Radny sejmiku Paweł Kura, którego prezes Jarosław Kaczyński wyrzucił z klubu Prawa i Sprawiedliwości, postanowił zrezygnować z mandatu radnego. Uznał, że tak będzie najuczciwiej wobec wyborców. Pierwsza to chyba taka decyzja od stworzenia świata. Paweł Kura powinien w przyszłym roku dostać nobla, ponieważ jak pierwszy udowodnił, że uczciwy polityk to nie oksymoron. Na taką decyzję nie stać dwójki wrocławskich posłów, która dość szybko porzuciła Szymona Hołownię, choć to po jego plecach weszli do parlamentu. O jednym z nich głośno ostatnio, bo kolega publicznie ocenił go: pier…ony Zimoch. Natomiast Izabela Bodnar, modląc się o przyjęcie do PO, napisała kolejną strofę „Łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu”.
Pozwolą jednak Państwo, że zanim przejdziemy do tej prawdziwej polityki, to chwilę o nerwicy natręctw. Mają też tak Państwo, że jak czasami coś zobaczą, to nijak nie można zaprzestać o tym myśleć? Kilka dni temu rzucił mi się w oczy taki komunikat : „W ciągu 80 lat swej historii Uniwersytet Wrocławski miał 13 prorektorek”. No i … Może jako powszechnie uznany seksista mam problem z dostrzeżeniem jakiejś wartości w tej informacji? A seksistą jestem mniej więcej od 6. roku życia, gdy zdałem do starszaków pewnego przyzakładowego przedszkola. Od tego momentu nie mam problemu z odróżnieniem kobiety od mężczyzny i widzę między nimi różnice.
Ja rozumiem, że tą trzynastą prorektorką (o tej odmianie za chwilę) jest pani prof. Patrycja Matusz, która mimo tego, że kiedyś uznano ją za „człowieka Czarnka” ( Pani profesor, nie mogłem sobie tego odmówić…), od lat prowadzi różne działania równościowe na uczelni. Pani profesor jest osobą niezwykle dynamiczną i nie przeczę, że o jej aktywności bywa też głośno poza granicami kraju. I nie moim zadaniem jest oceniać efektywność tych działań. Tylko według mnie uczelnia chyba ma inne priorytety i powody, by się szczycić. To znaczy powinna mieć. Ale jak się jest w stawce w drugim tysiącu na świecie, to może faktycznie trzeba 13 prorektorkami…
A propos seksizmu. Jako feminiście najbliżej mi do pojęcie spopularyzowanego przez amerykańską pisarkę Caroline Bird, która w 1968 roku przedstawiła następującą definicje: „Seksizm to ocenianie ludzi na podstawie płci w kwestiach, w których płeć nie ma znaczenia. Seksizm rymuje się z rasizmem”. Czy płeć u prorektora ma znaczenie?
Poza tym, pachnie mi tu niekonsekwencją i chyba anachronizmem. Jak zaobserwowałem w innych komunikatach uczelni, na Uniwersytecie Wrocławskim nie ma już studentek i studentów. Zapewne za usilną sugestią pani profesor Matusz, są osoby studiujące. Czyli żadne prorektorki czy prorektorzy tylko osoby prorektorujące. I nici z tej trzynastki…
To teraz o przewrocie kopernikańskim w polityce, czyli jak polityk postanowił być uczciwym. Nazywa się Paweł Kura, startował z okręgu legnickiego z listy Prawa i Sprawiedliwości do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. I dwa lata temu zdobył mandat. Jednak w wyniku coraz silniejszych walk frakcyjnych w dolnośląskim PiS, zwolennicy Elżbiety Sitek kontra frakcja Michała Dworczyka – to tak najkrócej, namówiony przez tych pierwszych, prezes Jarosław Kaczyński, postanowił usnąć z 13-osobowego sejmikowego klubu PiS siedmiu radnych. W tym właśnie Kurę.
Wobec takiej decyzji, radny postanowił zrzec się mandatu.
– Dzisiejsza sytuacja oraz bieżący status jest dla mnie niezrozumiała i krzywdząca. Do pracy w samorządzie szedłem z jasnym celem – działać na rzecz mieszkańców Dolnego Śląska i realizować program Prawa i Sprawiedliwości – napisał radny. - Mandat zdobyłem jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości, dlatego reprezentowałem wyborców głosujących na ten program. Skoro nie mogę już zasiadać w klubie radnych PiS, nie mogę w pełni reprezentować ich woli.
No trochę już przyglądam się polityce, zwłaszcza lokalnej i chyba nie pamiętam takiego przypadku. Żeby oddawać mandat z takiego powodu? Tu naprawdę cisną się na usta słowa Siary z „Kiler-ów 2-óch”: „Jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili”. I przepraszam panie Pawle za to spoufalanie się, ale ten cytat w formie grzecznościowej nie miałby sensu.
Nie ma czasu ani miejsca, aby analizować tu dzieje polityki najnowszej, bo oczywiście to nie jest tak, że wszyscy posłowie czy radni to szuje lub szubrawcy. Nie, nie…
Ale spójrzmy na dwa przypadki z naszej obecnej sceny wrocławsko-parlamentarnej. Dwa lata temu do Sejmu, z naszego okręgu, z poparciem Szymona Hołowni, dostała się dwójka polityków – były dziennikarz sportowy Tomasz Zimoch, który był klasycznym spadochronem, ponieważ z Wrocławiem nie ma nic wspólnego, i nikomu wtedy nieznana Izabela Bodnar.
Zimoch od początku dał do zrozumienia, że tak zwane okręgi wyborcze to fikcja i za bardzo to naszym miastem czy regionem nie ma ochoty mieć nic wspólnego. Nawet dość długo tu żadnego biura poselskiego nie otwierał. Po jakimś czasie, gdy jego lider zaczął spierać się z pozostałymi koalicjantami, a jeszcze poszedł na kolację z Jarosławem Kaczyńskim, postanowił się rozstać z Hołownią. Tak to tłumaczył: „Ja chciałem tak "po angielsku", bez rozgłosu wyjść z klubu Polski 2050, bo członkiem partii nigdy nie byłem, ale nie da się. Powiem wprost, odchodzę, bo wyczerpało się to, na co się umawiałem m.in. z marszałkiem Hołownią”.
Ok, rozumiem. Zdarza się. Nawet w najlepszych małżeństwach. Ale to można tak jak Paweł Kura. Bo przecież z wyborcami też się pan na coś umawiał. Powiedzmy sobie szczerze, oni głosowali na „Hołownię”, nie na Tomasza Zimocha.
A teraz o panu pośle zrobiło się znowu głośno, bo stał się bohaterem afery. Z jakichś powodów proceduralnych nie wziął udziału w ważnym głosowaniu na pewnej komisji sejmowej, co przyczyniło się do porażki koalicjantów. Szef tej komisji, były kolega z klubu Polska 2050 Rafał Śliz, nie zauważając, że mikrofonów nie wyłączono, rzucił niezbyt sympatycznie: K*** to przez tego p*** Zimocha.
Podobnie wygląda sytuacja z Izabelą Bodnar. W życiu by się ta pani nie dostała nawet do żadnej rady gminy, gdyby nie lista, z której startowała okraszona wizerunkiem i nazwiskiem lidera. Tylko, że prawie od początku z panią poseł były jakieś kłopoty. A to zarzuty niezbyt jasnym finansowaniu kampanii, a to mąż na ławie oskarżonych, a to działania w terenie wbrew ustaleniom centrali. Włącznie ze startem w wyborach na prezydenta Wrocławia. Miarka się przebrała i to kierownictwo klubu zaczęło ją dyscyplinować, na przykład odsuwając od komisji sejmowych. W ostateczności, widząc że nic już nie zwojuje w tych szeregach, Bodnar postanowiła odejść z klubu. Pretekstem była chyba też ta słynna kolacja i inne decyzje lidera. W każdym razie pani poseł postanowiła zostać niezależna, kabluje non stop na swoich dawnych kolegów, brylując w mediach, i notorycznie wypisuje pochwały na cześć premiera Tuska. Nie jest tajemnicą, że za wszelką cenę chce przytulić się do PO, by przy kolejnych wyborach znaleźć się wysoko na ich listach.
Zapewne o radnym Pawle Kurze nie słyszała. Na wszelki wypadek.
Zresztą kilka dni temu dopisała kolejną strofę do hymnu na cześć premiera, gdy ten w Piotrkowie Trybunalskim, niczym Edward Gierek, wmawiał ludziom, że po dwóch latach jego rządów muszą czuć, że jest naprawdę lepiej: „Z całą mocą odrzucam zarzuty, że ten rząd, że od 15 października Wasza sytuacja stała się gorsza. Nie, stała się lepsza, co nie znaczy, że fajna."
Nie wiem jak Państwo to odczuwają. Natomiast w jakimś sondażu wyszło, że 12 procent czuje, że jest lepiej, ponad 30, że gorzej, a około 40 - nic się nie zmieniło. A pan premier kocha sondaże, choć oczywiście wybiórczo...
A co pani poseł czuje?
- Wystąpienie Donalda Tuska w Piotrkowie Trybunalskim było moim zdaniem brawurowe - zapisała. Aż chciałoby się premiera natychmiast skierować na kolejny etap konkursu chopinowskiego, bo niewątpliwie, zdaniem pani poseł, i tam by się sprawdził.
To ja teraz udam się do innego klasyka. Patrząc na omawiane wyżej przypadki, wydaje się, że od czasu napisania, przez Tadeusza Boya – Żeleńskiego, „Kupletu posła Battaglii do szopki Zielonego Balonika" niewiele się zmieniło. I dopóki Paweł Kura nie doczeka się naśladowców, możemy śmiało nadal śpiewać :
Choćby się ministra
Rangi nie dosłużył,
Co wypił, to wypił,
Co użył, to użył!
Więc się nie turbuje:
Co tam diabłów trzysta!
Dalej se posłuje,
Ino sobie śwista!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Fajnie napisane i wszystko w punkt. Dzieje się w metropolii, która dla Centrali warszawskiej nie jest konikiem, natomiast może zrobić wiele zamieszania. Stąd naczelny wódz premier musi brać mimo wszystko nasz region pod uwagę ;)