Reklama

Nowy wspaniały „Blaszany bębenek” [RECENZJA]

06/10/2018 23:49

Wojciech Kościelniak odniósł sukces, przenosząc akcję tej historii do sklepu z zabawkami i dając pole do popisu zarówno aktorom, jak i lalkom – recenzujemy „Blaszanego bębenka”, nową premierę Teatru Muzycznego Capitol.

Mówiąc szczerze, gdy usłyszałem, że w Capitolu zostanie wystawiona musicalowa wersja „Blaszanego bębenka”, nie byłem przekonany do tego pomysłu. Nie do końca przekonała mnie też kontrowersyjna kampania promująca ten musical – zastanawiałem się, czy nie jest to przypadkiem desperacki krok, który wynikał z braku wiary we frekwencyjny sukces spektaklu. Nieoczywisty i odważny wybór, by przenieść na deski teatru książkę niemieckiego noblisty okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. Bardzo się cieszę, że w Teatrze Muzycznym Capitol nie stawiają jedynie na wracanie do starych i sprawdzonych pomysłów w myśl zasady, że inne nie będą cieszyły się popularnością i nie zainteresują widzów.


Gdy zobaczyłem inscenizację w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, całkowicie zmieniło się moje nastawienie. Ta sztuka ma w sobie świeżość i siłę oddziaływania, której nie dałoby się prawdopodobnie osiągnąć, gdyby nie rozmach i szereg nut tworzących spójną frazę bliską duchowi powieści Güntera Grassa.

Reklama

„Blaszany bębenek” od początku do końca przyciągnął moją uwagę. Moja miłość do wielu musicali Capitolu wynika nie tylko z tęsknoty za elegancją i wdziękiem. W tym spektaklu chodzi o coś więcej – jest przykładem tego, że teraźniejszość można postrzegać przez pryzmat przeszłości.


Przede wszystkim jednak nie jest to nudna i konwencjonalna adaptacja. – Bardziej niż kiedykolwiek staraliśmy się opowiadać w tym spektaklu przy pomocy muzyki, piosenek i dźwięku – mówi Wojciech Kościelniak. – Kompozytor Mariusz Obijalski oparł się na stylistyce mało u nas znanego amerykańskiego zespołu Squirrel Nut Zippers, który jest niezwykle ciekawy, a także na utworach Gogol Bordello i innych zespołów bazujących na folkowej i wczesno-jazzowej nowoorleańskiej stylistyce – dodał reżyser. Muzyka, scenografia i lalki, które pojawiają się w „Blaszanym bębenku" zrobiły na mnie duże wrażenie. Brawa należą się także aktorom (chociażby Agnieszce Oryńskiej-Lesickiej), z których wielu ma swoje pięć minut (np. świetna, jak zawsze, Justyna Szafran).

Reklama

Odnoszę wrażenie, że Kościelniak cierpliwie czekał na moment, kiedy będzie mógł wystawić ten musical, a wszystkie elementy, które wymarzyły mu się w adaptacji słynnej książki, złożyły się w spójną całość.  Co ważne, twórcom udało się nadać realność lalkowym i bajkowym postaciom, które równie dobrze mogły się stać zbyt abstrakcyjne. Reżyser odniósł sukces, przenosząc akcję tej historii do sklepu z zabawkami i dając pole do popisu zarówno aktorom, jak i lalkom. Agata Kucińska z Wrocławskiego Teatru Lalek znakomicie zagrała głównego bohatera.


– Nie ma już powieściowych bohaterów, bo nie ma już indywidualistów, bo indywidualność zaginęła, bo człowiek jest samotny, bez prawa do indywidualnej samotności, i tworzy bezimienną i abohaterską masę – napisał w literackim pierwowzorze Günter Grass. Kościelniakowi udało się zapanować nad tą masą i nie wyszedł z tego przerost formy nad treścią, tylko przejmująco przepiękny, bezpretensjonalny i tragikomiczny spektakl zainspirowany powieścią, na którą twórcy spojrzeli współczesnym okiem. Dzięki temu dostrzegłem w „Blaszanym bębenku” nowe rzeczy, których wcześniej w nim nie widziałem.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości