To już chyba przesądzone. Wybory samorządowe zostaną przesunięte o pół roku. Bo kumulowałyby się z parlamentarnymi. Choć opozycja mocno krytykuje pomysł, to tak naprawdę jest nim zachwycona. Jak zgodnie przyznają politycy wszystkich partii, samorząd to nagroda pocieszenia dla tych, którzy nie wejdą do Sejmu, Senatu czy rządu. Gdyby było inaczej, to przecież przesunięto by parlamentarne. I prezydentem Wrocławia byłby prawdopodobnie od 4 lat Jarosław Obremski.
Samorząd, samorząd, samorząd… - politycy chyba wszystkich opcji zawsze podkreślają, że jest najważniejszy. Tak? To ja mam proste pytanie, dlaczego w żadnej partii nie powstał pomysł, że skoro trzeba rozdzielić wybory parlamentarne i samorządowe, to przesuńmy te pierwsze. Najpierw zróbmy te, według wspomnianych deklaracji, ważniejsze, czyli samorządowe.
Z tym samorządem to faktycznie bajki i tyle, co całkiem niedawno podsumował wieloletni dyrektor Biura Związku Miast Polskich Andrzej Porawski: ” Rząd Donalda Tuska deklaratywnie był bardzo prosamorządowy. Tyle że bardzo niewiele z postulatów samorządowych udało nam się załatwić. PiS jest bardziej sprawczy, ale nie w pożądanych przez nas kierunkach".
Chciałoby się rzec, trawestując pewien slogan reklamowy: Porawski i wszystko jasne. Ale popatrzmy, jak to wygląda w praktyce. Tej obecnej, z elementami wrocławskiej polityki. Pomysł przesunięcia wyborów samorządowych powstał w PiS. Zostanie prawdopodobnie przegłosowany wczesną jesienią. Opozycja z PO na czele uważa, że jest to zły pomysł. Ale to tylko na etapie prostych deklaracji, bo przecież trzeba być anty PiS. Ale co kilka miesięcy temu powiedział nam szef PO na Dolnym Śląsku, gdy pytaliśmy go o plany na wybory samorządowe? - Musimy przede wszystkim wygrać w kraju. (…) Trzeba po prostu kraj i region odbić z rąk PiS-u. I już – deklarował Michał Jaros. Czyli w domyśle: a potem jakoś sklecimy sobie ten samorząd? Bo jak to inaczej rozumieć?
Kilka dni temu miałem przyjemność spotkać jednego z liderów dolnośląskiej Lewicy. Takiego prawdziwego lidera tej partii, który nie wstydzi się nosić znaczek partii w klapie i nie chowa się pod skrzydła jednego, czy drugiego prezydenta, by jedynie prześliznąć się w wyborach, ukrywając swoją przynależność partyjną. – Tak naprawdę to chyba wszystkim to przesunięcie pasuje. Jeden z drugim powalczy o stanowisko w parlamencie lub rządzie. Jak mu się nie uda, to chociaż może zostanie radnym lub nawet burmistrzem – zdiagnozował ten już dość doświadczony polityk.
Czyli priorytety partii są oczywiste. Widać to jaskrawo też w partii rządzącej. Zwłaszcza na przykładzie Wrocławia. Podczas dwóch ostatnich wyborów na prezydenta Wrocławia startowała pani poseł Mirosława Stachowiak-Różecka. O ile w 2014 dzięki dynamicznej kampanii doprowadziła do drugiej tury z Rafałem Dutkiewiczem, co było wielkim zaskoczeniem, to już cztery lata później zrobiła to na zasadzie psa ogrodnika. Straciła wolę walki, bo posłowanie bardziej jej pasowało, ale wystartowała, ponieważ miała błogosławieństwo prezesa i nie chciała, aby ktoś, nie daj Boże, wykreował się na lidera podczas takiej kampanii. A prezesowi i innym jej zwolennicy tłumaczyli, że we Wrocławiu są tak silne nastroje anty PiS, że nie miała szans. Nie przepadam za hazardem, ale chyba byłbym skłonny się założyć, że gdyby wtedy prawica postawiła na obecnego wojewodę Jarosława Obremskiego, to moglibyśmy mieć innego gospodarza w ratuszu. Ale Obremski do PiS nie należy, choć współpracuje z tym obozem i chyba nie chciał się przepychać do gabinetu prezesa.
Więc teraz wszystkie partie choć powoli zbroją się przed wyborami parlamentarnymi to nikt nie chce rozmawiać o samorządzie. A jak już ktoś nie będzie nadawał się do władz centralnych, to niech sobie porządzi tam w jakiejś gminie czy innymi mieście. Taka nagroda pocieszenia… Samorząd najważniejszy?
Wrocławski guru samorządowy, wieloletni prezydent miasta Bogdan Zdrojewski tak na 30-lecie samorządu mówił: „Największą siłą samorządów jest ich autonomia i sami mieszkańcy. Jeśli samorządy są autonomiczne od władzy centralnej, odporne na politykę bieżącą, to mogą posługiwać się długą perspektywą i przy dobrym kontakcie z dużymi grupami społecznymi, elitami miasta, tworzyć coś absolutnie niezwykłego”.
Autonomiczne od władzy centralnej, odporne na politykę bieżącą… Brzmi teraz prawie tak samo jak „wsiadła do karety i jak ją powieziono na ślub z królewiczem. Ślub ten odbył się niebawem, a młodzi małżonkowie byli najszczęśliwszymi na kuli ziemskiej”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze