Reklama

Stawy we Wrocławiu wysychają. Za 25 lat może ich nie być! Winni? Susza i deweloperzy

28/05/2024 10:21

Staw Pilczycki, staw przy ul. Ślęzoujście na Maślicach, przy Kazimierskiej na Biskupinie czy stawy na Swojczycach mogą zniknąć z krajobrazu Wrocławia. I to bardzo szybko - w ciągu jakichś 25 lat. Powód jest prosty - susza i coraz gęstsze zabudowywanie terenów w mieście.

I tak na przykład zabudowywanie terenów na Maślicach oraz niski stan wód w tamtejszej rzeczce, Ługowinie, sprawiają, że staw przy ul. Ślęzoujście wysycha.  Ale to tylko przykład. - To jest przekrojowy problem, bo mamy do czynienia ze zmianami klimatu, niskim stanem wód gruntownych oraz wykorzystywaniem terenów, które przez wiele lat były podmokłe, na zabudowę. A ludzie i deweloperzy jakby się umówili, bo lubią kupować mieszkania w takich miejscach - mówi Czesław Szczegielniak, hydrolog.


KLIKNIJ I ZOBACZ ZDJĘCIA


- Koniecznie chcemy też wszystko zazielenić, teraz robi się zieleń na dachach, wymyśla się zieleń na ścianach, ale takie działania prowadzą do zmian w bilansie wodnym. To są właśnie przyczyny wysychania wód w stawach - tłumaczy. - Historyczne mapy Dolnego Śląska pokazują, że wiele stawów, które były stawami hodowlanymi, powysychało. Dobrym przykładem są właśnie Maślice i rzeczka Ługowina. Tu przecież było więcej stawów, a staw przy Ślęzoujściu jest jednym z tych, które aktualnie wysychają. W wielu opracowaniach pojawiały się opinie, że tereny na Maślicach nie nadają się pod zabudowę ze względu na wysoki poziom wód gruntowych. A kiedy wkroczyli tu deweloperzy, to wody opadowe nie zasilają już w takim stopniu wód gruntowych, tylko spływają niżej i przez to również obniża się poziom wody w stawach - wyjaśnia.

Reklama

Kolejny przykład to staw Pilczycki, który jest pierwszym na liście do uratowania. -  Według wszystkich analiz wiemy już, że jeśli nie podejmiemy żadnych działań, to po 25 latach stawu Pilczyckiego po prostu nie będzie. W przypadku tego stawu opracowaliśmy już możliwe rozwiązania. Chcemy przekierować wody opadowe z dachów i chodników w kierunku zbiornika. Czyli zamiast bezpowrotnie tracić wody opadowe przez odprowadzanie ich bezpośrednio do rzeki Ślęzy, będziemy tę wodę łapać i zasilać Staw Pilczycki - mówi nam Witold Sumisławski, pełnomocnik prezydenta Wrocławia ds. gospodarowania wodami opadowymi i roztopowymi. - W ten sposób możemy odbudować poziom tego zbiornika między 10 a 15 cm rocznie. Będziemy musieli jednak poczekać jakieś 6-8 lat, by zwierciadło wody było takie, jakie było 20 lat temu - podkreśa. - Nawodnimy też cały obszar Parku Pilczyckiego. 


KLIKNIJ I ZOBACZ ZDJĘCIA


Najgorzej jest w rejonach wspomnianej już Ługowiny, a także w okolicach rzeki Kasiny i Brochówki, bo to tam stan wód jest wyjątkowo niski. Tym samym najbardziej zagrożone są stawy na Maślicach, Brochowie i Muchoborze. Krytyczny jest też stan stawów w Parku Szczytnickim. 

Reklama

Witold Sumisławski tłumaczy, że nie da się uratować wszystkich naraz, a inwestycja mająca na celu regulowanie wodami spływającymi do stawu Pilczyckiego to swego rodzaju pilotaż. Jeśli się sprawdzi, te same rozwiązania będzie można zastosować także do innych stawów we Wrocławiu. O ile zdążymy, bo na to wszystko potrzeba pieniędzy. Tych na ratowanie stawu Pilczyckiego też jeszcze nie ma. Na razie miasto przygotowuje się do ogłoszenia przetargu na projekt. Potem wystąpi o pieniędze na realizację. W grę wchodzą m.in. Narodowy i Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska lub programy unijne.


 



Reklama

 


 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości