Potwierdził się najczarniejszy scenariusz. Adam R., 16-letni licealista z Wałbrzycha, który w nocy z czwartku na piątek zaginął we Wrocławiu, nie żyje. Policja potwierdziła już, że to jego ciało wyłowiono z Odry w centrum Wrocławia w poniedziałek wieczorem. Natknął się na nie pracownik elektrowni wodnej. Na razie nie wiadomo, jak doszło do śmierci chłopca. Bada to prokurator.
Policja od początku podejrzewała, że chłopak mógł utonąć w rzece. Do podobnych dramatów w tej okolicy dochodziło już wiele razy. Z nawigacji w telefonie wynikało, że szesnastolatek w środku nocy szedł sam z okolic Rynku w stronę Wyspy Słodowej. Już w weekend nurkowie przeszukiwali dno rzeki w okolicach Mostów Uniwersyteckich. Wtedy jednak nie natknęli się na żaden ślad.
Dopiero w poniedziałek około godziny 20 dryfujące ciało chłopca zobaczył pracownik elektrowni wodnej. Choć wezwani na miejsce ratownicy wodni od razu widzieli, że zgadzają się wszystkie cechy rysopisu poszukiwanego dziecka, policja długo nie potwierdzała tożsamości nastolatka. Sprawę komplikował fakt, że chłopiec nie miał przy sobie żadnych tradycyjnych dokumentów - młodzież nie korzysta dziś z ich papierowej wersji, a z aplikacji w telefonach. We wtorek po południu tożsamość Adama potwierdziła rodzina, a policja przekazała ustalenia opinii publicznej.
- Trwa wyjaśniania okoliczności tragicznego zdarzenia. Na tym etapie wykluczono udział osób trzecich - przekazał nam kom. Wojciech Jabłoński, rzecznik wrocławskiej policji.

Adam, uczeń IV Liceum Ogólnokształcącego w Wałbrzychu, przyjechał w czwartek do Wrocławia z czterema rówieśnikami. Późnym wieczorem mieli razem wracać do domu, ale Adam w ostatniej chwili zmienił plany. Na Dworcu Głównym spotkał swoją dziewczynę i uzgodnili, że po spotkaniu ze znajomymi przenocuje u niej, we Wrocławiu.
Grupa nastolatków z Wałbrzycha odwiedziła KFC przy Świdnickiej, potem poszli na Wyspę Słodową. Doszło do sprzeczki. O co? Nie wiadomo. Wersje chłopców są sprzeczne. Wiadomo jednak, że Adam odłączył się od reszty grupy i chodził po mieście sam. Ktoś widział go pod Żabką na Kościuszki, potem - już po pierwszej w nocy - jego telefon logował się w okolicach ulicy Kuźniczej. Z nawigacji wynikało, że chłopak idzie w stronę Wyspy Słodowej. Potem telefon nie był już aktywny. Adam do nikogo się już nie odezwał.
Na razie nie wiadomo, jak zmarł chłopak. Policja nie ujawnia też, czy znaleziono przy nim telefon. Wcześniej wałbrzyska policja informowała mamę chłopca, że w nocy urządzenie zalogowało się jeszcze w Kostomłotach w powiecie średzkim. Wersja wrocławskiej policji była jednak inna. Policja będzie badała też wątek ostatniej rozmowy telefonicznej Adama. Jak ujawniła nam jego mama, po 1 w nocy miał dzwonić do tajemniczego mężczyzny. - Chłopcy poznali go we Wrocławiu, dał im swój numer telefonu. To chyba jakiś bokser, ale do tej pory nie wiem, kim jest ta osoba - mówiła portalowi TuWroclaw.com.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ważne że się odnalazł. Nic w przyrodzie nie ginie.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.