Reklama

Jan Jakub Kolski o „Ułaskawieniu": „To było wielkie bohaterstwo i szalona odwaga” [WIDEO-WYWIAD]

23/02/2019 21:44

– Chciałem podzielić się z innymi tą historią, ale najpierw musiało minąć kilka lat, kiedy to szukałem właściwych słów. To film o wielkiej i szalonej odwadze. O odwadze mojej babci we wznoszeniu tego, że jej syn, ledwo żywy i ciężko ranny, leży w stodole i ukrywa się Popielawach – Jan Jakub Kolski opowiada o filmie „Ułaskawienie”.

Z urodzonym we Wrocławiu reżyserem spotkaliśmy się przy okazji premierowego pokazu w Dolnośląskim Centrum Filmowym. – To było dla mnie dziwne odkrycie, że we Wrocławiu na miejscu starego dworca autobusowego znajduje się nowoczesny hotel – mówi Jan Jakub Kolski. – Zatrzymując się w tym hotelu, w pewnym sensie mieszkałem na stanowisku nr 7, z którego odjeżdżałem kiedyś autobusem do Popielaw. Poprosiłem o pokój z widokiem na Dworzec Główny, żeby przywołać wspomnienia. Odczuwam natomiast silną potrzebę, żeby wybrać się na Wzgórze Partyzantów, gdzie kiedyś chadzałem jako chłopiec. Pamiętam, że w latach 60-tych oczyszczono tam fosę i wydobyto z niej zadziwiająco dużo powojennych pocisków, broni i hełmów – wspomina reżyser.


– W latach Solidarności pod czułym okiem księdza dr Jerzego Rasiaka kręciliśmy we Wrocławiu filmy w kościelnym podziemiu – mówi Jan Jakub Kolski. – Kardynał Gulbinowicz bardzo nas lubił i wspierał. Były to filmy o świętych i Solidarności, które przemycaliśmy z Jarkiem Żamojdą do Paryża, gdzie trafiały np. do Mirosława Chojeckiego. Jechaliśmy kiedyś do niego, gubiąc rozmaite pogonie i przesiadając się z auta do auta niczym w filmie sensacyjnym – dodaje filmowiec, który nie planuje jednak wyreżyserować autobiograficzny film o tej tematyce.

Reklama

Zrealizował natomiast „Ułaskawienie”, zainspirowane losami jego dziadków. – Chciałem podzielić się z innymi tą historią, ale najpierw musiało minąć kilka lat, kiedy to szukałem właściwych słów. To film o wielkiej i szalonej odwadze. O odwadze mojej babci w wznoszeniu tego, że jeden syn, ledwo żywy i ciężko ranny, leży w stodole i ukrywa się Popielawach. Jej córka, czyli moja mama, została wywieziona do Lubochni do rodziny. Druga córka zmarła natomiast w szpitalu w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie zrobiono jej fikcyjną operację – opowiada Kolski. 


– Ten film powstał z potrzeby zadośćuczynienia dziadkom za wielkie upokorzenia, których doświadczyli. Z drugiej strony marzę o świecie, w którym nie będą potrzebni bohaterowie i wystarczy normalne bycie. Może to staroświeckie, ale wyobrażam sobie reżysera jako inżyniera dusz, który przypomina o tym, że warto ze sobą rozmawiać, a nie godzić się nieprawdziwy podział na nas i ich – dodaje filmowiec.

Reklama

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości