Reklama

Mieszkańcy dolnośląskiego miasta nadal słyszą bicie ogromnych dzwonów choć w czasie wojny wywieziono je do Hamburga

26/04/2026 09:01

W największym kościele w Górnych Łużycach, który mógł pomieścić ponad 1200 wiernych, były aż trzy dzwony. Najstarszy z XV wieku. Największy ważył około 300 kilogramów. Gdy nastała tu Polska, nie było już żadnego. Później zniknął również ów kościół

Zawidów to niewielkie miasteczko na Pogórzu Izerskim, w Górnych Łużycach, które prawie zawsze leżało przy granicy. Zarówno przed wojną, jak i po 1945 roku, była i jest to granica z Czechami.

Pierwsza wzmianka o mieście pojawiła się w roku 1186 roku. Dwieście lat później obok zawidowskiego rynku wzniesiono niewielki kościółek pw. Najświętszej Marii Panny, jako filia istniejącego już kościoła na wzgórzu św. Michała. W czasie najazdu Husytów oba kościoły zostały doszczętnie zniszczone. W miarę sprawnie ruszyła odbudowa kościoła filialnego, który z czasem wyrósł do rangi kościoła parafialnego i jednego z największych obiektów sakralnych na Górnych Łużycach. 

Reklama

Jak podają historycy, do kościoła poza Zawidowem, zwanym wtedy Seidenberg,  przynależał także Stary Zawidów, Bierna, Wrociszów Górny i Dolny, a w późniejszym czasie także Habartice. W 1590 roku zdecydowano o rozbudowie obiektu. Został wzbogacony o wieżę, na której zamontowano pierwszy zegar w 1652 r. Następna przebudowa to rok 1776, kiedy to wybudowano także nową wieżę, która zachowała się do czasów współczesnych.

W wyniku tych zmian w kościele było 1228 miejsc siedzących. A sam obiekt od 1926 roku posiadał ogrzewanie elektryczne oraz elektryczne podgrzewanie nóg.

Reklama

W kościele znajdowały się też trzy dzwony: z XV wieku, z 1596 r. i 1738 r. Dotrwały do roku 1942.

Po II wojnie światowej budowla zaczęła popadać w ruinę. Korpus kościoła wyburzono w 1972 roku pozostawiając jedynie wieżę, której z roku na rok groziło zawalenie. W latach 2001-2002 odrestaurowano ją zgodnie z pierwowzorem.

A co z dzwonami? Jak przekazuje Stowarzyszenie Miłośników Zawidowa, władze Zawidowa podczas wojny otrzymały rozkaz natychmiastowego zdemontowania dużego i średniego dzwonu z wieży oraz przygotowania ich do transportu. Trafiły na „cmentarz dzwonów” do Hamburga i czekały w kolejce do przetopienia.

Reklama

Ich dalsze dzieje pozostałyby tajemnicą, gdyby nie dociekliwość byłych mieszkańców Zawidowa, którzy postanowili odszukać dzwony.

Czuli się bardzo z nimi związani. Tak pisali we wspomnieniach:

„Dźwięk tych dzwonów wspominaliśmy latami. Przemawiały do nas w chwilach smutku i radości”.

Wysłali więc do Hamburga list z pytaniem o ich los. Okazało się, że oba dzwony ocalały i znajdowały się Stuttgarcie. Pieczę nad średnim 350-letnim dzwonem sprawowała rada stuttgarckiego Kościoła Ewangelickiego. Ten większy natomiast otrzymał drugie życie, bijąc miarowo na wieży kościoła im Marcina Lutra w Ulm.

Reklama

Dlaczego nie wróciły na swoje miejsce? Bo jak wiadomo nie miały gdzie. Z kościoła ocalała tylko wieża, która po renowacji znów stała się symbolem Zawidowa. Można sprawdzić na niej aktualny czas. I od kilku lat rozbrzmiewają z niej regularnie też stare dzwony. Ich dźwięk udało się odtworzyć z prywatnych nagrań byłych mieszkańców Zawidowa.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/04/2026 15:26
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości