Chwilę grozy przeżyli rodzice 8-miesięcznego dziecka, które wzięło do ust substancję żrącą. W transporcie chłopca do szpitala pomogli policjanci, którzy pierwszy odcinek drogi pokonali policyjnym radiowozem, później maluch został przekazany zespołowi pogotowia.
– Rodzinny dramat rozegrał się w jednym z mieszkań przy ul. Traugutta we Wrocławiu. Do funkcjonariuszy Wydziału Kryminalnego z Komisariatu Policji Wrocław Stare Miasto, którzy realizowali tam czynności, podbiegli przerażeni rodzice ze słabnącym dzieckiem na rękach. Ojciec tulił kilkumiesięczne niemowlę. Chłopczyk przestawał oddychać i miał siny kolor skóry – relacjonuje sierż. Dariusz Rajski z KMP we Wrocławiu. – Dziecko zadławiło się żrącą cieczą i wymagało natychmiastowej pomocy – dodaje.
Policjanci niezwłocznie udzielili dziecku pierwszej pomocy, sprawdzili tętno i udrożnili drogi oddechowe, a następnie przewieźli je do stacji Pogotowia Ratunkowego przy ul. Ziębickiej.
– Podczas przejazdu z wykorzystaniem sygnałów pojazdu uprzywilejowanego, jeden z funkcjonariuszy, cały czas monitorował stan dziecka. Zespół karetki Pogotowia Ratunkowego już czekał na małego pacjenta. Medycy przejęli chłopca od policjantów i ruszyli w stronę Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii, gdzie pozostał na obserwacji – tłumaczy policjant.
Chwilę po dotarciu do szpitala, dziadek chłopczyka przywiózł do szpitala butelkę z cieczą, którą zakrztusiło się dziecku. Ustalenie jej składu chemicznego zdecydowało o metodach dalszego leczenia. Niebezpieczna substancja pochodziła z rodzinnej pamiątki. Był w niej mały zbiornik z ozdobną cieczą, która przelewała się podczas poruszania. Przedmiot upadł i rozbił się.
Z ustaleń policji, to że dziecko napiło się cieczy, było nieszczęśliwym wypadkiem. Funkcjonariusze jednak sprawdzą w jakich okolicznościach dziecko uzyskało dostęp do niebezpiecznego środka. – Jeżeli okaże się, że opiekunowie swoim zachowaniem narazili dziecko na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, grozić im może, w zależności od umyślności czynu, kara pozbawienia wolności do roku lub do 5 lat – mówi sierż. Dariusz Rajski.
Obecnie życiu i zdrowiu dziecka nic nie zagraża, przebywa jeszcze w szpitalu, ale jego stan jest dobry.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze