Podziemny parking pod całym modernistycznym budynkiem ZETO przy Ofiar Oświęcimskich we Wrocławiu? Konserwator zabytków nawet nie chce ot tym słyszeć. Zastrzeżeń ma więcej. I już zapowiada, że nie zgodzi się na planowaną przez inwestora przebudowę. - Byłaby zbyt drastyczna - podkreśla.
"Rozbudowa, przebudowa, nadbudowa budynku ZETO wraz ze zmianą sposobu użytkowania na budynek biurowo-usługowy wraz z zagospodarowaniem terenu oraz urządzeniami budowlanymi" - tak brzmi tytuł wniosku o zgodę na przebudowę słynnego budynku przy Ofiar Oświęcimskich, złożonego w Urzędzie Miejskim Wrocławia. Inwestor to firma HEA - ta sama, która nie dawno postawiła kontrowersyjny hotel przy Placu Wolności.
Modernistyczny budynek ZETO od trzech lat jest zabytkiem. To ważne miejsce dla Wrocławia. W Zakładzie Elektronicznych Technik Obliczeniowych tuż obok Rynku działały pierwsze prototypy polskich komputerów. Ciekawscy te wielkie, cyfrowe maszyny, mogli podziwiać przez odsłonięte okna.
Obecnie budynek jest w rękach prywatnych. Inwestor nie odpowiada na żadne pytania związane z tym miejscem. Nie zdradza, jakie ma z nim związane plany i jak miałaby wyglądać szykowana przebudowa. Rozmawiać na jej temat nie chce z nami także wynajęty przez inwestora projektant.
- Przebudowa miałaby być drastyczna. Nie będzie na nią mojej zgody - powiedział tymczasem dzisiaj portalowi TuWroclaw.com wojewódzki konserwator zabytków Daniel Gibski. Konserwator zdradza nam, że inwestor chciał na przykład zbudować pod budynkiem podziemny parking. - Ogromna dziura miałaby wypełnić całą działkę zajmowaną przez ZETO. To miałaby być całkowita zmiana, na którą nie można się godzić. Pod ziemią mamy liczne nawarstwienia, kryją się tam XIX-wieczne zabudowania - tłumaczy nam Daniel Gibski. Konserwator ujawnia również, że deweloper chciał w zabytkowym atrium zbudować m.in. windę.
Budynek ZETO przy Ofiar Oświęcimskich został zbudowany w 1969 roku według projektu wrocławskich architektów Anny i Jerzego Tarnawskich.. Charakteryzuje się prostą formą – jego trzykondygnacyjna bryła o żelbetowej konstrukcji wzniesiona została na planie zbliżonym do kwadratu. Gładkie ściany pokrywają pasy muru dekorowanego czarno-białą, terakotową mozaiką. Ten modernistyczny obiekt odegrał rolę w historii polskiej informatyki - tu znajdowały się pierwsze polskie elektroniczne maszyny cyfrowe, umieszczone na przeszklonym parterze, tak, by z ulicy mogli oglądać je przechodnie. W 2022 roku został wpisany do rejestru zabytków.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ma rację. Budynek oprócz swej historii (związanej z rozwojem technologicznym) znajduje się na obszarze tzw historycznego parku zabytkowego. Nie jest wskazane by prowadzić tam prace budowlane które zakłócą ład i wprowadzą zmiany architekturowe a prowadzone prace (pył, ciężki transport) niekorzystnie może wpłynąć na inne zabudowania. Winda w tym niewysokim budynku jest zbędna, ale miejsce na parking podziemny można uzyskać w miejsce ISTNIEJĄCYCH tam garaży.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Witam. Ale bredzą u tego Konserwatora. A czy nie wjechali ciężkim sprzętem kiedy budowali obecne "barachło"? A czy wtedy archeolodzy gruntownie przebadali cały wykop? Czy jest szczegółowa dokumentacja z tego co znaleźli? Pewnie tak samo było kiedy inne potworki budowlane w ścisłym centrum miasta powstawały. Ale czego można było się spodziewać po ówczesnej władzy kiedy o tak sobie kazali wysadzić w powietrze pozostałości po Młynach Klara. Na takim terenie powinni przywrócić tylko i wyłącznie to co tam stało przed II wojną.
Problemem jest masowe dodawanie różnych pokomunistycznych śmieci do listy zabytków. Są to obiekty budowane byle jak, krzywo, nieszczelnie, bo taka była wtedy rzeczywistość. Kradziono materiały budowlane, cegły, cement, piasek, papę i opylano na lewo znajomym. Cement "rozcieńczano" i zastępowano gipsem, mieszano to z piaskiem i udawano, że to zaprawa murarska. Miejsca ubytków (gdzie zabrakło np. cegieł, czy pustaków) często łatano deskami, czy nawet gazetami i słomą i pokrywano warstwą takiej "zaprawy". Po 2-3 latach zaprawa, tynk, farba itd odpadały od ścian, odsłaniając horror komunistycznego budownictwa.To samo dotyczyło rur, okablowania elektrycznego, farb, lakierów, płytek, itd. Rezultat jest taki, że większość tych obiektów nie spełnia żadnych norm bezpieczeństwa i trzyma się na ślinie i na słowie honoru. Będzie to studnia bez dna dla podatnika, bo utrzymanie takiego obiektu w charakterze zabytku wymagać będzie kolosalnych nakładów w przyszłości. Przykładem linowiec, którego remont i doprowadzenie do stanu jako takiej użyteczności to będą dziesiątki, a może nawet setki milionów zł. I tak co kilka lat. Pan Gibski właśnie zafundował nam wszystkim kolejny "prezencik" na całe pokolenia. Jedyna nadzieja w tym, że kiedy wreszcie odejdzie ze stanowiska, jego następca będzie miał więcej oleju w głowie i posprząta te cuchnące odchody obecnego konserwatora.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ma rację. Budynek oprócz swej historii (związanej z rozwojem technologicznym) znajduje się na obszarze tzw historycznego parku zabytkowego. Nie jest wskazane by prowadzić tam prace budowlane które zakłócą ład i wprowadzą zmiany architekturowe a prowadzone prace (pył, ciężki transport) niekorzystnie może wpłynąć na inne zabudowania. Winda w tym niewysokim budynku jest zbędna, ale miejsce na parking podziemny można uzyskać w miejsce ISTNIEJĄCYCH tam garaży.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.