Reklama

Lewy POPIS to jest propozycja na jesień dla Wrocławia?

Ja wiedziałem, że tak będzie… No dobrze, że aż tak to nie. Po wakacjach zaczyna się kształtować na nowo mapa polityczna Wrocławia. Radny PiS Andrzej Kilijanek latem co prawda zasugerował, że opuszcza swój klub, ale że zacznie od szukania zrozumienia u Lewicy? Z drugiej strony od dawna wiadomo, że PiS to Prawo i Socjalizm. Do tego wszystkiego ten „związek” jest mile widziany przez część działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy nie są pewni czy znajdzie się dla nich znaczące miejsce w nowej formacji, którą bodajże w listopadzie chce powołać Donald Tusk.

We Wrocławiu POPiS, czyli koalicja Prawa i Sprawiedliwości, narodziła się w 2002 roku, by poprzeć w wyborach nieznanego prawie nikomu Rafała Dutkiewicza. Ledwo przetrwała jedną kadencję, bo ówczesny prezydent szybko wybił się na niepodległość, a i między ludźmi Donalda Tuska i braci Kaczyńskich coraz mocniej iskrzyło.

Co prawda, wspomina się o powrocie Dutkiewicza do polityki, ale wydawało się, że o jakichś wspólnych działaniach obu partii nie ma co już marzyć. Tylko, że o powrocie byłego prezydenta do polityki mówi się cały czas od kiedy od niej odszedł i nic z tego nie wynika. Poza tym, gdy ostatnio w dość nieoczekiwany i błyskawiczny sposób musiał pożegnać się ze swoją ostatnią fuchą  prezesa Pracodawców RP, wydaje się iż jego znaczenie słabnie. Ewidentnym tego dowodem, były ostatnie wybory prezydenta Wrocławia, w których w II turze poparł Izabelę Bodnar. Nic to jednak kandydatce nie pomogło… Pod tym względem nijak nie może równać się ze swoim poprzednikiem Bogdanem Zdrojewskim. Postacią, która pociągnie każdą listę. Choć, aby być w pełni sprawiedliwym dodajmy, że Rafał Dutkiewicz, po odejściu z ratusza, nigdy nie poddał się bezpośredniej weryfikacji, ponieważ nigdy już w żadnym głosowaniu nie wystartował.

Reklama

Natomiast na ostatniej sesji Rady Miejskiej Wrocławia pojawiły się sygnały, iż przedstawiciele PO i PiS, w niektórych spornych sprawach, ponownie potrafią głosować tak samo.

Ale po kolei. Najpierw pojawił się projekt apelu radnego Andrzeja Kilijanka „w sprawie pilnej potrzeby reformy rynku nieruchomości”. Nie wdając się w szczegóły,  pan radny chce, żeby było tanio, sprawiedliwie i bez spekulacji. Tylko proszę zwrócić uwagę, że to inicjatywy Kilijanka, a nie klubu, do którego jeszcze należy. Tu należy przypomnieć, że, gdy wszyscy odpoczywali nad morzem czy w górach, jeden z aktywniejszych działaczy wrocławskiego Prawa i Sprawiedliwości oznajmił w jednym z wywiadów „Zostaję w tym samym środowisku politycznym, natomiast pod wielkim znakiem zapytania stoi moje członkostwo w klubie”. No i nadal „stoi”, bo jeszcze wczoraj Andrzej Kilijanek widniał w spisie członków klub PiS. Ale nie wiem czy to ta zapowiedź, czy też inne względy spowodowały, że apel wsparła część Lewicy. Oznajmiła to radna z tego klubu Anna Kołodziej. Nie tylko dla mnie było to szok, gdyż głos bardzo szybko zabrał wiceprezydent z przypadku poprzedniej kadencji Sebastian Lorenc, który obecnie teraz jest tylko radnym. Nominacja tego samorządowca, na zastępcę prezydenta Jacka Sutryka, kilka lat temu wywołała nie mniejszy szok niż w 2006 roku powołanie na wicepremierów Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.

Reklama

Nie można nie przypomnieć, że Lorenc, podczas sprawowania swojej funkcji wprowadził w lekki szok Niemców urzędujących we wrocławskim konsulacie, u których na specjalnym przyjęciu  w połowie 2023 roku komentował wydarzenia w Polsce:  „Chcę was zapewnić, że wkrótce nadejdą dni, kiedy Polska znowu zacznie się uśmiechać. A wiecie do kogo uśmiechnie się jako pierwsza? Do Niemiec! Trzymajcie kciuki za Polskę, trzymajcie kciuki za Wrocław! Zwyciężymy!”.

Brzmiał niczym Edward Gierek w 1979 roku: „Zostały rozwiązane fundamentalne problemy narodowe – sprawiedliwych granic, trwałych gwarancji niepodległości, suwerenności i bezpieczeństwa, opartych na niezawodnych sojuszach, a przede wszystkim na sojuszu, przyjaźni i współpracy ze Związkiem Radzieckim”.

Reklama

I ten już bezfunkcyjny Sebastian Lorenc, po wypowiedzi radnej Kołodziej, ruszył w stronę mównicy, w jednej ręce trzymając telefon, a w drugiej kartki. Może w telefonie miał nawigację, wytyczającą trasę do mównicy? Ale, gdy tylko do niej dotarł, odezwał się w niezwykle protekcjonalnym stylu: „Aniu…”. I kompletnie nieważne jakie potem padły słowa, ponieważ wszystko brzmiało tylko tak : „Pójdź, dziecię! Ja cię uczyć każę!”.

Radna nie dała się nabrać na Konopnicką. Ale czy to oznacza, że Andrzej Kilijanek zwraca się w stronę Lewicy? Nie podejrzewam. To raczej oznacza, że tak naprawdę pod wieloma względami obu formacjom jest dość… blisko. Wszak bardziej nastawionej w swoich decyzjach prosocjalnie niż Prawo i Sprawiedliwość dawno już nie było. Co więcej każdą kolejną rządzącą postawi w niewygodnej sytuacji, bo kto zabierze ludziom? A jak chce się wygrać wybory to trzeba jeszcze coś dorzucić do koszyka obietnic.

Reklama

Jedna jaskółka wiosny nie czyni? No to inne głosowanie. W sprawie stanowiska Rady Miasta, sprzeciwiającego się zniesieniu dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. I za wnioskiem głosowali radni PiS, Andrzej Kilijanek, część Lewicy (inni się wstrzymali), klub radnych Naprawmy Przyszłość i kilku z PO. Ku zaskoczeniu wielu - stanowisko przegłosowano. Oczywiście kompletnie nie ma ono znaczenia, ale… Oczywiście, tak, pamiętam, że ci z PO to głównie ludzie szefa regionu Michała Jarosa, który nie akceptuje koalicji swojej partii z prezydentem Jackiem Sutrykiem. Z tego powodu przecież wdał się w konflikt z wiceprezydent Renatą Granowską, szefową miejskich struktur Platformy, która skutecznie doprowadziła do współpracy z Jackiem Sutrykiem.  A konflikt wyciszyły władze centralne i nie wiadomo jak się skończy. Podejrzewam, że umrze razem z PO, która jesienią ma się przekształcić w Koalicję Obywatelską i nikt nie ma pojęcia jak będą wyglądały jej struktury w regionie i czy dla wszystkich w tych strukturach znajdzie się miejsce.

Pomijając wszystkie te okoliczności, już dawno we wrocławskiej Radzie przy projektach politycznych ludzie Lewicy, PO i PiS nie głosowali w ten sam sposób. Przypadek?

Reklama

Zresztą z radnymi spod znaku PO jest już takie zamieszanie, że czasami dochodzi tam do konfliktów bardzo wewnętrznych. Podczas wspomnianej sesji głosowano także nad nadaniem nowej ulicy imienia rotmistrza Witolda Pileckiego. Niektórzy lekko protestowali, że to doprowadzi do chaosu nazewniczego, ponieważ jest już rondo Pileckiego. – Nie chciałbym, abyśmy brali na swoje barki taką odpowiedzialność, że przez nasza decyzję kiedyś karetka dojedzie nie tam gdzie trzeba – rzekła pewna radna. I… zagłosowała za. Czyli przed podjęciem decyzji musiała coś wziąć na wzmocnienie obręczy barkowej.

Nie wiem dokładnie do czego te pierwsze powakacyjne potyczki doprowadzą. Z jakiegoś powodu jednak, jeszcze kilka godzin po zakończeniu tej sesji, cały czas w uszach słyszę uroczy tekst Andrzeja Waligórskiego, z legendarnej audycji kabaretu Elita „Rycerze”: „Hej, szable w dłoń, łuki w juki, a łupy wziąć w troki./ Hajda na koń, okażemy się godni epoki”.

Reklama

I oby to drugie zdanie było nieco ważniejsze niż pierwsze… Bo jeśli nie, to wtedy: „Oj, niedobrze, koledzy, niedobrze”.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości