Na Dolnym Śląsku mogła powstać koalicja Bezpartyjni Samorządowcy - PO, ale podobno Platforma tego nie chciała. A przy kolejnym podejściu miała zacząć rozmowy od wysuwania żądań personalnych - zatrudnienia około 50 osób. Tak twierdzi jeden z działaczy formacji tworzącej teraz koalicję rządzącą na Dolnym Śląsku.
Po ostatniej sesji Sejmiku Dolnośląskiego, podczas której zarząd województwa nie uzyskał absolutorium, ponieważ zanotowano remis podczas głosowania – 18 głosów było za i tyle samo przeciw – opozycja próbuje uczynić kolejny krok.
Przypomnijmy tylko, że obecnie w województwie rządzi koalicja PiS i Bezpartyjni Samorządowcy, a w opozycji są PO, Nowa PL i trzyosobowa Koalicja Samorządowa.
Lider PO na Dolnym Śląsku, poseł Michał Jaros, w mediach społecznościowych napisał: „Dialog i współpraca na rzecz Dolnego Śląska. Spotkanie przedstawicieli trzech klubów sejmikowych w sprawie propozycji programowych. Kluby sejmikowej opozycji, w najbliższych czasie przedstawią projekty działań inwestycyjnych i społecznych”.
Dialog i współpraca na rzecz Dolnego Śląska. Spotkanie przedstawicieli trzech klubów sejmikowych w sprawie propozycji programowych. Kluby sejmikowej opozycji, w najbliższych czasie przedstawią projekty działań inwestycyjnych i społecznych pic.twitter.com/Hg5unxXUtJ
U niektórych rodzi się pytanie od czego faktycznie zamierzają zacząć te negocjacje. Bohdan Stawiski, jeden z polityków Bezpartyjnych, przypomina, w liście opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”, że takie próby już były.
- Podczas głosowania nad absolutorium dla zarządu województwa dolnośląskiego ważniejsze od meritum były partykularne interesy kilku radnych, którzy rozpaczliwie walczą o miejsca na listach PO - napisał Bohdan Stawiski i przypomina. - Politycy PO mieli dwie okazje na zawiązanie z Bezpartyjnymi koalicji. Pierwszą, zaraz po wyborach samorządowych w 2018 roku, oraz drugą w 2021, w czasie słynnego „puczu" (gdy kilku polityków odeszło z klubu Bezpartyjnych Samorządowców – red.). W pierwszym przypadku ówczesny lider Grzegorz Schetyna nie znalazł czasu, pomimo licznych propozycji, żeby spotkać się w ciągu 14 dni po ogłoszeniu wyników wyborów z Cezarym Przybylskim i Robertem Raczyńskim. W drugim, i to chyba jest najbardziej przygnębiająca historia tej kadencji, przewodniczący Klubu KO w Sejmiku Marek Łapiński, zaproszony na rozmowę o programie, negocjacje miał rozpocząć od wyciągnięcia listy, na której było ok. 50 osób… do zatrudnienia”.
Na ów list dość szybko w mediach społecznościowych zareagował Marek Łapiński. Przy okazji szczerze przyznając, co wpłynęło na taką a nie inną decyzję opozycji o absolutorium.
Hejt na radnych Sejmiku w wykonaniu urzędnika Marszałka Przybylskiego, który jest opłacany z pieniędzy podatników, był jedną z przyczyn nieudzielenia absolutorium Zarządowi. Urzędnik ten w @wyborczawroclaw opisuje nieprawdziwe zdarzenie. Wymyślone, bo nigdy do opisanego… pic.twitter.com/IudUlqQQkH
- Nie było takiego spotkania, a do “Gazety Wyborczej” skierowałem swoje oświadczenie w tej sprawie - mówi tuwroclaw.com radny sejmikowy Marek Łapiński. - Osoba rozpowszechniająca te informacje nie ma w tej sprawie żadnych dowodów. Jestem po konsultacjach z prawnikiem w sprawie wytoczenia powództwa o ochronę dóbr osobistych.
Ale to nie wszystko. Stawiski w innym miejscu przypomina, że wcześniej PO, gdy Łapiński był marszałkiem, także rozważała koalicję z PiS, za którą teraz cały czas atakuje Bezpartyjnych.
Marek Łapiński - przewodniczący @KO_DolnySlask w sejmiku - od zawsze uchodził za najbardziej „propisowskiego” polityka PO. Miał także bogate osobiste doświadczenie w zawieraniu układów z @pisorgpl i „handlowaniu” stanowiskami. Teraz to historyczne „dziedzictwo” staje się dla… pic.twitter.com/xUsgegM45k
O ocenę sytuacji z Markiem Łapińskim zapytaliśmy partyjnego szefa radnego, posła Michała Jarosa. Poseł ostatnio de facto przejął stery w klubie KO po wielu nieudanych akcjach sejmikowych Łapińskiego, choć formalnej zmiany nie przeprowadzono. Do tej pory jednak lider Platformy nam nie odpowiedział.
Tego typu problemów nie miał natomiast szef sejmikowego klubu Prawa i Sprawiedliwości.
- Jeżeli przychylna PO „Gazeta Wyborcza” publikuje takie informacje, to należy uznać, że jest coś na rzeczy i należy się nad tym głęboko zastanowić - uważa Piotr Karwan, szef klubu PiS w Sejmiku. - Pisanie w taki sposób przez „GW” na pewno nie jest powodem do dumy dla tego polityka. Natomiast opisana sytuacja potwierdza tylko to, o czym mówimy w Sejmiku od lat, że Platforma Obywatelska nie ma programu na rozwój Dolnego Śląska. Dla PO ważne są tylko małe, drobne interesiki, stanowiska, kłótnie i utarczki, z których nic dobrego dla Dolnoślązaków nie wynika.
Ewentualnego postępowania Marka Łapińskiego tak jednoznacznie nie ocenia znana wrocławska politolog. Choć zwraca uwagę na niuanse takich rozmów.
- To jeden z elementów negocjacji koalicyjnych. Podczas takich rozmów ustala się program i sprawy personalne. To zależy od specyfiki negocjacji, jakich organów one dotyczą. I od priorytetów negocjatorów - komentuje profesor Marzena Cichosz, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze