Poranny przejazd autobusem miejskim zakończył się dramatycznie dla 13-letniego Tomasza z Wrocławia. Chłopiec dostał ataku epilepsji, a jego rodzina twierdzi, że nie otrzymał pomocy od kierowcy. Sprawę bada policja, a MPK analizuje monitoring.
Sprawa ujrzała światło dzienne po emocjonalnym wpisie babci chłopca w mediach społecznościowych. Kobieta zaapelowała o pomoc w odnalezieniu świadków zdarzenia, do którego miało dojść w środę, 17 czerwca, między godz. 7:05 a 7:30 w autobusie linii 144 jadącym w kierunku Różanki i ul. Kamieńskiego.
Z jej relacji wynika, że 13-letni Tomasz podczas drogi do szkoły dostał ataku padaczki. - Kierowca autobusu zwyczajnie go wyrzucił z niego, nie pomógł - napisała. Chłopiec miał następnie stracić przytomność już na ulicy.
Nieoficjalne ustalenia Radia Wrocław wskazują, że kierowca miał nie reagować na sytuację i pozostawić nastolatka bez pomocy. Chłopiec ostatecznie sam zdążył zadzwonić na numer 112, zanim stracił przytomność.
Sprawą zajęła się policja i miejski przewoźnik. MPK Wrocław nie dostało sygnału od żadnego z kierowców, że doszło do takiej sytuacji. Dlatego będzie sprawdzony monitoring we wszystkich autobusach, w którym mogło dojść do incydentu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze