Miasto szkuje do sprzedaży prawie 2,5 hektara zieleni na Maślicach. Mają tu powstać budynki wielorodzinne. Oferta dla deweloperów już pojawiła się na urzędowych stronach. Mieszkańcy Maślic są wściekli. - Miasto jest dla mieszkańców czy deweloperów - pytają.
Chodzi o teren między ul. Królewiecką, Suwalską i Reszelską, niemal naprzeciwko szkoły przy Suwalskiej. Dziś to jedno z ulubionych miejsc spacerowych, rosną tu setki drzew, płynie też tędy potok Ługowina. - To zielone płuca osiedla - mówią mieszkańcy. Miasto zamiast zieleni widzi w tym miejscu "zabudowę mieszkaniową wielorodzinną i drogi wewnętrzne". Oferta właśnie pojawiła się na wrocławskiej giełdzie nieruchomości. Nie ma jeszcze daty przetargu.
- W zakolu Ługowiny, na obszarze między Reszelską, a Królewiecką, mamy plan miejscowy z 2007 roku. Przewiduje on tereny zielone (zieleń parkowa i łąki), które bezwzględnie muszą być zachowane po obu stronach potoku na powierzchni ponad 5 ha oraz nową zabudowę mieszkaniową wielorodzinną na około 2 ha - do maksymalnie trzech kondygnacji, przy czym w wypadku pojawienia się trzeciej, musi ona być w formie poddasza - mówi Michał Guz z biura prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia.
W ramach budowy nowego osiedla na odcinku Reszelska - Królewiecka miałaby powstać nowa droga. Zewnętrzna firma projektowa ma już nawet część niezbędnych decyzji i pozwoleń, w tym zatwierdzoną organizację ruchu docelowego na tej ulicy i projekt oświetlenia.
Tyle że mieszkańcy Maślic nie chcą o nowym osiedlu nawet słyszeć. Wolą stworzenie tu parku. Nie wierzą również w zapewnienia, że deweloper urządzi tereny zielone wokół nowej inwestycji.
- W ostatnich latach na Maślicach wybudowano setki, jak nie tysiące nowych mieszkań bez żadnej znacznej rozbudowy infrastruktury. Powstały osiedla na skrzyżowaniu Suwalskiej i Królewieckiej, na Reszelskiej, ponad 30 bloków między Śliwową a Maślicką, na Potokowej, wielkie blokowisko Brzozowe Zacisze i pole bliźniaków i małych bloków na skrzyżowaniu Radzyńskiej i Nałęczowskiej - wylicza Wojciech Pawlak, mieszkaniec Maślic. - Od czasu, kiedy wybudowano te wszystkie bloki powstała tylko szkoła na Suwalskiej. Nie ma miejsc w żłobkach i przedszkolach. Dzieci chodzą do szkoły na drugą zmianę. Sytuacja jest tak tragiczna, że trzeba stawiać szkoły z kontenerów, bo miasto nie potrafi zagospodarować jednej działki na szkołę. Bardziej opłaca się sprzedać deweloperom. Tu warto postawić pytanie czy miasto jest dla mieszkańców, czy dla deweloperów? - oburza się.
Ale problem nie leży tylko w braku miejsc w przedszkolach i żłobkach. - Miasto po raz kolejny chce zabudowywać tereny zielone - pomiędzy Maślicką a Królewiecką jest to w zasadzie ostatni większy kawałek zieleni - podkreśla Wojciech Pawlak.
- Ludzie od lat zabiegają o wybieg dla psów, kolejny park byłby również mile widziany. Atutem Maślic zawsze było mnóstwo zieleni, a poprzez chęć uzupełnienia kasy miejskiej, odbierana jest nam ta zaleta i popełnia się te same błędy, co na sąsiednich Stabłowicach, gdzie z osiedla postrzeganego również swego czasu jako zielone, zrobiono betonową pustynię, w dodatku bez potrzebnych usług - dodaje Tomasz Kalisiak, również mieszkaniec Maślic.
- Ani Maślicka, ani Królewiecka, czyli główne arterie Maślic nie zostały w żaden sposób rozbudowane. Maślicka jest w stanie tragicznym. Królewiecka jest w lepszym stanie, ale wyjechać na nią rano to masakra. Nie mamy tramwaju, autobusy przyjeżdżają losowo, więc większość z nas jeździ samochodami. A wyjazd z Augustowskiej i innych ulic trwa od 20 do 35 minut. Wielokrotnie prosiliśmy miasto o zrobienie ronda na Augustowskiej i Maślickiej, bezskutecznie. No i mamy przejazd kolejowy za N-parkiem który jeszcze skuteczniej blokuje ruch, a miasto postanowiło dodatkowo przy N-parku dać sygnalizację świetlną, żeby jeszcze bardziej zabetonować ruch Czyli jednocześnie budujemy nowe mieszkania, zwiększamy ruch, zmniejszamy przepustowość dróg, nie budujemy tramwaju i nie rozbudowujemy dróg - puentuje Wojciech Pawlak.
Problemów jest cała masa. Mieszkańcy wymieniają nawet tak prozaiczne rzeczy, jak brak koszy na śmieci czy codzienne przerwy w dostawach prądu. - A butę władz Wrocławia pokazuje dodatkowo to, że zaraz będą wybory samorządowe, a oni zrzucają na nas taką bombę - denerwuje się Wojciech Pawlak.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze