W czwartkowy wieczór przepiękny trzygodzinny koncert dał we Wrocławiu Steven Wilson. – Przepraszam za to, że musicie na nim siedzieć. Jestem muzykiem rockowym, a nie Ericiem Claptonem, na którego koncertach się siedzi – mówił do publiczności brytyjski muzyk.
Steven Wilson przez 30 lat aktywności muzycznej nagrał ponad setkę albumów z różnymi zespołami i uczestniczył w powstaniu kilkudziesięciu wydawnictw płytowych utrzymanych w bardzo zróżnicowanej stylistyce. Cząstkę tych dokonań można było usłyszeć na koncercie, który miał miejsce w czwartek, 12 lipca, we wrocławskiej Hali Stulecia. Występ Brytyjczyka był bardzo energetyczny, ale nie brakowało w nim też fragmentów melancholijnych i skłaniających do refleksji.
Wilson jest znany z tego, że bardzo ceni swoją prywatność i stawia sobie za cel, by na koncertach wytwarzać intymną więź ze słuchaczami. Management artysty postanowił więc wprowadzić podczas jego wrocławskiego występu całkowity zakaz wnoszenia jakichkolwiek aparatów fotograficznych. Tę decyzję artysty jestem w stanie zrozumieć i uszanować, ale - podobnie jak on - nie rozumiem, czemu podczas czwartkowego koncertu nakazano publiczności, by grzecznie siedziała na swoich miejscach, zamiast tańczyć i dawać większy upust swojej radości z przepięknej muzyki. Przepraszał za ta sam Wilson, podkreślając, że przecież jest muzykiem rockowym. Dodał też, że zdaje sobie sprawę z tego, że każdy obiekt i organizator muzycznych imprez rządzi się własnymi prawami. W tym przypadku zostało to jednak doprowadzone do absurdu.
Zwłaszcza, że na płycie Hali Stulecia było sporo wolnej przestrzeni. Nie zdziwiło mnie więc, gdy w pewnym momencie jedna z obecnych na koncercie dziewczyn postanowiła wstać i zacząć tańczyć. Bardzo szybko podeszli do niej ochroniarze, którzy powiedzieli jej, że nie może tańczyć i ma wrócić na swoje miejsce. Po minie tej dziewczyny widziałem, że popsuło jej to całą zabawę.
Na szczęście Wilson powiedział w pewnym momencie, że zagra utwór, którego koniecznie trzeba słuchać na stojąco i poprosił publiczność w Hali Stulecia, by wstała. Od tego momentu ochroniarze przestali zwracać uwagę na to, czy ludzie siedzą, czy stoją.
Szkoda, że brytyjski muzyk nie zrobił tego wcześniej i że nadgorliwość organizatorów i ochroniarzy popsuła niektórym zabawę, a w innych wzbudziła zdziwienie i nawet niesmak. Gdy fani Wilsona wykrzykiwali tytuły utworów, które chcieliby usłyszeć, odparł, że przeprasza, ale nie spełnia takich życzeń podczas koncertów. Po raz kolejny dał więc wyraz swojej asertywności.
Problem polega na tym, że publiczności nie pozwolono na asertywność, co popsuło zabawę m.in. dziewczynie, która chciała sobie potańczyć w rytmie muzyki artysty, którego prawdopodobnie bardzo ceni. A nie była w tym zapewne osamotniona. Choć dla mnie był to przepiękny, wzruszający i niezapomniany wieczór, to nie wiem, czy miałbym podobne odczucia, gdybym znalazł się na jej miejscu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze