Pamiętam jak moja mama co rok we wrześniu wystawała w kuchni po kolana w jabłkach. Robiła kompoty, musy, soki, a przede wszystkim - tę najlepszą szarlotkę na świecie. Wtedy nie rozumiałem, czemu ona tak się upiera na te konkretne jabłka od sąsiada, a w sklepie przecież też były.
Dopiero po latach, jak sam zacząłem piec szarlotki, zrozumiałem sprawę. Nie każde jabłko nadaje się do ciasta czy przetworów. Te czerwone, lśniące z marketu? Świetne do zjedzenia, ale do pieczenia się nie nadają. Rozpadają się albo robią się jak guma. Straszne rozczarowanie.
Prawda jest taka - jeśli chcesz robić przetwory albo upiec szarlotkę, która nie będzie mokra i rozklejona, musisz mieć odpowiednie jabłka. I najlepiej swoje, z własnego drzewa. Bo wtedy wiesz co w nich jest i nie wiesz co z nimi robią w tych sadach przemysłowych.
Wiesz co jest w tych starych odmianach takiego, czego nie ma w nowych? Charakter. Te nowoczesne są może ładniejsze, większe, bardziej kolorowe. Ale w środku? Woda z cukrem.
Stare odmiany mają ten kwas, który sprawia że szarlotka ma SMAK. Nie tylko słodycz, ale prawdziwy, jabłkowy smak. Plus są twardsze, więc nie rozlażą się w cieście jak banan.
Słodkie jabłka w cieście to katastrofa. Wychodzi taka mdła papka, którą można jedynie ratować cytryną. A jabłka kwaskowate same dodają tej świeżości, pikanterii. I co najważniejsze - trzymają formę podczas pieczenia.
Moja mama mówiła zawsze: "Jak jabłko jest za słodkie żeby je zjeść, to na szarlotkę się nie nada". I miała rację.
Pierwszy raz jak zobaczyłem Szarą Renetę, pomyślałem że ktoś żartuje. To jabłko jest... no cóż, brzydkie. Skórka szorstka, jakby pokryta szarym nalotem, kolor nijaki. Gdyby leżało w markecie obok Red Delicious, nikt by go nie kupił.
Ale jak je przekroisz i spróbujesz? To dopiero wtedy zaczyna się magia. Ten winno-korzenny smak, ta kwaskowatość - idealne do szarlotki. I twardość! Możesz piec godzinę, a kawałki jabłka dalej trzymają kształt.
Szara Reneta dojrzewa późno - koniec września, początek października. Ale to nie koniec historii. Te jabłka nabierają najlepszego smaku dopiero po kilku tygodniach leżakowania. W grudniu są już idealne.
I możesz je trzymać do marca! Wyobraź sobie - świeża szarlotka w lutym z własnych jabłek. To jest coś.
Drzewo jest całkiem odporne na choroby, co jest dużym plusem dla leniwych ogrodników takich jak ja. Oczywiście trzeba je przyciąć wiosną i podlać w susze, ale to tyle. Reszta idzie sama.
Jeśli szukasz sadzonki Szarej Renety, to warto stawiać na sprawdzone szkółki, które hodują rośliny przystosowane do naszego klimatu.
Antonówka to jest legenda. Mój dziadek mówił, że to jedyne jabłko, które przetrwa syberyjski mróz. I pewnie dlatego w Polsce była uprawiana masowo przez dziesięciolecia.
Potem przyszły czasy supermarketów i Antonówka zniknęła z rynku. Za brzydka, za kwaśna, za niemodna. Ale ostatnio wraca - ludzie znowu doceniają jej walory.
Po pierwsze - kwas. Antonówka jest na tyle kwaśna, że niektórzy w ogóle nie jedzą jej na surowo. I to jest dokładnie to, czego potrzebujesz do kompotów, musów i szarlotek.
Po drugie - aromat. Ten charakterystyczny, lekko landrynkowy zapach Antonówki to coś, czego nie dostaniesz w żadnej nowej odmianie. Jak zaczniesz kroić te jabłka do ciasta, cała kuchnia będzie pachnieć.
Po trzecie - wydajność. Antonówka plonuje jak szalona. Jedno drzewo może dać tyle jabłek, że przez pół zimy będziesz robić przetwory.
Pierwszy - Antonówka nie leży długo. Do końca listopada i koniec. Więc albo robisz przetwory od razu, albo możesz zapomnieć.
Drugi - drzewo plonuje naprzemiennie. Jeden rok dużo, drugi mniej. Ale można to ogarnąć przez przerzedzanie zawiązków - wtedy plony będą bardziej równomierne.
Sprawdzone sadzonki Antonówki dostaniesz w profesjonalnych szkółkach, które gwarantują, że drzewka są zdrowe i dobrze ukorzeniają się po posadzeniu.
Złota Reneta to taki brat Szarej Renety, tylko ładniejszy. Ma złotożółty kolor i bardziej gładką skórkę. Smak też jest delikatniejszy - mniej kwaśna, bardziej aromatyczna.
Do przetworów świetna, szczególnie jak lubisz łagodniejsze smaki. Ale uwaga - Złota Reneta jest bardziej wrażliwa na choroby niż Szara. Trzeba ją bardziej pilnować.
Jeśli jesteś początkującym ogrodnikiem - Szara Reneta jest bezpieczniejsza. Mniej choruje, łatwiej się uprawia. Jak już nabierzesz doświadczenia, możesz spróbować Złotej.
A najlepiej posadź obie. Będziesz mieć różnorodność smaków i jak jedna zawiedzie, druga uratuje sytuację.
To zależy od tego, co chcesz robić z tymi jabłkami i ile masz miejsca w ogrodzie.
Masz mały ogród, chcesz robić szarlotki przez całą zimę? Bierz Szarą Renetę. Leży do marca, więc będziesz mieć świeże jabłka nawet w lutym.
Zależy ci na przetworach i robisz ich dużo? Antonówka da ci tyle jabłek, że zabijesz się robiąc kompoty. Plus ten aromat jest nie do podrobienia.
Lubisz eksperymentować i masz czas na opryski? Złota Reneta to coś dla ciebie. Ładna, smaczna, ale wymaga uwagi.
Ważna sprawa - te wszystkie odmiany są obcopylne. Co to znaczy? Że same się nie zapylą. Musisz mieć drugie drzewo w okolicy, które kwitnie w tym samym czasie.
Najprościej - posadź dwa różne drzewa. Na przykład Szarą Renetę i Antonówkę. Będą się wzajemnie zapylać i obydwa będą owocować.
Jeśli masz sąsiada z jabłoniami - sprawdź czy kwitną w maju. Jak tak, to może wystarczy. Ale ja bym się nie polegał - swoje drzewo zapylające to pewność plonów.
Sadzenie jabłoni nie jest jakoś super skomplikowane, ale są rzeczy, które musisz wiedzieć, żeby nie stracić roku albo całego drzewka.
Najlepiej jesienią, przed pierwszymi mrozami. Wtedy drzewo ma czas się zakorzenić przed zimą, a wiosną od razu rusza w wzrost. Ja sadze zawsze we wrześniu - idealny czas.
Można też wiosną, jak tylko ziemia rozmarzła. Ale wtedy musisz dużo podlewać, bo drzewko rośnie i potrzebuje wody.
Słońce, słońce i jeszcze raz słońce. Jabłonie lubią światło. Jak posadzisz w cieniu, będziesz miał cherlaka, który co drugi rok da kilka kwaśnych jabłuszek.
Gleba powinna być żyzna i dobrze przepuszczalna. Antonówka radzi sobie nawet na piachu, ale reszta lubi lepszą ziemię. Jak masz glinę ciężką, dodaj piasku i kompostu do dołu.
Pierwszy rok - podlewanie jest kluczowe. Ja lałem po 20 litrów dwa razy w tygodniu w susze. Brzmi dużo, ale drzewko musi się zakorzenić.
Drugi rok - nawożenie na wiosnę. Wystarczy jakiś uniwersalny nawóz do drzew owocowych. Nie przesadzaj, bo będziesz miał same liście i zero owoców.
Trzeci rok - cięcie. Wiosną obetnij zbyt długie gałęzie i te, co rosną w środek korony. To pozwoli drzewu rosnąć w dobrym kształcie.
Nie kupuj sadzonek w marketach budowlanych. Serio. Tam często mają odmiany z zupełnie innych stref klimatycznych albo chore drzewka. Potem się dziwisz, że drzewo zdycha albo nie owocuje.
Lepiej trochę zapłacić więcej w porządnej szkółce, ale mieć pewność. Na przykład Sadowniczy.pl ma dobre opinie i sadzonki naprawdę dobrze się przyjmują.
Miejsce szczepienia musi być nad ziemią! Jak zakopiesz je w glebie, drzewo zacznie puszczać korzenie powyżej szczepienia i stracisz wszystkie zalety podkładki. A jak jest za wysoko, korzenie wysychają.
Zasada prosta - miejsce szczepienia 5-10 cm nad ziemią po osiadnięciu gleby.
Wiem, wiem, szkoda ciąć młode drzewko. Ale musisz. Po posadzeniu skróć główne gałęzie o około jedną trzecią. To zmusi drzewo do robienia nowych, mocniejszych pędów.
Jak tego nie zrobisz, będziesz miał chudy badyl z drobnymi gałązkami.
Podsumujmy to prosto:
Szara Reneta - dla tych, którzy chcą robić szarlotki przez całą zimę. Długo leży, świetnie smakuje, łatwa w uprawie.
Antonówka - dla fanów przetworów i soków. Mnóstwo owoców, fantastyczny aromat, ale trzeba szybko przerobić.
Złota Reneta - dla doświadczonych ogrodników, którzy lubią wyzwania i łagodniejsze smaki.
Idź w Szarą Renetę. Naprawdę. Jest najbardziej uniwersalna i najmniej problematyczna. Daje dobre plony, długo leży, świetnie smakuje. To bezpieczny wybór.
Ale pamiętaj o zapylaczu - musisz mieć drugie drzewo w promieniu 50 metrów. Albo poproś sąsiada, żeby posadził swoją jabłoń.
Jesień to najlepszy moment na sadzenie jabłoni. Ziemia jest jeszcze ciepła, drzewka są w spoczynku, idealnie się przyjmą. A wiosną od razu ruszą w wzrost.
Nie czekaj na idealne warunki albo idealny moment. Idealne warunki nie istnieją. Posadź teraz to, co możesz. Za trzy lata będziesz piec szarlotki z własnych jabłek i dziękować sobie z przeszłości.
A jeśli nie wiesz od czego zacząć albo potrzebujesz porady, zajrzyj do profesjonalnej szkółki. Ludzie tam naprawdę znają się na rzeczy i pomogą dobrać odpowiednią odmianę do twoich warunków.
Powodzenia z sadzeniem i smacznych szarlotek!
Artykuł sponsorowany
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze