Czwartkowe (9 kwietnia) zderzenie busa z tramwajem znów sparaliżowało całą okolicę skrzyżowania ulic Komuny Paryskiej i Pułaskiego we Wrocławiu. Ludzie od dawna alarmują, że to niebezpieczne miejsce i domagają się zmian w organizacji ruchu. Urząd Miasta odpowiada jednak stanowczo - widoczność jest dobra, a winni są kierowcy wymuszający pierwszeństwo.
Skrzyżowanie ul. Pułaskiego z Komuny Paryskiej to jeden z „czarnych punktów” we Wrocławiu. Jak dochodzi tu do wypadków, to zazwyczaj bardzo groźnych. Tylko w ostatnich latach doszło do potrącenia rowerzysty, zderzenia z taksówką, zmiażdżenia samochodu osobowego, a w zeszłym roku tramwaj zdemolował auto dostawcze.
Zdaniem wielu uczestników ruchu problemem nie jest jedynie brawura, ale sama organizacja skrzyżowania. Wrocławski społecznik Piotr Kosicki wypunktował główne grzechy tego miejsca: utrudnioną widoczność podczas manewrów, brak rozdzielenia aut skręcających od jadących prosto oraz konflikt ruchu samochodowego z tramwajowym. W swoim piśmie zaproponował cztery konkretne rozwiązania, które miałyby zapobiec kolejnym tragediom:
Montaż lustra drogowego – aby kierowcy mogli wcześniej dostrzec nadjeżdżający tramwaj.
Wydzielenie osobnej fazy sygnalizacji świetlnej – dla pojazdów skręcających w prawo, co odseparowałoby je od jadących tramwajów.
Przeznaczenie prawego pasa ul. Pułaskiego wyłącznie do prawoskrętu w ul. Komuny Paryskiej.
Pozostawienie lewego pasa ul. Pułaskiego wyłącznie do jazdy na wprost.
– Charakter skrzyżowania, przebieg torowiska, konieczność obserwacji kilku kierunków ruchu jednocześnie oraz możliwość niejednoznacznej oceny pierwszeństwa i widoczności powodują podwyższone ryzyko kolizji – argumentuje Kosicki.
Urząd Miejski Wrocławia uważa jednak, że problemem w tym miejscu nie jest infrastruktura, lecz błędy kierujących. Jak informuje Joanna Urbańska-Jaworska z Biura Prasowego UMW, w ciągu ostatnich dwóch lat odnotowano tam pięć zdarzeń z udziałem tramwajów.
- Przyczyną wszystkich tych zdarzeń było nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu tramwajowi. Na skrzyżowaniu zapewniona jest dobra widoczność. Kierowca jadąc ulicą Pułaskiego porusza się wzdłuż torowiska tramwajowego, więc powinien spodziewać się ruchu tramwajowego przejeżdżając przez torowisko – tłumaczy przedstawicielka magistratu.
Dlaczego miasto nie chce wydzielić prawoskrętu i zmienić faz sygnalizacji, jak sugerują mieszkańcy? Urzędnicy tłumaczą to twardymi danymi o natężeniu ruchu. Z informacji Wydziału Inżynierii Miejskiej wynika, że z kierunku placu Wróblewskiego (w szczycie komunikacyjnym) prosto przez skrzyżowanie przejeżdża aż 900 pojazdów.
– Aby wlot zapewniał przejezdność przy tak dużym natężeniu ruchu, niezbędne jest utrzymanie możliwości przejazdu przez skrzyżowanie dwoma pasami na wprost – wyjaśnia Joanna Urbańska-Jaworska. Zablokowanie prawego pasa tylko dla skręcających oznaczałoby gigantyczne korki na samej ulicy Pułaskiego. Co więcej, skrzyżowanie nie jest objęte systemem ITS, więc sygnalizacja świetlna działa tam w trybie stałym przez 24 godziny na dobę, nie potrafiąc elastycznie reagować na zmiany w ruchu.
Miasto wprost przyznaje, że przy ograniczonych parametrach wrocławskich dróg nie zawsze da się zrealizować wszystkie relacje zupełnie bezkolizyjnie. Celem jest kompromis: ograniczanie wypadków przy jednoczesnym zachowaniu przejezdności.
Urząd Miejski zapowiedział, że w związku z ostatnim wypadkiem w tym miejscu planowana jest ponowna wizja lokalna w terenie z udziałem przedstawicieli MPK.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.