Reklama

„Co słowo ukazać się lęka”. Przepiękny hołd dla Henryka Tomaszewskiego [RECENZJA]

08/12/2019 22:54

Setne urodziny Henryka Tomaszewskiego są dla zespołu Wrocławskiego Teatru Pantomimy pretekstem do poszukiwania nowych form wyrazu i powrotem do widowiskowych choreodramów, z których słynął mistrz wrocławskich mimów. Rezultatem ich pracy jest intrygujący i przepiękny spektakl „Where do we go from here” w reżyserii Eweliny Marciniak („Śmerć i dziewczyna”).

 – Odczytując sztukę współczesną jako przykład dewaluacji słowa, kryzysu funkcji reprezentatywnej języka na rzecz fatycznej i symbolicznej, Tomaszewski w ruchu widział możliwość ominięcia drażliwości słowa oraz szansę na przekazanie tego (…) "czego słowo ukazać się lęka” – mówi choreograf Leszek Bzdyl, który współpracował kiedyś z Wrocławskim Teatrem Pantomimy.


Spektakl „Where do we go from here” to rezultat kreacji zbiorowej aktorów, z którymi nad tekstem pracowała Natasza Moszkowicz. W przepięknym (także wizualnie) i niepokojącym przedstawieniu wyreżyserowanym przez Ewelinę Marciniak kluczowa jest nie tylko estetyka, ale przede wszystkim oryginalny sposób przekazu i komunikacji z widzami. Aktorzy/performerzy intrygująco przeżywają swoje role i postaci, wchodząc w relacje z widzami.

Reklama

Twórcy spektaklu postanowili urzeczywistnić marzenie Henryka Tomaszewskiego o stworzeniu teatru ruchu, którego wyraz byłby – cytując mistrza pantomimy – „podstawowym zadaniem kreacyjnym – artykulacją ruchu i jego celem nadrzędnym – a nie jakimś dodatkiem do choreografii”. Odnoszę wrażenie, że – niczym u Tomaszewskiego – postanowili zbudować to przedstawienie od podstaw, łącząc hołd dla mistrza z „pracą w ciemno”. Aktorzy, posługując się językiem mimów, zagrali w tym spektaklu całym ciałem – zarówno mimiką, jak i ruchem pokazując wspomnienia, sny, fantazje i koszmary, w których nie wiadomo, co jest prawdą, a co fikcją.


Tomaszewski mawiał, że w teatrze interesuje go dzieło prowadzące do sytuacji ostatecznych bądź biegnących w nieskończoność, bez wyraźnego finału. „I dlatego może teatr jakiego bym pragnął, jest »teatrem okrągłym«, lub jeszcze dokładniej »teatrem kulistym«. Kulistym, ponieważ jest to pojęcie sferyczne, a ruch – istota mego teatru – rozgrywa się w trzech wymiarach i w czasie, czyli wymaga także trójwymiarowej przestrzeni. Punktem centralnym »teatru kulistego« jest człowiek, a wszystko rozgrywa się wokół niego na różnych poziomach. Teatr otacza człowieka, który powinien czuć ruch, mimo że go nie wykonuje – powiedział Tomaszewski.

Reklama

Na Scenie im. Grzegorzewskiego, gdzie wystawiono spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy, zobaczyłem przepiękny przykład „teatru kulistego”. Wielkie brawa i ogromny szacunek dla wszystkich aktorów, a także dla Nataszy Moszkowicz i Eweliny Marciniak.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości