Jeśli wiosną każdy mecz Śląska Wrocław będzie taki, jak otwierająca rundę potyczka z Cracovią, to kibice wrocławskiej ekipy nie będą mogli narzekać na nudę. W Krakowie Śląsk zremisował z Cracovią 1:1 i może się cieszyć ze zdobytego punktu, bo rywal zawiesił wysoko poprzeczkę.
Niewiele brakowało, by Śląsk popisał się mocnym wejściem w rundę wiosenną, bo takim byłoby pokonanie Cracovii na jej stadionie. Zabrakło bowiem około trzech, może czterech minut, a mamy tu na myśli regulaminowy czas gry i czas doliczony przez sędziego. W 88. minucie gola ratującego remis dla Cracovii strzelił Marcin Budzyński. Pomocnik “Pasów” dostał dobre podanie od Wdowiaka, mądrze odnalazł się w pod bramką Śląska, a Tom Hateley nie kwapił się, by przypilnować niekrytego rywala. I stało się - wrocławianie stracili przewagę, którą “wieźli” przez praktycznie całą drugą połowę. A dosłownie minutę przed akcją, w której Śląsk stracił gola, wrocławianie mogli przesądzić o swojej wygranej! Wtedy jednak Flavio Paixao zachował się fatalnie i bardzo egoistycznie. Mógł podać w pole karne do lepiej ustawionych kolegów, ale zdecydował się na strzał. I uderzył tak, że bramkarz Cracovii w tej sytuacji zmęczył się tylko dlatego, że musiał wytężyć wzrok, by dostrzec piłkę szybującą wysoko nad jego bramką.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze