Prawie 5 godzin trwały poszukiwania mężczyzny, który przy dolnośląskim odcinku autostrady A4 zostawił samochód z włączonym silnikiem i zniknął. Skrajnie wyziębionego odnaleziono go dopiero po północy na myśliwskiej ambonie. - Do rana mógł nie przeżyć - oceniają ratownicy.
Wczoraj po godz. 19 opuszczone auto z włączonym silnikiem zaparkowane przy autostradzie A4 w miejscowości Jarosław (tuż za Kostomłotami) wzbudziło niepokój innych kierowców. Wezwali służby. - Z nagrań monitoringu wynikało, że mężczyzna oddalił się ubrany jedynie w bluzę. Bez czapki i innych ciepłych elementów ubioru, co znacznie zwiększało ryzyko wychłodzenia - opowiadają uczestniczący z poszukiwaniach ratownicy z Wodnej Służby Ratowniczej.
Na miejscu pojawiły się ekipy poszukiwawcze z dronami i qadami. Wspólnie z policjantami i strażakami przeczesywały cały teren.
Dopiero po północy jeden z patroli policji odnalazł mężczyznę w myśliwskiej ambonie. Nie wiadomo, dlaczego na nią wszedł. - Był w stanie wskazującym na drugi stopień hipotermii, z bardzo utrudnionym kontaktem - opisują ratownicy. Przy drugim stopniu hipotermii temperatura ciała spada poniżej 32 stopni Celsjusza.
Ratownicy ogrzali mężczyznę. - Jego stan był na tyle poważny, że w panujących warunkach atmosferycznych najprawdopodobniej nie przeżyłby do rana - oceniają. Mężczyzna trafił do szpitala.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Koleś jest najwyraźniej bardzo ciężko chory psychicznie, a taki ktoś nie może mieć prawa jazdy.
Koleś jest najwyraźniej bardzo ciężko chory psychicznie, a taki ktoś nie może mieć prawa jazdy.