Szli na zachód osadnicy… i do głowy im nie przyszło, że ich dzieci czy wnuki będą się jeszcze 80 lat po tym exodusie zastanawiać, czy ziemie, na których oni właśnie zaczynają budować, w sensie dosłownym i nie tylko, nowe domy to jest Polska czy może nadal jeszcze nie… Ja i moi sąsiedzi nigdy nie mieliśmy tego problemu. Zwłaszcza, że teraz słowa te padały na upartyjnionej uroczystości w Wałbrzychu, na której gdy premier mówił o jedności to okazało, że stała się ona kolejną areną politycznego starcia. I to wewnątrz samej Koalicji Obywatelskiej, gdzie walka o stołki nabrała realnego wymiaru meblowego. Ale wreszcie zaczęto z sympatią mówić o Bolesławie Chrobrym, choć Donald Tusk usłyszał od noblistki, że ten nadal uprawia komunistyczną propagandę.
Gdybym jednym słowem miał określić uroczystości upamiętniające 80. rocznicę przyłączenia Ziem Zachodnich i Północnych do Polski, które odbyły się kilka dni temu w Wałbrzychu, to łatwo nie jest. Panopticum? Może… To wyglądało trochę jak wyjazdowe posiedzenie rządu z udziałem wybranych działaczy Koalicji Obywatelskiej. Z dużym naciskiem na „wybranych”. Prawie wszystko tam było dziwne. Począwszy od miejsca. Dlaczego akurat Wałbrzych? Przecież pierwsze władze polskie w 1945 roku lokowano w Kątach Wrocławskich, Trzebnicy czy Legnicy, ale kto by tym się przejmował. Ważne, że prezydent Wałbrzycha Roman „prawie Hochberg” Szełemej to dobry kolega (pytanie czy jeszcze, ale o tym za chwilę) ministra Tomasza Siemoniaka, wywodzącego się też z tego miasta, a przy okazji bliskiego współpracownika Donalda Tuska.
O co chodziło w tej imprezie? Kolejne dobre pytanie, bo chyba nikt tego nie przemyślał. Trudno zresztą było myśleć jak się przy okazji chciało zrobić niezłe igrzyska polityczne jednej formacji i jeszcze namieszać w jej szeregach. Wydawało się, że przy takiej rocznicy można było wznieść się ponad podziałami politycznymi i zaprosić przedstawicieli innych ugrupowań. Ale przecież PiS też tak robił – już słyszę. Owszem, ale podobno od dwóch lat miało być inaczej i lepiej. Robimy? Nie gadamy?
- Siłą Polski jest nasza jedność – mówił w Wałbrzychu premier Donald Tuska. Mniej więcej w tym czasie, gdy padały te słowa, jak podaje wałbrzyski portal damiinfo.pl, wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska musiała przepychać się ze strażnikami miejskimi. Organizator, prezydent miasta, który nie przepada za panią marszałek, nie przyznał jej miejscówki na parkingu dla VIP-ów i jedna z najważniejszych osób w państwie musiała w Wałbrzychu parkować w krzakach. Przywitano ją jako jedną z ostatnich, oczywiście po Szełemeju, a na koniec zaczęła się „walka o stołki”. To nie jest żadna przenośnia. Jak przekazał wspomniany serwis, gdy podpisywano dokumenty na scenie, postawiono na niej stół z czterema krzesłami . Dla premiera, dla prezydenta Szełemeja, dla prezydent Kołobrzegu i dla wicemarszałka Senatu Rafała Grupińskiego. Tusk tego nie wytrzymał, wciągnął panią marszałek na scenę i odstąpił jej swoje krzesło. Jednym słowem - znów mamy „Bamboocha na Wałbrzych!”. Dla tych co nie pamiętają, bo to było ileś lat temu, w pewnej reklamie napoju gazowanego, lekko sobie zakpiono z tego dawnego górniczego miasta, które wtedy było miastem-memem. Roman Szełemej postanowił zawrócić je na tamte stare tory.
Ale podobno kierownik Tusk lekko się zagotował i szybciej niż zamierzał opuścił uroczystość. Zapewne do niego dotarło, że do Wałbrzycha nie zaproszono również wielu innych prominentnych działaczy KO, bo Szełemej chciał coś ugrać. No i ugrał to, że jego bliski kolega, minister Tomasz Siemoniak, rzekomo tak kadrował fotki z uroczystości, by na żadnej nie było go widać z prezydentem Wałbrzycha. Ciąg dalszy nastąpi… Niewątpliwie.
Ale zanim wnerwiony kierownik pobiegł szybciej po palto do szatni, to trochę się zadziało. Przede wszystkim płomienne przemówienia premiera o polskości, którego nie powstydziłby się Władysław Gomułka. Co zresztą niektórzy ze zdziwieniem nawet tak komentowali. Ale co się dziwić. Teraz przecież koalicjant Tuska, Nowa Lewica, pokazał, że żadna z niej nowa, a nadal kontynuatorka nieboszczki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, której to członek Włodzimierz Czarzasty został ponownie liderem. Wiadomo też, że jako marszałek Sejmu do współpracy wziął sobie innego aktywistę PZPR Marka Siwca, a sufluje im lider tamtych szeregów, a później prezydent Polski, Aleksander Kwaśniewski. To ten prezydent, który jak Joe Cocker, część swojej kariery pozostawał w kryzysie nietrzeźwości i nie wszystko pamięta, ale teraz, gdy z małżonką elegancko jedzą bezę, to coś sobie przypomina i poucza innych.
No to jak Donald Tusk mógł nie ulec takim wpływom... Cieszmy się, ze leci Gomułką, nie Bierutem. Więc w Wałbrzychu padło na początku: Nigdzie na świecie, żaden naród nie podjął tak wielkiego wysiłku, aby odbudować dziesiątki miast, których dziedzictwo było bardzo różnorodne. (…) Tu jest Polska, tu była Polska, tu będzie Polska.
Nawet się cieszę, że polski premier po 80 latach odkrył, że tu jest Polska. Zastanawia mnie tylko takie stanowcze stwierdzenie tego faktu akurat teraz. Czyżby wcześniej miał wątpliwości? Było się po prostu spytać, bo ja to wiem od urodzenia, choć prezydent Szełemej, cwany gracz, mógł to przed premierem jednak ukrywać.
Ale Tusk coraz mocniej odkrywał swoją nową twarz narodowca: Tylko dumny i silny naród, jakim dzisiaj są Polacy, może bez kompleksów być częścią wielkiej wspólnoty Zachodu.
Noż kurczaczki, w sumie tylko brakło zawołania „Polska dla Polaków”. Jeszcze trochę, a będzie oskarżany o „odchylenie prawicowo – nacjonalistyczne.” Jak właśnie Gomułka przez Bolesława Bieruta i Jakuba Bermana.
Okazało się też, że w ostatnich latach czy miesiącach zmieniło się nastawienie dawnej Platformy Obywatelskiej do Bolesława Chrobrego, którego do tej pory politycy i sympatycy tej partii uważali za bohatera Kaczyńskiego, Bosaka czy Brauna. A tu polski premier w Wałbrzychu rzucił: Właśnie tutaj, w Polsce Zachodniej i Północnej, najwyraźniej widać znaczenie dziedzictwa piastowskiego. Na tych ziemiach rodziła się Polska. To tu Bolesław Chrobry wytyczał dumny szlak, którym dzisiaj podążamy”.
A przecież doskonale pamiętamy jak kilka lat temu senator Barbara Zdrojewska, gdy debatowano w sprawie uchwały "Annus Domini MMXVI Rokiem Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski" i uhonorowania Mieszka I, tatusia Chrobrego, mówiła: To wszystko jest dziś spowite mgłą historii i możemy się zaledwie domyślać, jak się zachowywał i kim był Mieszko I, na podstawie tego, jak się zachowywali inni władcy tego typu w tym czasie i na terenie tej części Europy. I możemy sobie powiedzieć, można domniemywać, że był to zabijaka i zapewne palił, gwałcił.
I miała rację, bo jak zanotował Gall Anonim Chrobry też był nerwus. Ów słynny kronikarz przytacza taki dialog naszego króla z innym wodzem, którego miał zamiar zaatakować: „Niech wie Bolesław, że psy go moje i łowcy, jak dzika w legowisku otoczyły“. Na co król polski odparł, w odesłanej mu odpowiedzi: „Dobrześ“ rzekł „dzika w legowisku wymienił; gdyż we krwi myśliwego i psiarni twej czyli wodzów a rycerzy, zbroczę kopyta oraz ziemię twą i grody, jako zwierz dziki osobliwy spustoszę bez miłosierdzia“.
Tylko trzeba mieć w pamięci taką rzecz, że trudno realia XXI-wiecznej Europy porównywać z czasami sprzed 1000 lat, gdy zwykłym elementem „dyskusji” politycznej było miażdżenie, wyrywanie, ucinanie, rozrywanie koniem… Stąd tak wielu męczenników mamy z tamtych czasów. Myślę, że gdyby lubiący się awanturować, choć nad wyraz wrażliwy, kolega Zdrojewskiej, Roman Giertych, urodził się w tamtych czasach, to omdlałby tuż po zawinięciu w pierwszą pieluchę. Nawet zanim zobaczyłby Zbigniewa Ziobrę w zbroi.
Wróćmy bamboocha na Wałbrzych! Po tych peanach na część pierwszego polskiego króla, przy wspomnianym stoliku i jednym brakującym krześle, podpisano „Deklarację Piastowską”. Totalnie bzdurny dokument, o którym nikt nigdy nie będzie pamiętał, bo zawiera kilka nadętych akapitów, przy których wystąpienie Tuska to cycerońska ars poetica. W każdym razie w roli Piastów podpisujących dokument wystąpili, nikt nie wie dlaczego właśnie oni - oczywiście poza osobą Romana Szełemeja: premier Donald Tusk, wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, wicemarszałek Senatu Rafał Grupiński oraz prezydenci Kołobrzegu i Wałbrzycha – Anna Mieczkowska i Roman Szełemej.
A potem za wywody Donalda Tuska wzięła się polska noblistka, Dolnoślązaczka, Olga Tokarczuk. Zewsząd dało się słyszeć głosy zachwytu, choć z tym zewsząd to chyba jednak przesadziłem. Mamy jakiś problem z tymi noblistami. Wcześniej dość często trzeba było tłumaczyć, co właściwie powiedział Lech Wałęsa, a teraz dzień po odczycie pojawił się tekst zatytułowany: „Spór o ziemie zachodnie. Kto nie zrozumiał Olgi Tokarczuk na obchodach 80-lecia ich polskości”. Ja zrozumiałem. Same banały i oczywiste oczywistości. Że stworzyliśmy nową tożsamość, że Dolny Śląsk to odbicie przedwojennej II RP… Przecież o tym już mówi się w przedszkolu, między ciepłym mlekiem a malinowym budyniem. Padło też coś co mnie zaskoczyło. Że na Dolnym Śląsku polskość to też Żyd, Łemek czy Ukrainiec. Ok, a na Mazowszu to już tylko Polska dla Polaków? Może tego to akurat faktycznie nie zrozumiałem. W każdym razie, Olga Tokarczuk przypomniała, że nie lubi Romana Dmowskiego, do czego ma oczywiste prawo. No i że jednak nie da się uwieść słowom Donalda Tuska, bo „Pamiętam, że jako dziecko sama byłam poddawana tym propagandowym wpływom: czytałam świeżo napisane „stare” baśnie o dzielnych rycerzach Chrobrego i podłych niemieckich knechtach, o nieustannym, odwiecznym i niejako organicznym napięciu polsko-niemieckim na tym pograniczu”.
A nie było tych napięć czy co? Czy historycy je sobie wymyślają? Z zasady na całym świecie pogranicze ma to do siebie, że są napięcia, a że nam za zachodnią ścianą trafili się Niemcy? Jakoś tak wyszło… Ale to wszystko w książkach jest przecież napisane. Nie będę tworzył tu spisu lektur, ale można na przykład zacząć od Melchiora Wańkowicza.
Do jasnej jakiejś tam… Co my tak boimy się tych naszych królów? Anglicy chełpią się Wilhelmem Zdobywcą, Arturem Lwie Serce czy Henrykiem VIII (choć nie feministki), Czesi - kilkoma Wacławami i Karolem IV Habsburgiem, Francuzi - Karolem Wielkim, Henrykiem IV, Ludwikiem XIV czy szeregiem Napoleonów, Niemcy…. A już nie będę przed świętami drażnił pisowskich bojowników. A my? Co? Stasiem Augustem Poniatowskim, bo taki oświecony, choć pod pantoflem Katarzyny ze Szczecina, czyli Katarzyny II Aleksiejewnej Wielkiej? Dlaczego Mieszko czy Chrobry mają być gorsi? Zapewniam, nie tylko panią senator Zdrojewską, że wszyscy wyżej wymienieni też byli to zabijacy i zapewne palili, gwałcili...
A tak naprawdę, to uważam, że wszystkim zaproszonym na wałbrzyskie uroczystości i tym, których prezydent Wałbrzycha nie chciał widzieć, zamiast „Deklaracji Piastowskiej” Romana „prawie Hochberg vel Piast” Szełemeja trzeba było rozdać „Polskę Piastów” Pawła Jasienicy, w której ten wybitny badacz i pisarz zanotował:
Epoka Bolesława Chrobrego zostawiła narodowi w spadku poczucie własnej wartości.
Wystarczy by być dumnym z takiego bohatera?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze