Reklama

Wrocławski Taksówkarz: lubię swoją pracę, choć żałuję, że dzisiejsi klienci zamykają się w świecie smartfona

01/06/2018 11:37

Praca taksówkarza to ciężka kilkunastogodzinna harówka, czy może zajęcie, które nie pozwala się nudzić? W kolejnym odcinku opowiadań znanego wam już wrocławskiego taksówkarza postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy lubię swoją pracę i dlaczego?

Na wstępie warto, żebyś to ty drogi czytelniku odpowiedział sobie na pytanie: „Czy lubię swoją pracę?”. Zrób to bez zastanowienia, bo tylko intuicyjna odpowiedź nie będzie zmanipulowana przez twój mózg. Mózg to takie specyficzne narzędzie, że dzisiaj podchodzi się już z dużą dozą ostrożności do jego poczynań. Nawet świadek jakiegoś zdarzenia, który swoimi zeznaniami może pogrążyć daną osobę w procesie karnym, może zaprezentować „fakty”, które wcale nie są obiektywne, bo subiektywnie zostały zapamiętane przez jego mózg. Dlatego, jeżeli nie odpowiecie ochoczo i natychmiast, że lubicie swoją robotę, to możecie uznać, że lubicie ją średnio lub wcale. W takiej pracy gdzie członkowie załogi na kwadrans przez końcem nerwowo zerkają na zegar, nie ma co liczyć, że szef znajdzie chętnych na nadgodziny. Wystarcza wam zupełnie te ustawowe 8 godzin, które i tak są okupione cierpieniem i mękami.


Z taksówkarzami jest przeważnie inaczej. Po pierwsze nie pracują 8 godzin. Dla nich wyznaczenie sobie np. 60-godzinnego tygodnia pracy nie jest problemem. Kiedy do pracy idzie się z ochotą, to niestandardowy czas pracy nie jest karą. Jak zaczynałem tę pracę, to stwierdziłem, że jest to hipnotyczny zawód. Podobnie jak w kasynie. Tylko w taksówce każda godzina skutkuje nabytą gotówką. Będąc młodym taksówkarzem, nie mogłem skończyć dnia pracy, no bo może jeszcze 50 złotych, albo jeszcze jedna stówa. Niestety pewnego dnia doprowadziłem się do takiego stanu, że usnąłem pod płotem na Kromera w swojej taryfie. Kiedy obudziłem się po paru godzinach, ze zdumieniem zerkałem na cyferblat, tyle czasu upłynęło podczas takiej niby krótkiej drzemki. Teraz troska o zdrowie swoje i naszych klientów wyklucza takie ekscesy pracy za wszelką cenę.

Reklama

Pamiętajcie, każdemu z nas Bóg daje dobę. Jak ja wykorzystamy, tak będziemy mieli w życiu. Kiedyś na postoju taksówek obserwowałem taryfiarza, który czekając na klienta, zajmował się jakimś rękodziełem. Ot niegłupi pomysł na pracę w pracy niekolidujące ze sobą czasowo. Dzisiaj tempo życia nie zostawia nam czasu na rozwijanie zbytnio swoich talentów, dlatego zainwestowanie każdego kwadransa w siebie zawsze poskutkuje.


Nie lubicie swojej pracy? Nienawidzicie swojego szefa? Idziecie na te 8 godzin jak na tortury? To chyba już czas przeczytać książkę Reginy Brett „Bóg i tak znajdzie ci pracę”. Tam możecie znaleźć inspirację w tym co robicie zawodowo i na nowo odnaleźć sens przebywania w pracy.

Reklama

Nie ma przypadkowej pracy i przypadkowych ludzi w niej. Wszystko jest dane nam po to, aby doświadczyć, przerobić i doznać. Ja mam na przykład tak, że przyciągam świrów. Jeżeli jest jakiś świr w pobliżu, to na pewno wybierze moją taksówkę. Mam nawet swojego okresowego świra, którego faceta spotykam co parę lat w dziwnych miejscach. Werbuje mnie zawsze wtedy do służb specjalnych i raczy barwnymi opowiadaniami.


Moją pasją jest muzyka. Moja praca pozwala na ćwiczenia w pracy skal pentatonicznych i zagrywek na moim małym instrumencie. I tak parę lat ćwiczeń w taksówce owocuje jakimiś tam małym sukcesami na lokalnych scenach. Nie miałbym ani siły, ani czasu robić tego po pracy. Dlatego mam najlepszą pracę na świecie. Żałuję tylko, że dzisiejsi klienci coraz rzadziej chcą konwersować, woląc zamknąć się w świecie swojego smartfona. Rozmowa nigdy nie jest narzucana klientowi, bo szanuje się dzisiaj jego prywatność, od razu widać kto chce pogadać a kto nie.

Reklama

No więc drogi czytelniku, jeżeli masz zły okres w pracy, to od razu zamawiaj książkę Reginy Bret. Jeżeli miewasz się w pracy świetnie, to zamawiaj taksę i pogadaj z taryfiarzem, czasami możesz się zdziwić, co on może ci przekazać. Tak dopiero po latach doceniłem swojego kolegę taryfiarza z mojej pierwszej firmy. Był to architekt z zawodu i ciągle opowiadał o jakimś Langhansie. Coś tam wiedziałem o tym Langhansie, ale ta wiedza dotarła do mnie 15 lat później. Ten pan Langhans to niemiecki architekt, który zaprojektował wiele znanych budowli w tym Bramę Brandenburską i mieszkał w e Wrocławiu. Nigdy nie wiesz kto i kiedy będzie twoją inspiracją.


Dzień dobry tutaj kierowca Wikara, za trzy minuty będę u Pani pod adresem…odjazd! Kiciek


red.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości