Szermierz - symbol Uniwersytetu Wrocławskiego - znów stoi bez swojego najsłynniejszego atrybutu. Szpada wróci dopiero wtedy, gdy fontanna wokół pomnika zostanie napełniona wodą. Powód jest prosty – kiedy wokół wody nie ma, kradzieże zdarzają się zbyt często.
Na środku placu Uniwersyteckiego, na marmurowym cokole pośrodku okrągłego basenu, stoi nagi młodzieniec ze wzniesioną ręką. To słynny szermierz – jedna z najbardziej rozpoznawalnych rzeźb w mieście i nieformalny symbol Uniwersytet Wrocławski.
Rzeźba stojąca przed głównym gmachem uczelni od lat jest bohaterem studenckich legend. Jedna z nich mówi, że młodzieniec przedstawiony na fontannie to sam autor rzeźby – Hugo Lederer.
Według tej opowieści artysta podczas pobytu we Wrocławiu miał namiętnie oddawać się hazardowi. Podczas jednej z rozgrywek, podobno odpowiednio „dopingowany” przez studentów alkoholem, przegrał nie tylko majątek, ale nawet ubranie. Żacy mieli zostawić mu jedynie szpadę – symbol honoru i szlacheckiego stanu.
Problem w tym, że do dziś nikt szermierza nie oszczędza. W ostatnich latach szpada znikała z jego dłoni już kilkadziesiąt razy, a tylko w zeszłym roku doszło do trzech przypadków jej kradzieży lub zniszczenia. Ostatni raz zniknęła pod koniec października, wraz z zakończeniem sezonu fontannowego – i wcale nie był to przypadek.
Jak wyjaśnia Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta we Wrocławiu, w sezonie zimowym wszystkie miejskie fontanny są wyłączane i zabezpieczane. Wtedy też szermierz pozostaje bez swojej szpady. – Brak wody w basenie ułatwia dostępność i sprzyja próbom kradzieży – tłumaczy rzeczniczka ZDiUM-u, Ewa Mazur.
Szpada wróci więc dopiero wraz z rozpoczęciem sezonu fontannowego, który trwa od 1 kwietnia do 31 października. Nie będzie to jednak oryginał – brązowa figura fechmistrza nie przetrwała II wojny światowej w komplecie, a pierwotna broń nigdy się nie odnalazła. Na pomniku montowana jest więc replika wykonana z mniej wartościowych stopów metali. Jedna replika wraz z montażem kosztuje około 580 zł.
Można by pomyśleć, że najprościej byłoby przymocować broń raz na zawsze. Problem w tym, że mogłoby to skończyć się znacznie gorzej dla samego pomnika.
- Mocowanie nie może być tak silne, aby próba wyrwania szpady poskutkowała uszkodzeniami ręki lub zrzuceniem bezcennej figury z cokołu - wyjaśnia Ewa Mazur.
Kradzież szpady traktowana jest jako wykroczenie. Okolice starówki są objęte monitoringiem, a wielu amatorów wspinaczki na pomniki szybko trafia w ręce strażników miejskich. Sprawca – oprócz innych konsekwencji – musi pokryć koszt wykonania i montażu nowej repliki.
Szermierz nie jest zresztą jedynym wrocławskim pomnikiem, który regularnie traci swoje atrybuty. Podobny los spotyka postument Aleksandra Fredry. Pomnik hrabiego na wrocławskim Rynku równie często traci swoje słynne pióro.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Popieram