Reklama

Reżyser „Blaszanego bębenka”: Przez brak dystansu gubimy uśmiech i radość [WYWIAD]

03/10/2018 16:11

– W „Blaszanym bębenku” jest dużo humoru, erotyki, miłości, cierpienia, ale też tańca, wesołości i radości. Budowałem swój zamysł wokół książki, którą uważam za jedną z najciekawszych w historii literatury. Jest ona mieszaniną rzeczy trudnych, poważnych, śmiesznych, romantycznych, brutalnych i patetycznych. Chciałem osiągnąć między nimi chemię podobną do tej z książki – mówi Wojciech Kościelniak, reżyser „Blaszanego bębenka”, który w sobotę, 6 października, będzie miał premierę w Teatrze Muzycznym Capitol.

Michał Hernes: W „Blaszanym bębenku” Güntera Grassa poruszona została poważna tematyka, pan tymczasem wyreżyserował na jego podstawie baśniowy musical w formie wodewilu. Skąd ten pomysł?  
Wojciech Kościelniak
: Jeśli uważnie przeczyta się książkowy pierwowzór, zwracając uwagę na język, jakim został napisany, to widać, że jest on lekki. Günter Grass w dziecięcy i pozornie bezrozumny sposób opowiedział o tematach najpoważniejszych i najbardziej brutalnych. Pomyślałem więc, że musimy znaleźć środki scenicznego wyrazu, które oddadzą zawarty w powieści sposób artykulacji jej głównego bohatera, Oskara.  Uznałem, że skoro zamknął się on w świecie trzyletniego chłopca, to będzie mówił językiem zabawek.  W książce padają słowa, że najpiękniejszym miejscem na świecie dla Oskara jest sklep Sigismunda Markusa, gdzie chodził razem z mamusią kupować blaszane bębenki i gdzie mieszkały małpki, zajączki, lokomotywy i pajace. Pomyślałem sobie, że jeśli Oskar gdzieś się schował i zamieszkał, to właśnie tam i przy pomocy swoich ulubionych bytów opowiada swoją smutną, tragiczną historię.


Wszystkie te byty zostały wzięte z literackiego pierwowzoru?
- Tak, zawsze staram się wywieść inscenizację z książki. Wydaje mi się, że ważne jest, żeby pozostać możliwie jak najbardziej wiernym autorowi, ale nie próbować stworzyć książkę na scenie, bo to się nie udaje. Książka posługuje się językiem literackim, a teatr muzyczny powinien opowiadać swoim własnym językiem.

Reklama

Jak wielkim wyzwaniem było przełożenie tego na język teatru i musicalu?
- Było to dla mnie wielkie wyzwanie choćby z tego względu, że teatr muzyczny operuje skrótem. Piosenką i formą trzeba operować tak, aby zawrzeć w spektaklu główne treści, opowiadając to samo, co Günter Grass. Albo przynajmniej się do tego zbliżyć.   


Grass napisał tę książkę przepięknym językiem. Pytanie brzmi, jak ułożyć i napisać równie przepiękne piosenki?
- To również było wielkie wyzwanie. Powodem dopisania piosenek raz był monolog, a innym razem dialog lub scena. Bardziej niż kiedykolwiek staraliśmy się opowiadać w tym spektaklu przy pomocy muzyki, piosenek i dźwięku, które same w sobie także mają rangę interpretowania. Dźwięk i muzyka, w zależności od instrumentacji, melodyki i rytmu, również są interpretacją. Trzeba tylko umieć to czytać i być otwartym na to, że ten spektakl będzie się posługiwał językiem teatru muzycznego, a nie dramatycznego.

Reklama

Jakie dźwięki i muzykę można usłyszeć w tym musicalu?
- Znakomity kompozytor Mariusz Obijalski oparł się na stylistyce mało u nas znanego amerykańskiego zespołu Squirrel Nut Zippers, który jest niezwykle ciekawy, a także na utworach Gogol Bordello i innych zespołów bazujących na folkowej i wczesno-jazzowej nowoorleańskiej stylistyce.


Warstwa wizualna również odgrywa w „Blaszanym bębenku” ważną rolę.
- Anna Chadaj, z którą drugi raz mam przyjemność pracować, ma niezwykłą wyobraźnie i wprowadziła do tego spektaklu plastykę. „Blaszany bębenek” oparty jest na zbiorowości, która buduje nie tylko sceny, ale też często scenografię i zdarzenia. W tym musicalu jest mniej scenografii, ale za to dużo ludzi, kostiumów i miejsc. Musical wymaga energii, więc ilość siły i dynamiki płynącej ze sceny również powinna być spora. Mam nadzieje, że udało nam się zachować w nim odpowiednie proporcje.  

Reklama

Czy w tym wszystkim nie umknie, nie zagubi się poważna tematyka „Blaszanego bębenka”?
- Mam nadzieje, że nie, ale nie mnie to oceniać. Powtórzę: stworzony przez Grassa język, którym operuje sam Oskar, nie jest tak śmiertelnie poważny, jakby się nam wydawało. To co prawda książka z najwyższej literackiej półki, ale nie oznacza to, że została napisana bez dystansu i że tak należy do tego podchodzić na scenie.


Czy tego dystansu brakuje współcześnie wielu Polakom?
- Moim zdaniem tak. Żyjemy w świecie, w którym wszystko staje się polityczne, przesadnie ważne i mroczne. Gubimy przez to uśmiech i radość.

Reklama

Czy w takim razie "Blaszany bębenek" to spektakl polityczny?
- Jeśli jest polityczny, to tylko w ramach zawartych w nich metafor, nie idziemy natomiast z transparentem na głowie, że lubimy tych, a tamtych już nie. Opowiadamy historię i albo będzie ona działała na kogoś politycznie, albo nie. Nie skupialiśmy się jednak na tym, żeby opowiedzieć polityczną historię. Chociaż, oczywiście, są tam jej elementy.


A jednak flagi wiszące na Capitolu wywołały zamieszanie i nie wszystkim się spodobały.
- Tak, ale proszę zauważyć, że ten plakat funkcjonował dużo wcześniej i nikt się nim nie bulwersował. Kłopot zaczął się w momencie, gdy flagi zawisły na budynku przypominającym hitlerowskie gmachy. Nie wiem, czy było to świadomym zamysłem. W 1973 troku Wiktor Górka stworzył plakat filmu „Kabaret” złożony z kobiecych nóg układających się w symbol swastyki. Niedawno IPN przygotował zaś wielki baner w hołdzie polskim żołnierzom walczącym na różnych frontach i na tej reklamie pojawiła się swastyka bez żadnej przeróbki. Nikogo to nie bolało. Odnoszę więc wrażenie, że to kwestia kontekstu, budynku i koloru. Capitol nie zawiesił tam swastyki, tylko wiatraczek, zgodnie zresztą z zabawkową konwencją. Trudno jednak uciec od historii.

Reklama

Czyli ci, którzy wybiorą się do Capitolu nie muszą się martwić polityką i dostaną dobrą zabawę?
- Oczywiście. Żyjemy w czasach, w których nie da się uniknąć polityki. Polityczny był „Kabaret” Boba Fosse’a,  ale to przede wszystkim świetny musical. Staramy się tak opowiadać nasze historie, żeby były musicalowe.


To więc musical i zabawa, czy też chodzi w nim także o to, by powiedzieć coś więcej?
- Mam nadzieje, i tego chcemy, że to musical, który mówi coś więcej.


A jednocześnie można się na nim zaśmiać.
- Oczywiście, idąc za literą Güntera Grassa – jest tam dużo humoru, erotyki, miłości, cierpienia, ale też tańca, wesołości i radości.

Reklama

Czy dobre komedie powstają często w kontrze?
- Tak się zdarza.


Czy taki był wasz zamysł?
- Budowałem swój zamysł wokół książki, którą uważam za jedną z najciekawszych w historii literatury. Jest ona mieszaniną rzeczy trudnych, poważnych, śmiesznych, romantycznych, brutalnych i patetycznych. Chciałem osiągnąć między nimi chemię podobną do tej z książki.  


Czy Polacy mają problem z autoironią?
- Moim zdaniem – bardzo. Mamy kłopot z dystansem do siebie samych, z autoironią, a także z twórczym i rozsądnym przerabianiem własnej historii.

Reklama

Czy musicale mogą pomóc to zmienić?
- Mogą nas nauczyć dystansu, zabawy i być dla nas dobrym lustrem.


Czy wierzy pan, że spektakle takie jak „Blaszany bębenek” zmienią publiczność?
- Gdybym w to nie wierzył, nie robiłbym takiego spektaklu. Pytanie brzmi, ile osób uda nam się przekonać. To zawsze zagadka.




Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości