Zdarza wam się zwolnić przed patrolem policji, a zaraz po jego minięciu znów nacisnąć na gaz? Dziś takie cwaniactwo może słono kosztować. Policja prowadzi bowiem na całym Dolnym Śląsku akcję "kaskadowy pomiar prędkości". Na czym to polega?
Kaskadowy pomiar prędkości to nic innego, jak takie rozstawienie policyjnych patroli, by na jednym odcinku drogi było ich kilka. Kierowcy, którzy myślą że po minięciu funkcjonariuszy z drogówki z radarem mogą znów przyspieszyć, po chwili zostają zatrzymani przez następny patrol. Przez cały piątek policja patroluje w ten sposób te miejsca na Dolnym Śląsku, w których piraci drogowi nagminnie łamią przepisy. A to oznacza, że w samym Wrocławiu patroli można się spodziewać na al. Sobieskiego, Lotniczej czy Legnickiej. Ale nie tylko.
- Nawet najbardziej bezpieczny samochód, nie daje gwarancji na przeżycie kierowcy i pasażerom przy dużych prędkościach. Dlatego też policjanci w ramach dzisiejszych działań, prowadzą pomiary prędkości zarówno statycznie, jak i dynamicznie - mówi asp. szt. Łukasz Dutkowiak, rzecznik dolnośląskiej policji. Oznacza to, że na drogach zarówno spotkamy patrole stojące na poboczu, jak i nieoznakowane radiowozy wyposażone w wideorejestratory.
Policjanci przypominają, że ważne są nie tylko znaki. Czasem nawet jeśli pozwalają na jazdę z jakąś prędkością, kierowca powinien zwolnić jeszcze bardziej. - Bezpieczna prędkość to taka, która zapewnia kierującemu całkowite panowanie nad pojazdem oraz jest dostosowana do natężenia ruchu, obowiązujących ograniczeń prędkości, warunków atmosferycznych, stanu nawierzchni i własnych umiejętności - podkreśla Dutkowiak.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze