Reklama

Pokazy „Listy Schindlera” z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci

27/01/2019 12:26

Annę Muchę zaskoczyło, że na plan „Listy Schindlera” sprowadzono odpowiednie łóżko dla grającego główną rolę Liama Neesona.  – Jest bardzo wysoki, trzeba więc było zrobić je na specjalnie zamówienie, zgodnie z jego wymiarami. Pamiętam, że będąc dzieckiem szalenie to przeżywałam – wspomina. W niedzielę, 27 stycznia, z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci będą miały miejsce pokazy tego filmu.

– Kiedy po raz pierwszy Steven Spielberg przyleciał do Polski, by zrobić dokumentację, towarzyszyłem mu z kolegami i poznaliśmy się bliżej – wspomina drugi reżyser filmu, Marek Brodzki. – Pozwoliło nam to przekonać się, że mamy podobne spojrzenie na kręcenie filmów, a Spielberg nie jest nieprzystępnym reżyserem, z którym trzeba się komunikować przez jego asystentów. To ja byłem jego asystentem i współpraca od początku układała nam się bardzo dobrze. Zrozumieliśmy wówczas, że to taki sam film, jak każdy inny. Mimo to trzeba się było trochę inaczej przygotować do jego realizacji – dodaje.


Problemy z pogodą

Reklama

– Gdy zaczynaliśmy zdjęcia, było zimno, a potem przechodziliśmy przez różne pory roku, stykając się również z ostrymi upałami. Najciężej mieli oczywiście statyści i aktorzy. Statyści podejmowali wysiłek na miarę aktorów, natomiast na planie ci drudzy razem ze statystami stali w kolejce po zupę. Często w śniegu albo w błocie. Aktorów cechowała wielka wytrwałość, a statyści zachowywali się jak prawdziwi aktorzy. Dodali filmowi niesamowitej energii, którą widać na ekranie – wspomina Brodzki.


– W pewnym momencie zaczęliśmy używać sztucznego śniegu. Po nocnych zdjęciach mieliśmy go mnóstwo w kapturach i kurtkach. O ile my pojechaliśmy wtedy do domów, to Spielberg wyruszył do montażowi. Równocześnie montował „Park jurajski". Pracował przez całą noc i kiedy rano przyszliśmy na plan, to dalej był w tej samej kurtce i miał na niej ten sam śnieg. Wygląda na to, że nie zdążył jej zdjąć – opowiada Brodzki.

Reklama

Zaskoczenia i niespodzianki


W filmie zagrała m.in. młodziutka Anna Mucha. – Pierwszy etap castingu polegał na nagraniu sceny w języku angielskim. Wyszło chyba całkiem nieźle, bo producent, Branko Lustig, pogratulował i mnie  i mojej mamie, jednocześnie dodając, że jestem na straconej pozycji. Miałam trzynaście lat, wyglądałam na dziewięć, a miałam zagrać osiemnastolatkę. Jednak okazało się, że można ominąć przeszkody wynikające z mojego wyglądu i wieku, zmieniając po prostu moją postać na osobę niepełnoletnią i po jakimś czasie poinformowano nas telefonicznie, że wygrałam casting i zagram Dankę Dresner – mówi aktorka.

Reklama

Muchę zaskoczyło, że na plan trzeba było sprowadzić odpowiednie łóżko dla grającego główną rolę Liama Neesona. – Jest bardzo wysoki, trzeba więc było zrobić je na specjalnie zamówienie, zgodnie z jego wymiarami. Pamiętam, że będąc dzieckiem szalenie to przeżywałam – wspomina.


Zapytana o najbardziej pamiętne momenty na planie, przywołała dwie sytuacje.  – W dniu moich trzynastych urodzin wezwano mnie do dużego namiotu, gdzie Spielberg czekał na mnie z tortem i prezentem. Drugi dotyczył sceny z "Listy Schindlera", w której rozdzielano matki i córki. Najpierw odegrała ją Miri Fabian, która wcielała się w moją matkę. Byłam pod takim wrażeniem jej zaangażowania i aktorstwa, że
pomyślałam sobie, że nie mogę tego popsuć. Chwilę później kręcono ten fragment z mojej perspektywy. Nie tylko nas rozdzielono, ale zostałam także wrzucona do grupy innych dzieci. Prowadził nas żołnierz SS, a Oskar Schindler miał wyciągnąć z tej grupy jedno dziecko, czyli mnie, i pokazywać na mojej rączce, że ręce mam tak drobne, że mogę pracować dalej, że nie jestem bezużyteczna – opowiada Mucha.

Reklama

Łzy i pot


– Wkładałam w tę rolę całe serce i chciałam być jak najbardziej wiarygodna – mówi aktorka. –  Po tym, jak zostałam odepchnięta od matki, szłam jako pierwsza z dzieciaków. Wokół szczekały psy, było zimno. Wpadłam w histerię. Ekipa była gotowa przerwać zdjęcia, bo jej członkowie uznali, że nie wytrzymałam presji. Chcieli odesłać mnie do domu. Spielberg miał jednak nosa i powiedział, żeby zaczekać do końca sceny. Gdy się skończyła, otarłam łzy i powiedziałam, że wszystko jest w porządku i czy robimy dubla? Na tyle zszokowałam ekipę, że podziękowali mi brawami. Tamtego dnia reżyser przyszedł do garderoby i wręczył mi kwiaty. Pod koniec pracy nad filmem dostałam zaś od niego specjalny album z dedykacją i podziękowaniem. W pamięć zapadł mi ogromnym szacunek, jakim darzy dzieci i duże pokłady ciepła, które są w tym człowieku – dodała.

Reklama

„Listę Schnidlera” będzie można zobaczyć w niedzielę, 27 stycznia o godz. 18:00 w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Prelekcję przed seansem wygłosi wieloletni przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu Aleksander Gleichgewicht. Bilety, w cenie 16 i 20 zł, można kupować w kasach i na stronie internetowej DCF-u.


Godzinę wcześniej film Spielberga zostanie także wyświetlony w Kinie Nowe Horyzonty. Po seansie odbędzie się rozmową z Malwiną Tuchendler, kulturoznawczynią i żydolożką. Spotkanie poprowadzi Stanisław Abramik. Bilety na ten seans zostały już wyprzedane.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości