Reklama

Śląsk bez nich sobie poradził. A oni bez Śląska? Miniony sezon w wykonaniu byłych graczy

26/05/2021 21:58

Przed minionym sezonem 2020/21, jak i jego w trakcie, Śląsk Wrocław dokonywał ruchów transferowych na praktycznie każdej pozycji. Warto jednak pamiętać, że nie były to tylko transfery do klubu, ale i z. W przeciągu roku WKS opuściło kilkunastu piłkarzy, mniej lub bardziej ważnych dla zespołu. Jak oni poradzili sobie po opuszczeniu Śląska?

Przemysław Płacheta (do Norwich za 3 mln euro)


Jeden z najgłośniejszych, o ile nie najgłośniejszy transfer jakiegokolwiek piłkarza Śląska od lat. Najwyższy w historii klubu. Płacheta po bardzo dobrym debiutanckim sezonie na poziomie Ekstraklasy (35 meczów, 8 goli i 5 asyst), szybko wypłynął na szersze oraz głębsze wody. Jak to w przypadku większości utalentowanych piłkarzy w naszej lidze. Młody skrzydłowy zdecydował się na Anglię, a konkretnie drugą ligę angielską, zostając zawodnikiem spadkowicza z Premier League – Norwich City. „Kanarki” to ciekawy zespół, bowiem mało kto w jakimkolwiek kraju tak często spada i wraca z powrotem do ekstraklasy jak oni. W sezonie 2019/20 spadli z dość wyraźnym hukiem. Co więc zrobili w 2020/21?

Reklama

Oczywiście że awansowali. Awansowali z pierwszego miejsca w tabeli, wyprzedzając drugi Watford o 4 pkt. Co do Przemka Płachety, jego pierwszy sezon w Anglii wypadł raczej przeciętnie. Z początku szło mu wręcz zaskakująco nieźle. Do grudnia, czyli mniej więcej 15-16 kolejki w większości meczów zaczynał w wyjściowej jedenastce, a nawet jak nie, to przynajmniej z ławki wchodził. Brakowało nieco liczb, ale sam fakt że grał regularnie w czołowej ekipie Championship daje mu dobre świadectwo. Później niestety przypałętała się kontuzja, przez którą stracił kilka spotkań, a w 2021 roku już tak kolorowo nie było. Od początku roku tylko 2 spotkania zaczął w wyjściowym składzie. Zdarzało się że nie było go w kadrze meczowej. W kwietniu zaczął wchodzić nieco częściej, ale bez szału. Ostatecznie uzbierał 1117 minut w 26 ligowych występach (w drugiej lidze w Anglii sezon ma ich aż 46), strzelając 1 gola i notując 2 asysty.


Co będzie z nim po awansie Norwich do Premier League? Trudno oczekiwać, że skoro nie grał regularnie w drugiej lidze, to i w ekstraklasie nagle zacznie. Zwłaszcza że jego konkurenci, Todd Cantwell oraz Emiliano Buendia należeli do czołówki całej Championship. Nie oznacza to jednak konieczności powrotu do Ekstraklasy z podkulonym ogonem, absolutnie. Druga liga w Anglii mimo bycia zapleczem, jest i tak jedną z mocniejszych w Europie. Zapewne Norwich będzie chciało go tam wypożyczyć, do nieco mniej konkurencyjnego klubu.

Reklama

Płacheta otrzymał powołanie na Euro 2020 od Paulo Sousy. Jako że nie grał wiele, jakakolwiek choćby minuta na boisku byłaby pozytywnym zaskoczeniem. Ale takim które poszerzyłoby zapewne grono chętnych. No bo wiadomo, agenci będą mieli jak go polecić jeśli w CV będzie „gra na Euro”. Zresztą tak czy inaczej, taki szybki, techniczny skrzydłowy przyda się wielu i na pewno mimo trudnych początków, to jeszcze nie jest koniec Płachety na zachodzie, absolutnie.


Od 7:39, jedyny jak dotąd gol Płachety dla Norwich:

Reklama


Jakub Łabojko (do Brescii Calcio za 600 000 euro)


„Łaboj” to przypadek piłkarza, którego docenia się gdy go zabraknie. Sezon zaczynał jeszcze jako zawodnik Śląska, ale po 4 meczach zgłosiła się po niego drugoligowa włoska Brescia, spadkowicz z Serie A. Vitezslav Lavicka nie dostał w zamian klasycznego defensywnego pomocnika i kogoś takiego ewidentnie w WKS-ie brakowało. Przynajmniej dopóki Czech był trenerem Śląska.


Łabojko tymczasem w swoim pierwszym zagranicznym sezonie poradził sobie całkiem całkiem. Brescia, jak już mówiłem, podobnie jak Norwich Płachety była świeżo po spadku, toteż miała ambicje by powalczyć o powrót. I tak też było bo zespół byłego pomocnika Śląska walczył w barażach o awans. Ostatecznie nie udało się i Brescia zakończyła rozgrywki na siódmej pozycji. Jaki udział miał w tym Polak?

Reklama

Niekoniecznie kluczowy, ale powiedzmy że w miarę istotny. Łabojko zagrał w 35 meczach na 40 możliwych (33 ligowe). W zdecydowanej większości wchodził z ławki (68%), nie był najważniejszym pomocnikiem włoskiej ekipy, ale swoje miejsce oraz swą rolę miał. Jego łączne 1554 minuty na boisku to wynik podobny do kilku innych pomocników Brescii. Jeśli chodzi o liczby, to po golu i asyście. Jednak wiadomo że w jego grze nigdy o to nie chodziło, więc nikt go z tego rozliczać nie powinien.


Dla Łabojki to akurat nie jest zła wiadomość, że Brescia nie awansowała do Serie A. To wiązałoby się zapewne ze wzmocnieniami, a co za tym idzie dłuższą drogą do gry dla Jakuba. Kolejny rok na zapleczu powinien mu posłużyć w kontekście dalszego rozwoju, a włoski klub nie ma zbytnio powodów by z niego rezygnować. Łabojko we Włoszech gwiazdą raczej nie zostanie, nie oszukujmy się, ale wielu trenerów ceni sobie tak ciężko pracujących na boisku zawodników. Następny sezon dużo powie. Jeśli będzie udany, to niewykluczone że za jakiś czas Jakub zagra być może nawet w Serie A, w jednym z zespołów z dołu tabeli lub w średniaku.

Reklama

Od 3:27 jedyny jak dotąd goł "Łaboja" dla Brescii:



Michał Chrapek (koniec kontraktu, podpisany za darmo przez Piast Gliwice)


Jednym z piłkarzy z którymi Śląsk nie przedłużył umowy po sezonie 2019/20 był Michał Chrapek. Zawodnik który przez trzy lata był podstawowym pomocnikiem WKS-u. Często irytujący, nierzadko niewiele wnoszący, ale ostatecznie zawsze kilka goli oraz asyst na koniec sezonu miał. Jednak gdy odchodził to wielkiego lamentu nie było. Śląsk utracił bardziej w miarę solidnego zawodnika do rotacji, niż jakąś gwiazdę drużyny. Sam cenił swoje usługi wyżej niż klub i strony nie dogadały się.

Reklama

Po odejściu z Wrocławia Chrapek długo szukał sobie klubu. Stracił praktycznie całe lato, mimo iż pojawiały się informacje o zainteresowaniu a to Wisły Kraków, a to jakichś zagranicznych drużyn. Ostatecznie w październiku 2020 trafił do pogrążonego w kryzysie Piasta Gliwice pod skrzydła Waldemara Fornalika. Chrapek odkąd przyszedł do gliwiczan, to grał regularnie. Wystąpił w 27 z 28 możliwych spotkań. Strzelił też 2 gole i zanotował 6 asyst. Czyli w sumie jak to on. Ligową czołówką nie był, notował przebłyski co jakiś czas, raczej trzymając się określonego poziomu. U niego zatem bez większych zmian i o ile nie dostanie jakiejś dobrej finansowo oferty z zagranicy (np. wspomnianej Turcji), to jego przygoda z Piastem będzie zapewne podobna do tej ze Śląskiem.


Kamil Dankowski (koniec kontraktu, podpisany za darmo przez ŁKS Łódź)

Reklama

Nie zrobił w Śląsku Wrocław takiej kariery jaką mu wróżono. Za dużo urazów się go imało w kluczowych momentach. Historia jakich wiele niestety. Dankowski zasadniczo mógł zostać jeszcze w WKS-ie, walczyć o skład, ale Vitezslav Lavicka nie cenił go za wysoko. Na prawej obronie wolał nawet przekwalifikowanego Lubambo Musondę, toteż polski obrońca postanowił zrobić krok w tył i odszedł do będącego świeżo po spadku do 1. Ligi ŁKS-u Łódź.


Trafił tam we wrześniu, więc nie zdążył jeszcze zagrać w Pucharze Polski, w którym ŁKS wyeliminował… Śląsk Wrocław. Ale niewykluczone że już niedługo znów zagra na Stadionie Wrocław, gdyż ŁKS na 3 kolejki przed końcem sezonu 1. Ligi traci 5 pkt do 2. Miejsca które daje bezpośredni awans i zajmuje 5. miejsce, dające grę w barażach o awans. Dankowski udział swój w tym miał. Zwłaszcza jesienią i na początku wiosny, gdy wygrywał walkę o miejsce w składzie na prawej obronie. Potem niestety znów złapał kontuzję i od 20 marca zagrał tylko 25 minut, 11 dni temu. Wrócił jednak do zdrowia, więc niewykluczone że jeszcze go w tym sezonie zobaczymy, a niezależnie od tego czy ŁKS awansuje czy nie, Dankowski z pewnością jeszcze będzie dla nich ważny. Póki co ma na koncie 18 meczów i 3 asysty.

Reklama

Damian Gąska (wypożyczony do Radomiaka Radom)


Podobnie jak Dankowski, Gąska opuścił Śląsk w poszukiwaniu regularnej gry z tym że on uczynił to w ramach wypożyczenia, a nie definitywnie. Przynajmniej jeszcze nie. Radomiak Radom jest aktualnie wiceliderem 1. Ligi i czeka ich twarda walka o awans. Gąska jest ważnym ogniwem radomian. Niemal w każdym meczu w jakim grał, wychodził w wyjściowej jedenastce. Zasadniczo były tylko 2 spotkania w których w niej NIE wyszedł. Niespełna 25-letni pomocnik w 30 dotychczasowych spotkaniach strzelił 2 gole i zanotował 5 asyst. Dorobek nie rzucający na kolana, ale też nie najgorszy. Zwłaszcza że akurat wśród pomocników Radomiaka nie ma nikogo z lepszymi liczbami.

Reklama

Czy po powrocie z wypożyczenia Jacek Magiera zechce dać szansę Gąsce? Widzę to niezbyt kolorowo. W składzie Śląska są młodsi Praszelik czy Zylla, którzy wciąż mogą się sporo rozwinąć. Gąska natomiast teoretycznie właśnie wchodzi w swój prime, ale w Ekstraklasie jak dotąd nie błyszczał.


Mateusz Radecki (za darmo do Radomiaka Radom)


Pozostając w temacie Radomiaka, obecnie gra tam także inny były piłkarz Śląska, Mateusz Radecki. Pomocnik który niestety dużo lepiej poznał wrocławską służbę medyczną niż boisko, bowiem poważne urazy trapiły go raz za razem. Zresztą kontuzjowany z WKS-u odchodził, bo mimo iż Śląsk proponował mu przedłużenie umowy, ten na to nie przystał. Powrócił więc do rodzinnego Radomia, a tam gdy już uporał się z problemami medycznymi, zaczął grać. Może nie jest tak ważną postacią jak Gąska, ale na boisku pojawia się regularnie. Od końcówki listopada uzbierał prawie 900 minut praktycznie na całej długości linii pomocy, od defensywnego po ofensywnego. Na koncie ma też 3 gole i 1 asystę.

Reklama


Daniel Kajzer (za darmo do Arki Gdynia)


„Ofiara” znakomitej formy Matusa Putnockiego. Kajzer był w Śląsku przez rok i rozegrał tylko 1 mecz w Pucharze Polski (0:2 z Widzewem Łódź). W pozostałych meczach był ludzkim systemem ogrzewania ławki rezerwowych. Taki stan rzeczy go nie zadowalał, więc odszedł w poszukiwaniu regularnej gry. Znalazł ją w 1. Lidze, w spadkowiczu z Ekstraklasy, Arce Gdynia. Kajzer jest tam w odwrotnej sytuacji do tej w której był w Śląsku. W lidze broni wszystko, od dechy do dechy. W Pucharze bronią zmiennicy. Może tego troszkę żałować, bo akurat w PP Arka doszła do finału i gdyby go wygrała, to Śląsk nie byłby dziś w pucharach. Ogólnie jednak może być zadowolony. Gdynianie walczą o awans, mają trzecią defensywę ligi, a sam bramkarz w 31 meczach zaliczył 14 czystych kont. Odejścia ze Śląska na pewno nie żałuje.


Filip Marković (koniec kontraktu)


Przykład transferu, który nie powinien był się wydarzyć. Zawodnik który odbił się od drugiej ligi francuskiej, do Śląska trafiał po prawie roku bez gry, a w żadnym z klubów które zwiedził nie pokazywał zbyt wiele. Kto to wymyślił u licha? W każdym razie, w WKS-ie Marković zgodnie z oczekiwaniami, nie pokazał nic. Po rozstaniu, przyjętym z ulgą, do lutego nie mógł znaleźć klubu. Aż zlitował się nad Serbem klub z jego ojczyzny, Radnicki Nis. Średniak, który sezon skończył na 12. Miejscu. Bilans Markovicia? Dziesięć spotkań, 566 minut, zero goli, zero asyst. Pokazał dlaczego zapamiętają go co najwyżej ci kibice Śląska, którzy sympatyzują też z Liverpoolem. Czemu? Bo kiedyś dla „The Reds” grał jego brat, Lazar. Jak mu poszło? Tak jak Filipowi w Śląsku.


Diego Żivulić (za darmo do Disyogori VTK)


Kolejny typowy „ić”. Różnica między nim, a Markoviciem jest taka, że gdy Żivulić przychodził do Śląska to można było mieć drobną nadzieję. Miał bowiem powiedzmy solidną reputację w lidze czeskiej. Poza tym taka „szóstka” mogła się sprawdzić w topornym stylu Laviczki. Problem w tym, że Żivulić sam był toporny jak diabli. A technikę miał jakby mu nogi z kamienia wykuli. Zamiast spokoju, wprowadzał niepokój.


Śląsk już latem nie chciał go mieć w klubie, ale Chorwatowi wygodnie było na całkiem wysokim kontrakcie. Jesień 20/21 przesiedział w szafie, nie zaliczając ani minuty nawet w rezerwach. Dopiero zimą uznał że może jednak trza coś pograć i odszedł do węgierskiego słabeusza Disyogori VTK. Nawet tam nie grał regularnie. Ledwie 10 meczów na 18 możliwych z czego tylko 2 w pełnym wymiarze czasowym. Gole? Zero. Asysty? Zero. Czerwone kartki? Dwie. Do zapomnienia na amen w pacierzu? Jak najbardziej.


Filip Raicević (koniec wypożyczenia z Livorno)


Czarnogórzec nie grający regularnie w ostatnim zespole drugiej ligi włoskiej przychodzi rozwiązać kłopoty Śląska z napastnikiem. Co może pójść nie tak? No cóż, Raicević kłopotów nie rozwiązał, chociaż aż taki zły nie był. Coś tam nawet umiał i nie był kompletnym ogórem typu Marković. Gola strzelił Górnikowi Zabrze. Ale potem dopadły go urazy i po 6 meczach jego przygoda dobiegła końca. Bez większego żalu. W Livorno też go nie chcieli, bo znów trafił na wypożyczenie. Tym razem do trzeciej ligi włoskiej, do Ternany. W niej nawet trochę pograł, a w 27 meczach strzelił 6 goli, a jego zespół awansował do Serie B.


Łukasz Broź (koniec kontraktu)


Pecha miał okrutnego doświadczony obrońca. Grał sezon życia w wieku 34 lat (15 meczów, 3 gole, 1 asysta w kampanii 19/20), a tu nagle poważna kontuzja kolana, okupiona końcem sezonu. Nie przedłużył kontraktu ze Śląskiem, ale mimo wieku oraz bycia świeżo po potwornym urazie nie zrezygnował z futbolu. Wydawało się że mimo wszystko bez kłopotu znajdzie zatrudnienie choćby w 1. Lidze. Był nawet na treningach w GKS-ie Bełchatów, ale dość zaskakująco, skończył w III Lidze w KS Kutno (między Łodzią, a Płockiem). W klubie w którym gra wraz z bratem, Mateuszem. Czy to już dla niego emerytura piłkarska? No cóż, po 1,5 roku bez gry na szczeblu centralny,, w wieku 35 lat może mu być trudno o sensowne zatrudnienie, ale kto wie.


Piotr Samiec-Talar (wypożyczenie do Widzewa Łódź)


Świeża sprawa. Młody napastnik jesienią tego sezonu łapał minuty w Ekstraklasie, ale bez konkretów w postaci liczb. Widać było że to jeszcze nie ten poziom dla 19-latka, który nawet gdy wchodził, to był raczej nieporadny. Śląsk zareagował i zimą wypożyczył go do Widzewa Łódź do I Ligi. Tam miał dobry start. Już w debiucie z Koroną Kielce strzelił gola i… tyle z konkretów. Więcej goli póki co nie zdobył, w większości meczów wchodził z ławki, a Widzew nie liczy się już w walce o awans do Ekstraklasy. Jak dotąd w 14 meczach strzelił 1 gola w przeciągu niespełna 500 minut na boisku.


Na pewno wróci do Śląska, bo łodzianie nie mają opcji wykupu. Ale widziałbym go na kolejnym wypożyczeniu. Najlepiej znów w I Lidze, choć może raczej w dolnych rejonach tabeli.


Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości