Michał Jaros może się cieszyć bowiem nowym przewodniczącym partii na Dolnym Śląsku jest już dłużej niż Rafał Trzaskowski był prezydentem RP. Podobno Jaros wygrał wybory w partii rządzącej w Polsce tylko dlatego, że jego konkurentka kiedyś ośmieliła się napisać o innym działaczu, że to „naprawdę zły człowiek". Z zamieszania w KO cieszą się działacze PiS – w myśl jakże ludzkiej zasady „syf nie tylko u nas". Choć chyba wszyscy wiedzą gdzie większy. I w ramach odreagowania postanowili kontynuować walkę z regermanizacją Wrocławia uznając, że jak w Rynku będzie porządek, to będzie jak za Niemca.
Co dalej z wyborami szefa dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej, które według oficjalnego komunikatu wygrał wiceminister Michał Jaros z wicemarszałek Moniką Wielichowską sześcioma głosami - 949 do 943?
Michał Jaros wyznał krótko na antenie Radia Wrocław: „Wszystko już za nami, protestów nie komentuję, nieprawidłowości nie widziałem. Jestem przewodniczącym KO na Dolnym Śląsku”.
- Burdel był niesamowity – wyznał szczerze jeden z członków KO, który widział więcej niż przewodniczący. – Niektórzy to się zastanawiali czy stoją w kolejce do urny czy do toalety, bo jakoś tak było mało wyborczo, zwłaszcza, że ludzie chodzili z tymi kartami gdzie popadło.
Inni też widzieli, a najbardziej niepokoiło to, że na oficjalny protokół czekano kilkanaście godzin, co powodowało, że niektórzy podejrzewali, iż niektórych głosów to szukano we wspomnianej toalecie. Wiele wiedzieli też współpracownicy Moniki Wielichowskiej, która w związku z tym złożyła protest. Przy takiej różnicy każdy by złożył.
Dość mocno zaciekawiła mnie też motywacja niektórych głosujących - członków partii rządzącej w Polsce. Oto jak donosi „Gazeta Wyborcza”, Wielichowska przegrała na przykład głosowanie w Wałbrzychu, ponieważ „ To za Romana Szełemeja. Kilka miesięcy po wyborach parlamentarnych, w czerwcu 2024 roku oni się spotkali. Wtedy Monika pozwoliła sobie na coś, co w polityce jest jednak niezbyt akceptowalne”. A mianowicie: „ napisała w mediach społecznościowych, oczywiście nie podając nazwiska, że prezydent Wałbrzycha to naprawdę zły człowiek”.
Pytanie co z tym wszystkim zrobi centrala i jakie zdanie ma na temat Romana Szełemeja. Część działaczy zakłada, że aby uniknąć kolejnych kompromitacji, Warszawa to odpuści i przyklepie wyniki. Tylko na ile zdeterminowany jest Donald Tusk, by odsunąć Michała Jarosa od władzy w partii? Po coś przecież Wielichowską namówił do startu, bo sama wicemarszałek, zwłaszcza na początku, raczej do tego pomysłu nie była przekonana. No i czy wystarczy im siły na tę rozróbę, bo teraz mają pełno otwartych frontów. Zwłaszcza o ten cały SAFE, bez którego, jak słyszę te paniczne głosy, to Polska zniknie z mapy Europy i chyba nawet Słowacja nas pokona, nie tylko w hokeja.
Przy tej okazji przyznam Państwu, że ze zdumieniem patrzę na te wszystkie omnibusy, które tak zaciekle dyskutują o tych pieniądzach. Jak oni wszyscy się znają na finansach, na działalności NBP, uzbrojeniu, wojskowej strategii. Normalnie to ludzie takie zagadnienia latami studiują na uczelniach, a tu pyk, wystarczy włączyć jakieś media społecznościowe i Niagara mądrości. Ja się na tym wszystkim nie znam, choć intensywność walki rządu o te pieniądze zaczyna faktycznie wyglądać podejrzanie. Do tej pory słyszałem, że wojsko mamy ustawione na najwyższym poziomie, nikt nam nie zagrozi, pomagamy armii ukraińskiej, jesteśmy prawie najbogatszym krajem, a tu taka awantura o kasę na te sprawy? Zwłaszcza, że toczą ją środowiska pod przewodnictwem dwóch tuzów, którzy jeszcze niedawno przekonywali nas, że Putin nie jest taki groźny, choć atakował różne kraje od początku, że trzeba Władimira polubić i przytulić, a teraz mamy się go bać? Poza tym, Radosław Sikorski jak był w rządzie u Kaczyńskiego, to twierdził, że Tusk się nie nadaje, jak jest w rządzie Tuska to Kaczyńskim pomiata. To wreszcie która wersja naszego premiera i szefa MSZ jest prawdziwa? Nabierzemy „chwilówek”, windykatorzy od pani Ursuli będą nas nękać, a oni znów powiedzą: przytulać Władimira! Jak mówiłem, na wojsku i NBP się nie znam, ale pytania się rodzą w myśl zasady qui rogat, non errat.
No właśnie, czy w momencie kiedy szefowie KO zajmują się takim sprawami, to zechcą wesprzeć Monikę Wielichowską? Pytanie też takie: na ile zdeterminowani są ci wszyscy ministrowie i posłowie, którzy tak licznie i hucznie wsparli wicemarszałek? Bo dla nich odsunięcie Jarosa od władzy było dość istotne, a teraz okazało się, że ich poparcie nic nie znaczy. Mówiąc brutalnie: im też zależy na wyjściu z tego z twarzą.
Tylko, że z tej sytuacji dobrego wyjścia nie ma i ferment nie ustanie. Ale to Donald rządzi, Donald radzi, Donald nigdy… cię nie zdradzi? Tu trzeba by spytać senatora Grzegorza Schetynę.
Z całego zamieszania w KO ucieszyli się w dolnośląskim PiS. Poseł Paweł Hreniak z uśmiechem na twarzy napisał: „W Dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej niezły cyrk. (…) Kampania też przebiegała w „demokratycznej" atmosferze – obie strony szukały haków na kontrkandydata i jego środowisko. Dodatkowo posłowie KO w większości poparli Wielichowską, co w przyszłości na pewno wygeneruje kolejne konflikty. Jak na to nałożyć jeszcze awanturę w strukturach Platformy we Wrocławiu, powiecie wrocławskim i sejmiku – to mamy prawdziwą zabawę”.
Obwieścił to polityk, który od wielu miesięcy rządzi PiS we Wrocławiu i za jego rządów partia zaliczyła jeden z gorszych wyników w wyborach samorządowych, a wspierany przez Hreniaka kandydat na prezydenta Wrocławia przegrał nawet z prawie nikomu nieznaną posłanką Izabelą Bodnar.
Będąc stłamszonym przez panie alfa – europosłankę Annę Zalewską i posłankę Elżbietę Witek – podobno nawet sam mało kiedy prowadzi zebrania partyjne w mieście.
I to chyba o Hreniaku w ubiegłym roku napisał jeden z bardziej znanych radnych PiS Andrzej Kilijanek: „W tej chwili na czoło Prawa i Sprawiedliwości w regionie wysuwani są ludzie, którzy po prostu nie mają autorytetu i nie zasługują na to, żeby reprezentować Prawo i Sprawiedliwość”.
Byłemu wojewodzie chyba zapomniało się także, że jesienią doszło do rozłamu w sejmikowym klubie PiS, gdzie przeciwnicy frakcji Hreniaka, Sitek i Zalewskiej ogłosili: „Niestety, część polityków i działaczy, którzy wielokrotnie przedkładali własne ambicje nad dobro naszej formacji, doprowadziła w klubie Prawa i Sprawiedliwości Sejmiku Dolnośląskiego najpierw do ostrego konfliktu, a następnie do podziału”.
Czyli jak to napisał pan Hreniak? „Jak na to nałożyć jeszcze awanturę w strukturach Platformy (pewnie chodzi o KO – red.) we Wrocławiu, powiecie wrocławskim i sejmiku – to mamy prawdziwą zabawę”. Nie wiem, która lepsza…
A ten podział w klubie w PiS w sejmiku to robi się coraz ciekawszy. Wiadomo bowiem, że był to jeden z elementów przygotowujących do rozłamu w partii. Część działaczy opowiedziała się za Mateuszem Morawieckim. Na Dolnym Śląsku tej frakcji przewodzi posłanka Mirosława Stachowiak-Różecka, która już pośrednio za to została wzięta na celownik przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego i ma odpowiadać przed jakąś komisją partyjną. I wszystko szło w kierunku separacji. Liczono, że jak prezes na konwencji nie ogłosi Morawieckiego kandydatem na premiera w przyszłym i ewentualnym rządzie PiS, to ten weźmie swoje zabawki i kolegów i stworzą nową partią. Ale prezes Morawieckiego nie ogłosił i nic takiego się nie stało. Kilku zbuntowanych radnych w Sejmiku nadal poza klubem swojej partii i nie bardzo wiedzą co tu robić. Są trochę w podobnej rozterce jak legendarny aktor Jan Himilsbach z nauką angielskiego. Kiedyś przypominałem tę anegdotę, ale na wszelki wypadek przypomnę raz jeszcze. Jan Himilsbach kiedyś się chwalił, że rolę w filmie zaproponował mu sam Steven Spielberg. Pod jednym warunkiem: musiał nauczyć się angielskiego. – I co, uczysz się? – pytali znajomi. – Nie. Jeszcze nie. Spielberg się rozmyśli, a ja z tym angielskim zostanę jak ten .... – odpowiadał Himilsbach.
Mają dylemat działacze PiS spoza klubu PiS. A w przyszłym roku już wybory parlamentarne i z jakiej listy by tu mieli wystartować… Od jakiegoś czasu pojawiają się sugestie, że z braku laku może podejmą jakąś cichą współpracę z KO. Jak tam „prawdziwa zabawa” i tu „prawdziwa zabawa”… Choć jakoś sobie nie wyobrażam, by jakiś polityk z PiS mógł się pojawić na listach Koalicji Obywatelskiej. Bez względu czy będzie nią rządzić Michał Jaros czy Monika Wielichowska.
Nie wiem czy to ta frakcja, czy ta bardziej związana z Hreniakiem, może z braku innych perspektyw, postanowiła po raz któryś tam z kolei rozpętać lekką awanturę o niszczenie Rynku. To taki wrocławski evergreen, jak potwór z Loch Ness czy Paskuda z Zalewu Zegrzyńskiego. Od kiedy ekipa prezydenta Bogdana Zdrojewskiego wyremontowała Rynek, to co jakiś czas powraca temat co tam może być, a co nie. A teraz, ponieważ sprawą zajął się konserwator Daniel Gibski, który PiS i prawicy podpadł koncepcją odnowienia mostu Grunwaldzkiego według niemieckiego pierwowzoru, to pojawiły się pogłoski że za atakami w sprawie Rynku pewnie znów stoi PiS. I to jakoby sugerujący, iż zapewne Rynek ma też być jak za Niemca… Jeśli to prawda, to odsyłam do starych fotografii, zwłaszcza z początków XX wieku. I proszę, tylko nie jak za Niemca! I nie dlatego, że był Niemcem…
Powiem Państwu, że ta powszechna nieznajomość rzeczy, w każdym z przywołanych tematów, skrzętnie skrywana pod płaszczykiem walki o dobro Polski i Wrocławia, coraz mocniej zaczyna mi przypominać krótki dialog z często przeze mnie cytowanego dzieła „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”, w której ów słynny szeregowy też wszystko wiedział na każdy temat:
- Co sądzicie, Szwejku, jak też długo trwać będzie ta wojna? - Piętnaście lat - odpowiedział Szwejk. - To całkiem jasne, ponieważ już raz była wojna trzydziestoletnia, a teraz jesteśmy o połowę mądrzejsi niż dawniej, więc trzydzieści podzielić przez dwa równa się piętnaście.
Přeji hezký den! – to już ode mnie, by nie wypaść z klimatu, a jednak nieustająco życzącego Państwu pięknego dnia choć jest jak jest...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze