Reklama

Wyspiański i zaskakujące kandydatki na muzę [RECENZJA, WIDEO]

26/01/2019 23:47

Na casting do roli w „Wyzwoleniu” Wyspiańskiego przyszły zaskakujące kandydatki na muzę, a ja bardzo się cieszę, że za sprawą m.in. Agnieszki Wolny- Hamkało i Martyny Majewskiej Wyspiański „zawitał” do Teatru Muzycznego Captiol. Wszak krytyk Stanisław Brzozowski napisał o nim niegdyś: „(…) myślał napięciami woli i wzruszeniem, wyrażającymi się barwą, ruchem, dźwiękiem”.

W spektaklu „Wyzwolenie: królowe” zachwyciły mnie nie tylko słowa, ale też właśnie muzyczne dźwięki (za muzykę odpowiadają Dawid Majewski oraz Daria Wilsz), ruch aktorów i barwy. Krytyk literacki Ostap Ortwin nazywał teatr Wyspiańskiego „teatrem plastycznym”. Tym bardziej doceniam pomysł, żeby na  casting do roli muzy w „Wyzwoleniu” przyszły drag queens. Dzięki temu barwy – podobnie jak u słynnego poety – obejmują w tym przedstawieniu także bohaterów, których kolorystyka została bardzo szczegółowo przemyślana i dopracowana. Bohaterowie, ich make up i kostiumy, a także oświetlenie i przestrzeń sceniczna spektaklu tworzą wizualną całość.  


Stanisław Brzozowski zauważył, że Wyspiański „czuł w sobie zbiorowe wzruszenie, które dopominało się o wyraz, który byłby tonem, barwą, ruchem i wyrastającym z nich wzruszeniem”. Coś czuję, że spektakl w reżyserii Martyny Majewskiej – choć nierówny – wzruszyłby go równie mocno, jak mnie.

Reklama

Mam jednak zastrzeżenie - moim zdaniem aktorzy chwilami za bardzo szarżowali i ich gra była momentami za bardzo przerysowana, choć rozumiem, że zapewne wynikało to z konwencji przedstawienia. Mimo wszystko na wyróżnienie zasługują rewelacyjna Klaudia Waszak jako Konrad Konrad oraz szarżujący (przeważnie udanie) Adrian Kąca jako Piotr Piękny (Ariana Konsza), ale tak naprawdę każdy z aktorów dostał swoje pięć minut i szansę na pokazanie swoich aktorskich oraz wokalnych możliwości.


Inna sprawa, że w trakcie oglądania "Wyzwolenia: królowych" zastanawiałem się, czy intencje tworców były takie, żeby stworzyć dzieło na miarę kontrowersyjnej „Klątwy”, która wywołała wielki skandal. W tym przypadku również jest to autotematyczny spektakl inspirowany Wyspiańskim, opowiadający o kondycji współczesnego artysty i sztuki, a także lekko naśmiewający się z Jana Pawła II. Jeśli chodziło o to, by zmierzyć się z „Klątwą”, nie do końca się to udało i pytanie, czy było to potrzebne.

W „Wyzwolenie: królowych”, podobnie jak to bywało u Stanisława Wyspiańskiego, zatarła się granica między dialogiem a inscenizacyjnymi uwagami. Mierzenie się z wizją teatralną na miarę talentu wybitnego poety jest wielkim wyzwaniem, ale muszę przyznać, że Agnieszka Wolny– HamkałoMartyna Majewska dobrze sobie z tym poradziły.

Ważną rolę odgrywają w tym spektaklu wspomniana wcześniej przestrzeń, w której rozgrywa się jego akcja (nie ogranicza się tylko do sceny dosłownie i w przenośni – „powiększają” ją również dialogi i monologi bohaterów) oraz odwołania do współczesnych nam czasów (chociażby do sytuacji wrocławskiego Teatru Polskiego za kadencji Cezarego Morawskiego).

Reklama

– To szalony spektakl, ale mamy nadzieje, że stanie się również diagnozą, w której będzie się można przejrzeć i odpowiedzieć sobie na różne pytania, chociażby o wspólnotowość, a także o poziom szacunku i zrozumienia dla drugiego człowieka – mówi aktor Łukasz Wójcik.


– Konwencja spektaklu pozwala odczarować patrzenie na ważnych w naszej literaturze dramaturgów i poetów jako na ludzi bogoojczyźnianych i statecznych. W bardzo wielu przypadkach były to osoby będące w awangardzie, które wyznaczały trendy. Wyspiański jak na ówczesne czasy był freakiem i nie uciekamy od tego. A przede wszystkim – staramy się mówić prawdę – podkreśla Wójcik.

Reklama

– Nie podchodzimy do tematu sztampowo, tylko ze świeżością i własnym pomysłem – zapewnia Martyna Majewska. – Pomysł być może brzmi zaskakująco, ale wydaje mi się oczywisty. Muza, którą opisuje Wyspiański, w paradoksalny sposób rymuje się z tym, co rozumiemy jako konwencję drag. Wydaje mi się, że nie jest to tylko powierzchowny pomysł bazujący na efektownym zewnętrzu. Naszym celem i zadaniem nie jest prowokacja, tylko głęboka refleksja nad kondycją artysty we współczesnej Polsce – dodała reżyserka.


I świetnie się to udało. Autorki nie pokazały w „Wyzwolenie: królowych” tylko jednego punktu widzenia, stawiając na konfrontację różnego rodzaju spojrzeń na teatr, sztukę i Polskę. Dodatkowo w jednym teatrze zmieściło się kilka osób i spora dawka ich scenicznego ruchu, a także bogactwo dramatycznego języka. W tym spektaklu dużo się dzieje, ale nie wyszedł z tego – na szczęście – przerost formy nad treścią i chcę wierzyć, że nie jest to tylko prowokacja dla prowokacji.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości