Niekoszenie trawników, a raczej rzadkie koszenie, bo wrocławskim urzędnikom zabrakło konsekwencji, miało być chronić środowisko, a miastu i ludziom zapewniać chłód i oczyszczać powietrze. W rzeczywistości co naukowiec, to inne zdanie na ten temat. Jak w rzeczywistości wygląda trawnik koszony i niekoszony urzędnicy pokazali na przykładzie Polany Popowickiej we Wrocławiu.
Suche klepisko z wiechciem spalonych słońcem łodyg. A obok zielony pas trawnika. Taki widok ukazuje się spacerującym po Polanie Popowickiej we Wrocławiu. Soczystozielona trawa pozostała w wąskim pasie przy alejkach, czyli tam, gdzie była regularnie koszona. Tam, gdzie miasto Wrocław wprowadziło tzw. ekologiczne koszenie pozostały suche obszary.
Koszenie ekologiczne to pomysł wrocławskich urzędników. Oznacza to tyle, że trawa we Wrocławiu jest koszona niezwykle rzadko. Regularnie ścinane są jedynie trawniki na skrzyżowaniach, wzdłuż chodników oraz przy alejkach i na polanach rekreacyjnych. Koszeniu trawników w mieście jedni naukowcy mówią tak, inni nie, a urzędnicy wybrali z tego to, co im pasuje. Dzięki niekoszeniu ma być ekologicznie: urzędnicy dorobili teorię, z której wynika, że takie rzadkie koszenie daje tylko korzyści. Wysoka trawa ma m.in. zatrzymywać wilgoć, chłodzić, absorbować pyły i dawać schronienie zwierzętom. Sceptycy zauważali, że miastu wcale nie chodzi o ekologię, lecz oszczędności na koszeniu. Alergicy i lekarze wskazywali, że bujny, zachwaszczony trawnik to rozpylacz wszelkich pyłków utrudniających życie alergikom. Wysoka trawa daje też schronienie zwierzętom, w tym tak licznie zamieszkującym Wrocław szczurom.
Czytaj także: Wrocław zarósł. Zza tych chaszczy nic nie widać! Skoście je, bo dojdzie do nieszczęścia!
W pierwszych latach po ogłoszeniu ekologicznego programu trawnikowego urzędnicy przekonywali, że od teraz będą we Wrocławiu łąki kwietne, a nie strzyżone na 5 centymetrów trawniki. I tylko pod warunkiem zamienienia trawników w łąki mogło się to udać. Ale wysianie w kilku miejscach nasion kwiatów nie zmieni tworzonego przez lata trawnika w łąkę. Teren nie ma też szansy zamienić się w taką łąkę, ponieważ jednak jest koszony. Tylko rzadko. Efekt rzadkiego koszenia widać na przywołanej wyżej Polanie Popowickiej, ale takich miejsc jest w mieście znacznie więcej. Z wybujałych w górę łodyg traw po ścięciu pozostaje wysuszone ściernisko.
Miasto broni jednak swojego pomysłu: - Oczywiście, że rzadsze koszenie ma sens i akurat to zdjęcie nie dowodzi niczego. Obiektywnie rzecz biorąc, koszona trawa może być bardziej zielona, światło ma dostęp do najniższych warstw, więc dzięki zjawisku fotosyntezy wytwarza chlorofile, ale nie to chodzi, choć takie trawniki też są potrzebne i wciąż takie utrzymujemy - mówi rzecznik prasowy Zarządu Zieleni Miejskiej Marek Szempliński i dodaje: - Jednocześnie jednak zostawiamy możliwie dużo rzadziej koszonej trawy, żeby zachować wilgoć, chłód i ekosystem, który w takim trawniku się rozwija, żeby ta trawa rozsiewała się samoistnie. Absorbuje ona więcej energii cieplnej na wzrost, wytwarza więcej tlenu itd. Oczywiście w pewnym momencie ona, jak każda roślina, przekwita, rozsiewa się i żółknie, wtedy ją ścinamy - sądząc po zdjęciu w tym przypadku nastąpiło to na chwilę przed jego wykonaniem. Koszeniem robimy miejsce na nowy porost. W przedstawionym przypadku ważny jest jeszcze jeden element - zielona trawa rośnie w cieniu, więc słońce jej nie wypala i może to nie mieć związku z koszeniem - przekonuje Szempliński.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze