Jedna z mieszkanek kamienicy przy ul. Kleczkowskiej 26, w której w sobotę nad ranem doszło do pożaru, zamieściła na Facebooku post o działaniach straży pożarnej w tym budynku. Wynika z niego, że zgłaszała strażakom zagrożenie dwie godziny wcześniej.
W sobotnim pożarze na Kleczkowie zginęły cztery osoby, jedna kobieta i trzech mężczyzn. Piąta osoba, mężczyzna, który zadzwonił na straż pożarną, przeżyła. Policja podejrzewa zaprószenie ognia po libacji alkoholowej. Ofiary uległy zaczadzeniu w mieszkaniu na czwartym piętrze kamienicy przy u. Kleczkowskiej 26.
- Około godz. 1.30 wróciłam do domu i wyczułam zapach dymu w mieszkaniu. Baliśmy się iść spać, więc zadzwoniłam na straż pożarną. Strażacy przyjechali, sprawdzili pomieszczenia, powiedzieli, że jest bezpiecznie i pojechali. Po godz. 4 obudziły mnie hałasy na klatce schodowej i gdy otworzyłam drzwi, okazało się, że w pożarze w innym mieszkaniu zginęły cztery osoby. Nie rozumiem, co się wydarzyło - napisała na Facebooku Beata Jastrowicz, podkreślając, że nie chce nikomu niczego zarzucać, ale ma wątpliwości, czy nie dało się zapobiec tragedii.
Daniel Mucha, rzecznik wojewódzkiej straży pożarnej we Wrocławiu, potwierdza, że w sobotę nad ranem strażacy byli wzywani na Kleczkowską 26 dwa razy - o godz. 1.30 i przed godz. 4.
- Traktujemy to jako dwa osobne zgłoszenia. Za pierwszym razem strażacy nie stwierdzili zagrożenia. Nie ma takiej procedury, by budzić wszystkich mieszkańców i sprawdzać każdy lokal w przypadku wyczucia dymu w jednym z mieszkań - mówi Daniel Mucha.
TUTAJ WIĘCEJ O SOBOTNIM POŻARZE PRZY KLECZKOWSKIEJ
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze