensywę w lidze i to jest w bardzo dużej mierze zasługa Putnockiego oraz Szromnika. Obaj mają powyżej 72% skuteczności interwencji. Słowak na dodatek obronił dwa rzuty karne.


Rywalizacja latem o miejsce w bramce będzie zacięta. Trener Magiera zdaje się preferować Michała Szromnika, choć zasadniczo nie dawał on podstaw do zmiany, to po co go było zmieniać. Moim zdaniem na start Szromnik procentowo ma tak 60/40, ale obaj dają na tyle wysoki poziom że to jest bardzo umowne szacowanie. Nie wydaje mi się też, aby Matus miał odejść, bo przegrał rywalizację w końcówce sezonu. W przyszłym sezonie, WKS nie musi martwić się o bramkarzy absolutnie.

Reklama

b)     Łukasz Bejger


Wielu młodych piłkarzy, którzy po szkoleniu w wielkim klubie wracają do Polski, często szybko przepadają, nie pokazując zbyt wielkich umiejętności. Hubert Adamczyk (Chelsea Londyn) czy Kamil Wojtkowski (RB Lipsk) nigdy niczego specjalnego w Ekstraklasie nie pokazali. Wiosna dała nadzieję że przypadek Łukasza Bejgera może być inny. Odkąd wskoczył do składu prezentował się bardzo pewnie. Jak na tak młodego obrońcę popełniał stosunkowo niewiele błędów, a na dodatek pewnie czuje się z piłką przy nodze, nieźle ją wprowadza do gry i może grać też na prawej stronie. Przypomina nieco Kamila Piątkowskiego, którego Raków Częstochowa niedawno za 5 mln euro sprzedał do Red Bull Salzburg. Jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie, WKS za jakiś czas będzie mógł liczyć na podobny zarobek.

Reklama

Bejger przyszedł dopiero zimą, ale już pokazał, że przed nim bardzo ciekawa przyszłość. Jacek Magiera na pewno będzie chciał m.in. na nim budować skład, zwłaszcza że Bejger jest młodzieżowcem. Zwłaszcza że ma z kim współpracować, bo Legii Warszawa nie dał się skusić Konrad Poprawa, który wykorzystał szansę na którą czekał tyle lat. Razem mogą utworzyć bardzo mocny blok defensywny. Uzupełniony albo Markiem Tamasem, lewonożnym Węgrem, który miał kilka słabszych występów, ogólnie powyżej pewnego poziomu nie wskoczy, ale pewną solidność daje, albo Wojciechem Gollą, którego jeśli druga tak straszliwa kontuzja nie zniszczy, ponownie będzie liderem drużyny. Plus opcjonalnie są też weterani Pawelec oraz Celeban. Czuć potencjał w tej formacji.


c)     Gra u siebie

Reklama

No co tu dużo mówić, Śląsk znów uczynił ze swojego stadionu twierdzę, którą tym razem zdobyła tylko Legia Warszawa. Ale to już taka tradycja, że w sumie nikogo to nie dziwi. Może trochę za dużo remisów, bo aż siedem, zwłaszcza za Jacka Magiery, który jak dotąd na Stadionie Wrocław wygrał tylko raz. Niemniej jednak 27 z 43 pkt WKS-u pochodzi właśnie ze starć domowych. Bez takiej postawy u siebie, nie można byłoby nawet marzyć o pucharach. Zobaczymy czy mimo takiego sobie początku, Śląsk Magiery będzie we Wrocławiu tak skuteczny jak Śląsk Lavicki. Jeśli tak, to to już jest solidny kapitał pod ewentualne sukcesy. Miniony sezon i jeszcze poprzedni to znakomite dowody.


Reklama

Ze stabilizacją jako tako, ale warto obserwować uważnie


a)     Patryk Janasik


Jesienią nie pograł za wiele, bo prześladowały go urazy ale w rundzie wiosennej, zwłaszcza u Jacka Magiery był podstawowym zawodnikiem. Ogólnie u tego trenera, Janasik w przyszłym sezonie może być piekielnie ważny. Nie tylko dlatego że to po prostu bardzo solidny piłkarz. Także dlatego że jest bardzo uniwersalny. Prawa strona, lewa strona, środek pola. On może grać na każdej z tych pozycji. Jest wybiegany, całkiem szybki, potrafi podać (2 asysty, a może być znacznie więcej). To pokazał w minionym sezonie i to sprawia, że na wahadło jest jak znalazł. Jeśli będzie w formie, to Śląsk nie będzie w przyszłym sezonie potrzebował czterech różnych piłkarzy na prawą stronę, jak to było w minionym.

Reklama

b)     Erik Exposito


Temat Hiszpana to wśród osób obserwujących Śląsk temat rzeka. Jedni twierdzą że się nadaje, inni że on nie wystarczy. A ja myślę, że jeśli Jacek Magiera znajdzie sposób na jak najlepsze wykorzystanie go, to on zamknie usta krytykom. Erikowi brakuje przede wszystkim stabilizacji. Wiele spotkań w tym sezonie miał nieudanych. Ale gdy już mu się udawało, gdy miał swój dzień, to tak jak przeciwko Pogoni Szczecin czy Warcie Poznań, potrafił wygrać Śląskowi mecz i to bardzo ważny. Nie twierdzę, że całą ofensywę trzeba ustawić pod niego. Granie na jednego jest bardzo szkodliwe. Ale jeżeli trener Magiera sprawi że chociażby tych dobrych dni będzie więcej niż słabych, to Exposito strzeli dwucyfrową liczbę goli. Bowiem w gruncie rzeczy, on większość tego co ma, wykorzystuje. Musi być więc tego więcej.

Reklama

c)     Krzysztof Mączyński


Jesienią był w wielu meczach dość bezproduktywny i mógł irytować biernością. Pół rundy wiosennej za to pauzował przez kontuzję. Ale umieszczam go tutaj, ponieważ kapitan WKS-u bardzo solidnie prezentował się po powrocie, u Jacka Magiery. Zarówno powrót jednego, jak i debiut drugiego pokryły się czasowo, a Mączyński pokazywał, że może znów być bardzo istotną częścią środka pola. Na pewno był najsolidniejszy ze wszystkich u nowego trenera. Do tego liczby, 2 asysty i 2 piękne gole. Był dowódcą drugiej linii. Tym kim trzeba od niego oczekiwać że będzie. Jeśli uniknie urazów i ustabilizuje formę, to ten wóz będzie miał bardzo dobrego kierowcę, mimo już 33 lat na karku.


d)     Mateusz Praszelik


On natomiast dokładnie odwrotnie jak Mączyński. Fajna, efektywna jesień i dość słaba wiosna. Ale jak na pierwszy tak naprawdę pełny sezon w seniorskiej piłce, było całkiem nieźle. Gorzej od Przemysława Płachety, ale ten miał już za sobą grę w 1. Lidze, zanim trafił do WKS-u. U Jacka Magiery nie pokazał jeszcze dobrej formy. Jak zgasł na początku rundy wiosennej, tak do końca sezonu nie rozbłysnął na nowo. Ale jesień pokazała, że potencjał ma spory. Łącznie w 26 meczach 1 gol i 6 asyst. Solidnie, ale wciąż może być lepiej.


Trudni do oceny jednoznacznej


a)     Dino Stiglec


Można tylko gdybać, czy Chorwat nie grałby lepiej, jeśli miałby realnego konkurenta do walki o pierwszy skład. Ten sezon zdecydowanie był dla niego gorszy niż poprzedni. Choćby w liczbach, to tym razem to 3 asysty bez gola (19/20 to 4 gole i 5 asyst). Ale i w defensywie było gorzej. Stiglec mistrzem bronienia nigdy nie był, ale w minionej kampanii popełnił sporo dużych błędów, nierzadko nie nadążając z powrotem. Mam wątpliwości czy on ma szybkość oraz wytrzymałość do bycia wahadłowym. Pod koniec sezonu fizycznie wyglądał fatalnie. Rywala temu Panu. Zdecydowanie. To może mu tylko pomóc.


b)     Robert Pich


Gdyby każdy kibic Śląska miał wrzucać do słoika 2 zł, za każde przekleństwo wypowiedziane z irytacji grą Słowaka, to za kasę tam uzbieraną można by zapewne kupić nowy samochód. A gdy marnował sytuację na 2:0 w końcówce meczu ze Stalą, to ta kwota wzrosłaby niebotycznie. Pich jak to Pich. Wkurza niezwykle, ale jednak dał te liczby. Osiem goli i trzy asysty to niezły na papierze wynik. W tym ten bardzo ważny gol na 4:3 z Podbeskidziem. Dlatego nie daję go do rozczarowań. Bo jednak mimo kiepskiej gry, potrafił dać lepsze cyferki niż większość zespołu. Tak naprawdę lepszy był pod tym kątem tylko inny „irytek” Erik Exposito (9 goli, 3 asysty).


Którędy droga? No na pewno nie tędy, Panowie


a)     Waldemar Sobota


Ogromne rozczarowanie, nie ma co. Sobota powracający po latach z zagranicznych wojaży, miał dla Śląska być z automatu wartością dodaną. I był. Przez pierwszych pięć kolejek. Dalej było już tylko gorzej. Ani u Lavicki, ani u Magiery nie zachwycał. Nie grał nawet jakoś szczególnie solidnie. Po prostu słabo. Trochę jak Robert Pich, ale różnica między nimi była taka, że Słowak jak już mówiłem, przy wsich swoich wadach, jakieś liczby jednak dawał. Sobota to tylko 1 gol i 2 asysty. Malutko jak na taki kaliber piłkarza. Być może Jacek Magiera odzyska z niego jeszcze dobrą formę. W wieku 34 lat będzie o to trudno, ale w naszej niezbyt mocnej lidze wszystko możliwe. Patrz Flavio Paixao, który mimo 36 lat na karku wykręca golowe dwucyfrówki rokrocznie. Nadzieja jeszcze jest, ale miniony sezon do zatracenia.


b)     Marcel Zylla


Tak jak Bejger pokazał, że niekoniecznie musi podążyć drogą straconych po powrocie do kraju z dużego klubu, tak Zylla póki co jest tego znacznie bliżej. Niewiele dobrego można jak dotąd o nim powiedzieć. Jeden gol i dwie asysty, z czego 2/3 tego dorobku to mecze ze spadającym Podbeskidziem. Błysk oraz ciekawa asysta w starciu z Cracovią. Tyle. Reszta meczów to dyskretne występy. Chyba że akurat marnował jakąś dobrą sytuację na bramkę. No i te dwie idiotyczne żółte kartki w 8 minut przeciwko Wiśle Kraków. Straszliwie mizerny sezon wychowanka Bayernu Monachium. Na dodatek na sam koniec poważna kontuzja, eliminująca go z zapewne większości spotkań WKS-u w europejskich pucharach, jak nie ze wszystkich, Trudno postrzegać to jako wielką stratę. Wciąż jest młody więc oby to były tylko pierwsze śliwki robaczywki.


c)     Bartłomiej Pawłowski


Przychodził po nieudanej przygodzie z Turcją, ale wcześniej potrafił być gwiazdą Zagłębia Lubin. Na tego Pawłowskiego liczyli kibice i włodarze, ale dostali „wersję turecką”. Niewidoczny w większości spotkań, w 22 meczach tylko 3 gole i 0 asyst. Ogólnie mało pożytku z niego było. A zarabiać pewnie zarabia niemało, bo przychodził jako potencjalna gwiazda zespołu. Tymczasem gwiazda nie rozbłysnęła i zastanawiam się czy on zostanie w klubie. Jacek Magiera dał mu łącznie tylko 116 minut. Nie jest wahadłowym bo bronić nie umie za bardzo, „10” też raczej średnio. Klasyczny skrzydłowy, który u Magiery może po prostu nie mieć dla siebie miejsca na boisku. Mógłby się ew. przydać do rotacji jeśli Śląsk zajdzie dość wysoko w pucharach, ale to nie jest mocny argument. Zwłaszcza że on sam raczej wchodzeniem z ławki się nie zadowoli.


Ich już nie zobaczymy


Śląsk krótko po zakończeniu sezonu ogłosił, że nie przedłuży umów z Israelem Puerto, Mathieu Scaletem, Guillermo Cotugno, Maciejem Wiluszem oraz Dariuszem Szczerbalem. Szczerze mówiąc najbardziej mi szkoda z tej piątki Mathieu Scaleta. W minionym sezonie pokazał, że choć piłkarsko nie jest najwyższych lotów, to na wejście z ławki i intensywność w środku pola się nadaje. Do rotacji do środka pola jak znalazł. Puerto miniony sezon, a zwłaszcza wiosnę, miał słaby. Dużo gorszy niż 19/20. Jesienią to jeszcze jakoś wyglądało, ale wiosną jak nie był kontuzjowany, to bez nowego kontraktu nie widać w nim było wielkiej pasji do dalszej gry dla Śląska. Tymczasem podwyżki zażądał za dużej by WKS uznał że warto. Ogólnie jego pobyt mimo wszystko na plus, bo w formie był naprawdę dobry, ale za mniej niż chciał można znaleźć podobnego. Poza tym WKS ma Poprawę, Bejgera, Gollę czy Tamasa.


Cotugno przegrał z własnym zdrowiem. Bardzo kruchym, bo kontuzje skutecznie powstrzymały go przed rozwinięciem skrzydeł. Na dodatek ta cukrzyca, która może, choć oczywiście życzę aby tak się nie stało, zakończyć przedwcześnie jego karierę. Szczerbal to wieczny trzeci bramkarz, a Wilusz to jakaś pomyłka. Ciągle kontuzjowany, a po powrocie do zdrowia nie miał szans u Magiery. Koniec wypożyczenia i jego historii w Śląsku.


Oceny (skala 1-6, warunek minimum 5 spotkań w sezonie):


Bramkarze:



Matus Putnocky – 5
Michał Szromnik – 5

Obrońcy:



Łukasz Bejger – 5-
Mark Tamas – 4
Konrad Poprawa – 4
Israel Puerto – 3
Wojciech Golla – 4
Mariusz Pawelec – 4-
Piotr Celeban – 4
Patryk Janasik – 4
Dino Stiglec – 3
Guillermo Cotugno – 3
Lubambo Musonda – 3

Pomocnicy:



Robert Pich – 4-
Mateusz Praszelik – 4-
Szymon Lewkot – 3+
Waldemar Sobota – 2-
Marcel Zylla – 2
Bartłomiej Pawłowski – 1+
Krzysztof Mączyński – 4
Mathieu Scalet – 3+
Rafał Makowski – 3-

Napastnicy:



Erik Exposito – 4+
Fabian Piasecki – 3+
Piotr Samiec-Talar – 2

Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości