Odcinkowy pomiar prędkości na kolejnym odcinku autostrady A4 pod Wrocławiem już działa. Tym razem uruchomiono go między Kątami Wrocławskimi, a Pietrzykowicami, czyli niemal przy samej granicy Wrocławia. Znamy stawki mandatów i prędkość, od której system będzie wysyłał wezwania do właścicieli aut. Kara może sięgać aż 5 tysięcy złotych. Jeśli dostaniesz list ze zdjęciem Twojego auta, masz trzy wyjścia!
Odcinkowy pomiar prędkości na kolejnym odcinku A4 został włączony już w piątek. Przez weekend nie wystawiał jednak jeszcze mandatów, bo trwało testowanie systemu. Testy już się zakończyły i jeszcze w tym tygodniu do właścicieli aut jadących zbyt szybko trafią pierwsze przesyłki ze zdjęciami i wezwaniami do kontaktu.
Na A4 między Kątami Wrocławskimi a Pietrzykowicami obowiązuje ograniczenie prędkości do 110 km/h, a dla samochodów ciężarowych - do 80 km/h. Nie oznacza to jednak, że już przy takich prędkościach dostaniemy automatyczne wezwanie do zapłacenie mandatu. Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym poinformowało, że dopuszcza granicę błędu kierowcy wynoszącą 10 km/h. Oznacza to, że system zarejestruje tylko te sytuacje, w których kierowcy auto osobowych pojadą szybciej niż 120 km/h, a ciężarówek - ponad 90 km/h.
Ile zapłacimy? Stawki mandatów i punktów karnych będą następujące
W przypadku przekroczenia prędkości system będzie generował automatycznie wezwania do właścicieli samochodów. Będą do nich dołączone zdjęcia. Właściciel zostanie wezwany do wskazania, kto w momencie wykonania fotografii siedział za kierownicą.
Właściciel ma trzy wyjścia:
Dopiero kolejny etap to mandat - za przekroczenie prędkości albo za niewskazanie sprawcy. A jaki mandat można dostać za niewskazanie kierowcy, który popełnił wykroczenie? To od 800 do 5000 złotych.
Wkrótce podobny system zostanie uruchomiony na Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. Od kilku tygodni są tam już kamery i znaki (na razie częściowo zasłonięte), do uruchomienia systemu droga jeszcze daleka. Urządzenia nie są jeszcze podłączone do prądu, a jego podłączenie - bazując na dotychczasowych doświadczeniach Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego - może chwilę potrwać. Potem system trzeba będzie skalibrować i przetestować. GITD nie informuje na razie o terminie urządzeń, nie podaje nawet przybliżonych dat. Realnie cała ta procedura może potrwać kilka miesięcy. Zgodnie z warunkami przetargu na dostawę i instalację sprzętu, powinien on zostać uruchomiony najpóźniej w połowie przyszłego roku. Może się to jednak stać znacznie wcześniej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze