Przedstawiamy krótkie podsumowanie mijającego roku w branży nieruchomości mieszkaniowych i prognozę na 2014 rok. Dokonał go Krzysztof Ziajka, prezes wrocławskiej firmy deweloperskiej Inkom S.A. oraz wiceprezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich oddział Wrocław.
Rok 2013 był na rynku nieruchomości całkiem korzystny – zarówno dla deweloperów, jak i osób poszukujących mieszkań. Sprzedaż odznaczała się wysoką dynamiką, a nawet była nieco większa niż w roku 2012. Decydowały o tym m.in. atrakcyjne ceny metra kwadratowego i niskie marże deweloperów, a także działania Rady Polityki Pieniężnej, która systematycznie obniżała stopy procentowe.
Początek 2013 r. nie okazał się zbyt obiecujący, ale w tym okresie zawsze następuje zauważalne spowolnienie w sprzedaży. Największy wzrost popytu zaobserwować można było w IV kwartale – klienci szukali mieszkań m.in. z uwagi na fakt, że od 2014 roku nie będzie można zaciągnąć kredytu na 100 proc. wartości nieruchomości, co dla wielu osób może okazać się dużą barierą przy zakupie.
Podobnie jak w latach ubiegłych, podstawowym kryterium wyboru nieruchomości była cena, a w dalszej kolejności lokalizacja i zaufanie do dewelopera. Klienci szukali najczęściej mieszkań dwu- i trzypokojowych o powierzchni do 50 mkw. Ma to związek przede wszystkim ze zdolnością kredytową kupujących, która utrzymywała się na poziomie 330-350 tys. zł. Na droższe mieszkania stać tylko nielicznych, dlatego deweloperzy w dalszym ciągu nie będą zainteresowani inwestycjami w mieszkania o podwyższonym standardzie.
- Według naszych prognoz, w 2014 roku sytuacja na wrocławskim rynku nieruchomości będzie stabilna. Popyt powinien utrzymać się na poziomie z roku 2013 bądź nieco wzrosnąć, natomiast ceny mieszkań zwiększa się średnio o około 5 proc. Dobrym krokiem w kierunku pobudzenia rynku jest na pewno program „Mieszkanie dla młodych”. Jednak w 2014 r. nie będzie on miał znaczącego wpływu na poziom sprzedaży mieszkań w tych województwach, gdzie wskaźnik odtworzenia mkw. jest znacznie poniżej średnich cen transakcyjnych – zauważa Krzysztof Ziajka.
Przeszkodą w realizacji zakładanych dla programu celów są bowiem bardzo niskie limity cen mkw., które warunkują uzyskanie dofinansowania – w skrajnych przypadkach niedoszacowanie sięga nawet 30 proc. W efekcie klienci zainteresowani skorzystaniem z dopłaty mogą mieć poważny problem ze znalezieniem mieszkania, które spełniać będzie tak wygórowane kryteria.
Z kolei deweloperzy, którym zależeć będzie na tym, by ich inwestycje zostały objęte programem, będą musieli szukać kolejnych oszczędności. Z jednej strony może to być lokowanie inwestycji na obrzeżach miast, a z drugiej ograniczenie kosztów związanych z budową placów zabaw, nasadzeniami zieleni czy też zagospodarowaniem terenu wokół osiedli.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze