Guy Ritchie wyreżyserował film o drobnym cwaniaku, który musi zostać królem. Pytanie, czy w tej zadymie jest metoda?
Wybitny krytyk filmowy Zygmunt Kałużyński wymyślił nazwę mojej ulubionej kategorii filmów, to znaczy takich, na których człowiek bawi się jak prosie. Najlepiej spróbować wyłączyć wtedy myślenie, rozsiąść się wygodnie w kinowym fotelu i na czas seansu zawiesić niewiarę w kuriozalność tego, co widzi się na ekranie. Być może to najlepszy sposób na „Króla Artura” w reżyserii Guya Ritchiego.
Angielski filmowiec zasłynął gangsterskimi i zawadiackimi kryminałami takimi jak np. „Porachunki”. Wymieniano go nawet jako kandydata do wyreżyserowania „Bonda”. Patrząc na jego ostatnie filmy (np. „Kryptonim U.N.C.L.E.”) można pomyśleć, że albo się wypalił, albo nie potrafi się odnaleźć w hollywoodzkich realiach.
Niestety, „Król Artur: Legenda miecza” potwierdza tę tezę. Sam pomysł jest świetny – tytułowy bohater to drobny uliczny cwaniaczek, który nieoczekiwanie dla siebie musi się zmierzyć z poważnymi wyzwaniami. Niestety, grający go Charlie Hunnam nie ma w sobie charyzmy i wypadł bardzo nijako. Poziom trzyma natomiast Jude Law w roli tragicznej makbetowskiej postaci, której z kolei zabrakło głębi.
Jako fan celtyckich legend jestem niepocieszony, że zabrakło w tym filmie Merlina. Zwłaszcza, że wolałbym zobaczyć tego maga zamiast kuriozalnych dużych słoni. Niby magii jest w tej produkcji dużo, ale wzbudzającej raczej ambiwalentne uczucia.
Guy Ritchie zrealizował ten film z wielką pompą, ale w trakcie seansu nie poczułem ani epickiego oddechu wielkiej przygody, ani ciarek na plecach. To jednak poprawna rozrywka, którą – wyłączając myślenie – oglądało mi się bez większego bólu.
Czy w tej zadymie jest metoda? Niekoniecznie, ale fani kina przygodowo – historycznego z elementami fantasy być może znajdą w tym filmie coś dla siebie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze